— Też mi się tak wydaje. Że nawpierdalały się energii i od tego się jakoś zmieniły. Ale może chodzi i o to co uciekło z limbo. Pamiętacie jak w lecie wszystko szalało? Rośliny w sensie, może to nie tylko w trawie było i ludzie w Dolinie jakoś też tym oberwali? — mruknął, pociągając zaraz papierosa i przysłuchując się dalej temu, co wszyscy mieli do powiedzenia.
Sprawa widm toczyła się tak, że… czasem miał wrażenie, że lepiej było tego w ogóle nie poruszać. Departament Tajemnic kategorycznie wypiął się na zimnych, ani nie zapraszając ich do badań, ani też w żaden sposób nie udzielając wiadomości odnośnie tego, czego się dowiedzieli do tej pory, a jakby nie patrzeć, ktoś mógłby pomyśleć, że te kwestie były ze sobą powiązane.
— Kawałek drzewa? — uniósł brwi na rewelacje Geraldine. — Skurwysyny. Mam nadzieję, że im to drzewo pierdolnie, bo to już jest cyrk — powiedział cicho, bardziej do siebie jak do nich, kręcąc przy tym głową z niedowierzaniem. — Ale jakbyś wpadła na taki kawałek, to myślę, że nim nie pogardzimy. Souvenir, jak to się mówi. A wiesz o jakich właściwościach magicznych mowa? — szczerze to nigdy nie sądził, że będzie się interesował właściwościami drzew.
— Skoro wyjadają ludzi i pozbawiają ich energii, to pytanie w jakim stopniu. Jeśli chodzi im o same dusze, to faktycznie mogą się tam próbować dostać. W sumie ciekawe, czy ktoś próbował wywoływać duchy tych zmarłych od widm — zastanowił się, na moment próbując przebiec po raportach związanych z widmami, ale chyba nic podobnego nie przychodziło mu do głowy.
— Niee, Bren, oni tam mają taki specjalny dąb na tej polanie — wyjaśnił, darując już sobie wzmiankę Sebastiana o tym, że był bezbożny.
— Daj je Brennie — odpowiedział Victorii, kiedy zaproponowała im lusterko. — Ona nie jest zimna — uśmiechnął się lekko, najwyraźniej podążając myślami w stronę, gdzie paranoja popchnęła Brennę chwilę temu.