26.10.2026, 11:50 ✶
– Wspomniał, że twój amant postanowił mu na dzień dobry o ten ślub przywalić – przyznała z odrobiną rozbawienia. – Tak naprawdę sądzę, że to całe narzekanie na skarżenie to był tylko teatrzyk.
Albo z jakichś powodów uznał, że kiedy on to robi, to jest komunikacja i tak dalej, ale kiedy robi to Christopher, to coś innego. Choć prawda była też taka, że Bulstrode przyszedł do niej, bo wyraźnie bolał go list Stanleya: i wszystkie sprawy, jakie z tym się wiązały. Rozwalające się relacje, niepewność, nieudolność Ministerstwa, przyjaciele po różnych stronach barykad i tak dalej, i tak dalej. Tyle że prosił, aby nikomu o tym nie wspominała, i zamierzała dotrzymać tej obietnicy.
– Z plotek? Których plotek? Tych o nim i Lorettcie? Czy o nim i Melpomenie Longbottom? A może o tym widowisku randkowym, w którym wziął udział w lecie? – właściwie to było bardzo niedawno, a ona wtedy siedziała czystym przypadkiem na widowni. Żałowała teraz, że na jego widok po prostu wyszła: ale skąd miała wiedzieć, że potem na scenie pojawi się i Stanley? – Podejrzewam, że obaj byli już podpici, a to trochę wszystko zakrzywia. I em… chłopcy tacy bywają.
Dyplomatycznym milczeniem pominęła, że właściwie jej też się to zdarzało, ale tylko w jednej przyjaźni w życiu, która była bardzo specyficzna.
Postawiła na stoliku kubki, a potem usiadła i w pierwszej chwili spojrzała na Victorię ze zdziwieniem, jakby nie miała pojęcia, o czym mówi. A później zmarszczyła brwi, wreszcie skojarzywszy. Ach tak, Beltane. Bo o balu nawet nie pomyślała: jakby nawet spytała, co on ma na myśli i przecież wspomniał, że to nie są faktyczne oświadczyny, a i jeszcze był trochę podpity.
– Jakoś nie pomyślałam, że zgadzanie się na oświadczyny kogoś, kto umawia się z inną dziewczyną, byłoby dobrym pomysłem – stwierdziła, podsuwając Victorii poczęstunek. – Ciasteczko? – zapytała, chyba nie do końca świadoma, jak to mogło zabrzmieć w głowie Victorii. Dopiero po chwili przyszło jej do głowy, że skrót myślowy był za duży. – Upił się amortencją i poprosił mnie o rękę w maju, kiedy był zaręczony z Elaine. Nawet nie pomyślałam, żeby ci mówić o tych wygłupach, bo to jakby durny eliksir, a my skupiałyśmy się wtedy na wybuchu limbo i tak dalej.
A poza tym uważała wtedy, że jej odbiło.
Uśmiechnęła się lekko na kolejne słowa Victorii. Chciałaby ją zapewnić, że tak na pewno nigdy nie było, ale trochę za mało znała Rosiera, aby móc się zarzekać, a nie chciałaby kłamać.
– Jeśli by cię trak traktował, zasługiwałby na kopniak dostatecznie mocny, aby posłał go aż do Francji.
Albo z jakichś powodów uznał, że kiedy on to robi, to jest komunikacja i tak dalej, ale kiedy robi to Christopher, to coś innego. Choć prawda była też taka, że Bulstrode przyszedł do niej, bo wyraźnie bolał go list Stanleya: i wszystkie sprawy, jakie z tym się wiązały. Rozwalające się relacje, niepewność, nieudolność Ministerstwa, przyjaciele po różnych stronach barykad i tak dalej, i tak dalej. Tyle że prosił, aby nikomu o tym nie wspominała, i zamierzała dotrzymać tej obietnicy.
– Z plotek? Których plotek? Tych o nim i Lorettcie? Czy o nim i Melpomenie Longbottom? A może o tym widowisku randkowym, w którym wziął udział w lecie? – właściwie to było bardzo niedawno, a ona wtedy siedziała czystym przypadkiem na widowni. Żałowała teraz, że na jego widok po prostu wyszła: ale skąd miała wiedzieć, że potem na scenie pojawi się i Stanley? – Podejrzewam, że obaj byli już podpici, a to trochę wszystko zakrzywia. I em… chłopcy tacy bywają.
Dyplomatycznym milczeniem pominęła, że właściwie jej też się to zdarzało, ale tylko w jednej przyjaźni w życiu, która była bardzo specyficzna.
Postawiła na stoliku kubki, a potem usiadła i w pierwszej chwili spojrzała na Victorię ze zdziwieniem, jakby nie miała pojęcia, o czym mówi. A później zmarszczyła brwi, wreszcie skojarzywszy. Ach tak, Beltane. Bo o balu nawet nie pomyślała: jakby nawet spytała, co on ma na myśli i przecież wspomniał, że to nie są faktyczne oświadczyny, a i jeszcze był trochę podpity.
– Jakoś nie pomyślałam, że zgadzanie się na oświadczyny kogoś, kto umawia się z inną dziewczyną, byłoby dobrym pomysłem – stwierdziła, podsuwając Victorii poczęstunek. – Ciasteczko? – zapytała, chyba nie do końca świadoma, jak to mogło zabrzmieć w głowie Victorii. Dopiero po chwili przyszło jej do głowy, że skrót myślowy był za duży. – Upił się amortencją i poprosił mnie o rękę w maju, kiedy był zaręczony z Elaine. Nawet nie pomyślałam, żeby ci mówić o tych wygłupach, bo to jakby durny eliksir, a my skupiałyśmy się wtedy na wybuchu limbo i tak dalej.
A poza tym uważała wtedy, że jej odbiło.
Uśmiechnęła się lekko na kolejne słowa Victorii. Chciałaby ją zapewnić, że tak na pewno nigdy nie było, ale trochę za mało znała Rosiera, aby móc się zarzekać, a nie chciałaby kłamać.
– Jeśli by cię trak traktował, zasługiwałby na kopniak dostatecznie mocny, aby posłał go aż do Francji.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.