26.10.2026, 22:19 ✶
– Brzmi jak Atreus - zawyrokowała, słysząc, że tuż po tym, jak był kapibarą i klepano go po pewnej strategicznej części ciała, postanowił pić dalej drinki, fundujące takie atrakcje. Uśmiechnęła się lekko na obruszenie Victorii: gdyby Atreus robił to wtedy na serio to… też byłaby bardzo, bardzo zła. – To nie była jego wina. Dodali tam uderzeniową dawkę. Trzymała krótko, ale waliła mocno. Mam wrażenie, że kiedy minęła, to był pierwszy i ostatni raz, gdy widziałam Atre faktycznie zakłopotanego.
Na całe szczęście doskonale rozumiała, że amortencja to amortencja, nie planowała ani rzucać się mu na szyję, ani się przejmować czy mu to wypominać. Pewnie nawet by o tym nie opowiadała innym, gdyby teraz Victoria nie wspomniała, co i jak.
I cóż, dobrze, że przełknęła ciasteczko, bo znowu omal nie stanęło jej w gardle.
– Cynthia? – wykrztusiła. – Nie przyznała się ani słowem. Bogowie, on zerwał z tą swoją narzeczoną, prawda? – upewniła się, bo jeśli nie… jeśli nie, to wyglądało okropnie. I ze strony Louvaina, i ze strony Cynthii. Westchnęła, bo podejmowała co jakiś czas próby wyciągnięcia tej z pracy albo z pracowni eliksirów, spełzały one jednak głównie na panewce.
A potem gdy Victoria podjęła opowieść, przypatrywała się jej po prostu, usiłując to wszystko poskładać sobie w głowie.
Nie brzmiało to zbyt poważnie. Ale Atreus czasem mówił o poważnych sprawach jakby żartował, próbując w ten sposób chyba sobie ułatwić czy udać, że ma do nich więcej dystansu niż zwykle. I teraz nie miała pojęcia, które z nich jest większym idiotą. Odstawiła jednak tę kawę, uznając, że jej picie to zły pomysł i przeczesała włosy palcami, próbując przypomnieć sobie ich wszystkie interakcje.
Nie miał chyba na myśli…?
– Czekaj… na balu powiedział mi, że ktoś mu zasugerował, że powinien szukać żony i że w sumie powinien rozważyć opcje. Spytałam, czy żartuje, oświadcza się czy oznajmia, że idzie szukać innej dziewczyny. A on powiedział coś w stylu, czy chciałabym, żeby żartował, i że w sumie to nie jest są faktycznie oświadczyny, a potem o topieniu w sadzawce. I był wtedy podpity.
Czy „ciekawe jakbyś zareagowała jakby ktoś się faktycznie oświadczył” czy jak on to ujął, to miało być oświadczyny? Czy ona naprawdę czegoś nie pojmowała?! I miała uczepić się takich słów, rzuconych nie do końca na trzeźwo? Nie byłoby to trochę desperackie? Zwłaszcza że wypił dość, by nie pamiętał, że padło słowo na k, a i że ona też w sumie to samo powiedziała?! To też był ten moment „mówię na poważnie, ale udaję, że żartuję i się domyśl?” Zwykle nawet była w stanie się domyśleć, ale chyba bałaby się przy takich rzeczach coś założyć, choćby po to, by wszystkiego nie zepsuć.
– No cóż. Brzmi miło. Chyba się postarał, bo gdyby to było na Pokątnej… to co innego, a to Wenecja – powiedziała i bardzo chciała się na tym skupić, ale w tej chwili raz, była bardzo zmęczona i niewyspana, dwa, rewelacje Victorii bardzo wytrąciły ją z równowagi.
Na całe szczęście doskonale rozumiała, że amortencja to amortencja, nie planowała ani rzucać się mu na szyję, ani się przejmować czy mu to wypominać. Pewnie nawet by o tym nie opowiadała innym, gdyby teraz Victoria nie wspomniała, co i jak.
I cóż, dobrze, że przełknęła ciasteczko, bo znowu omal nie stanęło jej w gardle.
– Cynthia? – wykrztusiła. – Nie przyznała się ani słowem. Bogowie, on zerwał z tą swoją narzeczoną, prawda? – upewniła się, bo jeśli nie… jeśli nie, to wyglądało okropnie. I ze strony Louvaina, i ze strony Cynthii. Westchnęła, bo podejmowała co jakiś czas próby wyciągnięcia tej z pracy albo z pracowni eliksirów, spełzały one jednak głównie na panewce.
A potem gdy Victoria podjęła opowieść, przypatrywała się jej po prostu, usiłując to wszystko poskładać sobie w głowie.
Nie brzmiało to zbyt poważnie. Ale Atreus czasem mówił o poważnych sprawach jakby żartował, próbując w ten sposób chyba sobie ułatwić czy udać, że ma do nich więcej dystansu niż zwykle. I teraz nie miała pojęcia, które z nich jest większym idiotą. Odstawiła jednak tę kawę, uznając, że jej picie to zły pomysł i przeczesała włosy palcami, próbując przypomnieć sobie ich wszystkie interakcje.
Nie miał chyba na myśli…?
– Czekaj… na balu powiedział mi, że ktoś mu zasugerował, że powinien szukać żony i że w sumie powinien rozważyć opcje. Spytałam, czy żartuje, oświadcza się czy oznajmia, że idzie szukać innej dziewczyny. A on powiedział coś w stylu, czy chciałabym, żeby żartował, i że w sumie to nie jest są faktycznie oświadczyny, a potem o topieniu w sadzawce. I był wtedy podpity.
Czy „ciekawe jakbyś zareagowała jakby ktoś się faktycznie oświadczył” czy jak on to ujął, to miało być oświadczyny? Czy ona naprawdę czegoś nie pojmowała?! I miała uczepić się takich słów, rzuconych nie do końca na trzeźwo? Nie byłoby to trochę desperackie? Zwłaszcza że wypił dość, by nie pamiętał, że padło słowo na k, a i że ona też w sumie to samo powiedziała?! To też był ten moment „mówię na poważnie, ale udaję, że żartuję i się domyśl?” Zwykle nawet była w stanie się domyśleć, ale chyba bałaby się przy takich rzeczach coś założyć, choćby po to, by wszystkiego nie zepsuć.
– No cóż. Brzmi miło. Chyba się postarał, bo gdyby to było na Pokątnej… to co innego, a to Wenecja – powiedziała i bardzo chciała się na tym skupić, ale w tej chwili raz, była bardzo zmęczona i niewyspana, dwa, rewelacje Victorii bardzo wytrąciły ją z równowagi.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.