26.10.2026, 07:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.10.2026, 07:16 przez Brenna Longbottom.)
– Na pewno lepiej niż wcześniej.
Tak naprawdę widok tego wszystkiego wciąż ją bolał. Wiedziała, że to tylko budynek i najważniejsze, że przetrwali ludzie. Wiedziała, że mogą to odbudować. Wiedziała, że miała szczęście. Ale nie mogła oprzeć się wrażeniu, że już nigdy nic nie będzie takie samo: że dla niej Warownia na dobre przestała być domem i stała się domem rodzinnym. Napełniało ją to goryczą tym większą, że oznaczało triumf śmierciożerców.
Sięgnęła po czajnik i stuknęła w niego różdżką, a potem wygrzebała wreszcie z tego całego nieporządku puszkę i kubki. Niestety, ten pokój był najlepszą opcją, bo jej pokój dalej gwałtownie domagał się remontu, a z kolei salon, chociaż to pomieszczenie przetrwało w najlepszym stanie, służył teraz w dużej mierze do przechowywania rzeczy, bo z niego najłatwiej było je roznosić do innych. Nie było sensu urządzać go na początku.
– Hipokryta? Dlaczego? – zdziwiła się. – Ale tak, wpadł nad ranem i na dzień dobry zaczął, że się żeni.
Nie była pewna, która to była godzina na pewno przed północą, ale jeszcze sporo wtedy zostało do świtu. Nie była w konsekwencji zbyt wyspana, a i nie bardzo mogła liczyć na to, że położy się w ciągu najbliższych trzech godzin, więc nawet nie pomyślała, że oferowanie kawy może być marnym pomysłem. Jej własne myśli były trochę rozproszone, a zmęczenie zaczynało dawać się Brennie we znaki, więc uznała, że dawka kofeiny to niezła idea.
– Ach. Zepsuło mu to zabawę – stwierdziła, gdy Victoria podjęła dalszą część opowieści. Wciąż grzebała w szafkach i w końcu znalazła i ciasteczka awaryjne, którymi mogła ją poczęstować. Gotowanie tutaj było raczej problematyczne, nie mogła więc po prostu zaprosić jej na kolację. – Naprawdę nie wyobrażam sobie scenariusza, w którym przyszłabym cię walnąć w twarz, Victorio.
Gdyby związała się z Atreusem byłaby na pewno zraniona, ale na pewno nie wpadłaby na to, aby Vikę bić. Prawdopodobnie nie biłaby wtedy nawet Atreusa, nawet jeżeli na to mogłaby w takiej sytuacji mieć ogromną ochotę.
– Ale rozumiem. W każdym razie dla jasności. Wierzę, że gdyby nagle zmienił zdanie, przynajmniej sam by mi o tym powiedział. I absolutnie nie uwierzyłabym, że postanowiłabyś się z nim zaręczać i mi o tym nie wspominać. Albo w ogóle gdziekolwiek się z nim umawiać i tak dalej.
A potem obróciła się ku Victorii i uśmiech przemknął jej po ustach.
– Ale to chyba dobrze, że Rosier się przejął?
Tak naprawdę widok tego wszystkiego wciąż ją bolał. Wiedziała, że to tylko budynek i najważniejsze, że przetrwali ludzie. Wiedziała, że mogą to odbudować. Wiedziała, że miała szczęście. Ale nie mogła oprzeć się wrażeniu, że już nigdy nic nie będzie takie samo: że dla niej Warownia na dobre przestała być domem i stała się domem rodzinnym. Napełniało ją to goryczą tym większą, że oznaczało triumf śmierciożerców.
Sięgnęła po czajnik i stuknęła w niego różdżką, a potem wygrzebała wreszcie z tego całego nieporządku puszkę i kubki. Niestety, ten pokój był najlepszą opcją, bo jej pokój dalej gwałtownie domagał się remontu, a z kolei salon, chociaż to pomieszczenie przetrwało w najlepszym stanie, służył teraz w dużej mierze do przechowywania rzeczy, bo z niego najłatwiej było je roznosić do innych. Nie było sensu urządzać go na początku.
– Hipokryta? Dlaczego? – zdziwiła się. – Ale tak, wpadł nad ranem i na dzień dobry zaczął, że się żeni.
Nie była pewna, która to była godzina na pewno przed północą, ale jeszcze sporo wtedy zostało do świtu. Nie była w konsekwencji zbyt wyspana, a i nie bardzo mogła liczyć na to, że położy się w ciągu najbliższych trzech godzin, więc nawet nie pomyślała, że oferowanie kawy może być marnym pomysłem. Jej własne myśli były trochę rozproszone, a zmęczenie zaczynało dawać się Brennie we znaki, więc uznała, że dawka kofeiny to niezła idea.
– Ach. Zepsuło mu to zabawę – stwierdziła, gdy Victoria podjęła dalszą część opowieści. Wciąż grzebała w szafkach i w końcu znalazła i ciasteczka awaryjne, którymi mogła ją poczęstować. Gotowanie tutaj było raczej problematyczne, nie mogła więc po prostu zaprosić jej na kolację. – Naprawdę nie wyobrażam sobie scenariusza, w którym przyszłabym cię walnąć w twarz, Victorio.
Gdyby związała się z Atreusem byłaby na pewno zraniona, ale na pewno nie wpadłaby na to, aby Vikę bić. Prawdopodobnie nie biłaby wtedy nawet Atreusa, nawet jeżeli na to mogłaby w takiej sytuacji mieć ogromną ochotę.
– Ale rozumiem. W każdym razie dla jasności. Wierzę, że gdyby nagle zmienił zdanie, przynajmniej sam by mi o tym powiedział. I absolutnie nie uwierzyłabym, że postanowiłabyś się z nim zaręczać i mi o tym nie wspominać. Albo w ogóle gdziekolwiek się z nim umawiać i tak dalej.
A potem obróciła się ku Victorii i uśmiech przemknął jej po ustach.
– Ale to chyba dobrze, że Rosier się przejął?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.