Humor panny Yaxley już był wyśmienity. Obecność Erika wzbudzała w niej pozytywne emocje. Dobrze było się z nim spotkać od czasu do czasu. - Jak najbardziej, umowa zaczyna obowiązywać od dzisiaj. - Odparła, a uśmiech nie schodził jej z twarzy.
Problemy, które ostatnio ją kłopotały choć na moment się oddaliły, liczyło się tylko to, że w tej chwili nic jej nie groziło. Była bezpieczna w towarzystwie Erika i mogła sobie pozwolić na chwilę odpoczynku. - Oczywiście, majątki, bogactwo - to wszystko jest najważniejsze. Nie rozumiem tego wcale, ale nie dla wszystkich dobra materialne są takie istotne. - Wiedziała, że w przyszłości osoby krwi mieszanej mogą przejąć stanowiska, mąjątki i inne, jednak nie widziała w tym nic złego. Uważała, że świat się zmieniał, czarodzieje powinni to zaakcpetować. Magia pojawiała się w różnych miejscach i nie mieli na to wpływu, sama wybierała, więc dlaczego mieliby to negować i dyskutować na temat tego, że mugolacy są gorsi, bo zyskali ten dar niedawno. Zupełnie to do niej nie docierało i nie potrafiła zrozumieć takiego toku myślenia.
Yaxley coraz bardziej irytowało to, że czystokrwiści uważali się za tych, którzy rozdawali karty. Nie zamierzała się temu przyglądać bezczynnie, jednak też nie do końca wiedziała, w jaki sposób mogła pomóc innym. Póki co, musiała skupić się na tym, aby nie dać sobie zrobić krzywdy, bo wiedziała, że się naraziła. Jak to ogarnie, to zacznie się zastanawiać, co może zrobić, aby żyło im się lepiej w tym chorym świecie, szczególnie, że sama zaczęła darzyć silnym uczuciem jednego z mugolaków.
Te ich pojedynki przejdą do historii, niekoniecznie jako powód do dumy, bardziej jak instrukacja, jak się tego nie powinno robić. Za każdym razem, któreś z nich wykazywało się niesubordynacją. Dzisiaj padło na Erika, nie wiedziała, czym jest spowodowane jego rozkojarzenie, ale zdawała sobie sprawę, że musi go to ogromnie boleć. Ostatnio to ona miała przyjemność czuć to samo.
Longbottom nie zdążył zareagować i wpadł w dziurę. Wszystko poszło zgodnie z jej planem. Zaśmiała się nawet w głos, bo było to dla niej dosyć zabawne, chyba jednak on nie bawił się w tym wszystkim tak wyśmienicie, jak ona. - Nie jest? Jak chcesz mogę transmutować patyki w węże, może wtedy zacznie Cię to bawić. - Nie zamierzała zostawić go w tej dziurze, liczyła na to jednak, że spróbuje sam z niej wyleźć.
Nie musiała długo czekać, usłyszała zaklęcie, jednak znowu nie wyszło. Starając się powstrzymać od śmiechu podeszła do tego pięknego dołu, który chwilę wcześniej stworzyła. Oczywiście nie zamierzała atakować go, kiedy zanajdował się w pułapce. Wyciągnęła jednak rękę w jego kierunku, aby pomóc mu się wydostać. - Chyba nie chcesz tu siedzieć do końca dnia? - Zapytała jeszcze, bo może wolał?