Argumenty się skończyły i w sumie rozmowę też mógł uznać za skończoną. Tak na niego naskoczyła, że aż mu się na tyle lepiej zrobiło, że mógłby wstać i iść, najlepiej w pizdu. Niestety, trzeba było jeszcze dzisiejszego dnia popracować, a potem jeszcze wpaść do Srebrnych Różdżek na spotkanie.
— Mam na myśli, że nie chcę o tym rozmawiać — odpowiedział krótko i, o zgrozo, całkiem rzeczowym tonem. Mógł się z zasady z ludźmi przepychać, albo rzucać słowa na odpierdol, ale czasem zdarzało mu się jasno i wyraźnie stawiać granicę, a w przypadku Lestrange nie obawiał się aż tak, że wykorzystałaby to potem przeciwko niemu.
— Okej. Posmarować po pracy, instrukcja wystarczająco prosta. Dzięki — schował maść do kieszeni i podniósł się z ławeczki. — Idziemy? Posiedziałbym sobie dla odmiany na wygodniejszym fotelu — dodał jeszcze, a potem oboje opuścili szatnię.