28.10.2026, 16:26 ✶
Im dłużej analizowała swoje położenie, tym bardziej przekonywała się, że wezwanie kogoś zaufanego będzie rozsądniejsze od dalszych eksperymentów. Wprawdzie nie odczuwała żadnych dolegliwości, ale nie zamierzała uznawać braku bólu za wystarczający dowód nieszkodliwości uroku.
- Basilius? - powtórzyła z wyraźnym zainteresowaniem. - Tak, to akurat bardzo dobry pomysł. Znamy się od lat, a przy tym jest na tyle dyskretny, że nie będę musiała prosić go o zachowanie tej osobliwości dla siebie. Nie wiem tylko, czy zdoła wyrwać się ze szpitala bez uprzedzenia. Możemy spróbować.
Właśnie zamierzała wskazać Hannibalowi miejsce, w którym przechowywała papeterię, kiedy rozległo się pukanie. Zamarła z uniesioną dłonią, a jej spojrzenie natychmiast powędrowało ku drzwiom. Przez ułamek sekundy rozważała, czy nie powinna po prostu schować się za jednym z większych płócien, lecz szybko odrzuciła tę myśl jako uwłaczającą zarówno jej godności, jak i zdrowemu rozsądkowi. Była przecież we własnej pracowni, nie zaś na miejscu zbrodni. Pozostała więc na swoim miejscu, pozwalając Hannibalowi zająć się niespodziewanym gościem. Z pewnym uznaniem obserwowała, jak zasłania sobą wejście, choć jego przesadnie swobodny ton wydał jej się odrobinę podejrzany. Na wzmiankę o dokumentach odruchowo wyciągnęła rękę, gotowa przyjąć pergaminy i wydać odpowiednie polecenia. Dopiero po chwili przypomniała sobie, że nie byłby to najrozsądniejszy sposób na zachowanie dyskrecji. Opuściła więc dłoń, zaciskając usta w cienką linię. Kiedy jednak Hannibal zażądał terpentyny, jej brwi powędrowały wysoko.
- Nie zdziwię się, jeśli wróci za chwilę z całym zapasem i zacznie przepraszać, że nie potrafiła znaleźć czwartej - akurat ta stażystka była wyjątkowo gorliwia, by zadowolić wysokie standardy Astorii, co sprawiało, że kustoszka lubiła z nią współpracować. - Ale dziękuję. Nie chciałabym, żeby personel zobaczył mnie w takim stanie. - Jej spojrzenie powędrowało ku zamkniętym drzwiom. - Nie mam ochoty spędzić kolejnego tygodnia na prostowaniu plotek o tym, że eksperymentuję na sobie z podejrzanymi eliksirami.
Podeszła do biurka stojącego pod oknem, zachowując bezpieczny dystans od filiżanki. W jednej z szuflad przechowywała korespondencję przeznaczoną do spraw służbowych: elegancki papier listowy, koperty opatrzone dyskretnym monogramem galerii, zapas piór oraz niewielki pojemnik z lakiem.
- Napiszę do Basiliusa - oznajmiła, kreśląc na pergaminie krótką wiadomość. Wystarczyło kilka zwięzłych zdań, informacja o podejrzeniu uroku i prośba o pilną, dyskretną konsultację. Uzdrowiciel znał ją wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że nie prosiłaby go pomoc z błahego powodu.
- Muszę cię poprosić… czy możesz ten list dostarczyć osobiście? Muszę mieć pewność, że trafi do rąk własnych, nie chciałabym, żeby ktokolwiek przejął list i zrobił z tego sensację - dodatkowo zależało jej na czasie, a kruk mógł mieć problem z odnalezieniem Basiliusa, jeśli ten akurat znajdowałby się gdzieś w terenie. Ufała, że Hannibal załatwi to znacznie sprawniej.
- Doprawdy, nie pojmuję, dlaczego wszystkie te osobliwości muszą przytrafiać mi się akurat wtedy, kiedy mam najwięcej pracy - westchnęła, odkładając kopertę. - Gdybym przynajmniej mogła zaplanować własne nieszczęścia z kilkudniowym wyprzedzeniem, byłoby mi znacznie łatwiej.
Uśmiechnęła się blado, lecz zaraz spoważniała.
- Nie sądzisz chyba, że to może być coś poważniejszego, niż zwykły, złośliwy urok? - nie chciała, by pytanie zabrzmiało jak prośba o pocieszenie. Zależało jej na szczerej opinii, nawet jeśli odpowiedź miałaby okazać się nieprzyjemna. W głębi duszy bowiem, pomimo wszystkich racjonalnych argumentów, wciąż odczuwała niepokój, którego nie potrafiła całkowicie uciszyć.
- W drodze wyjściowej, przekaż personelowi, że wyszłam na spotkanie, a mój gabinet pozostanie zamknięty - poprosiła jeszcze, by mieć pewność, że żadna nadgorliwa stażystka nie będzie się dobijać do drzwi. - Hannibal? Dziękuję - uśmiechnęła się do kuzyna, odczuwając prawdziwą ulgę, że to właśnie on nakrył ją z tym wstydliwym problemem.
- Basilius? - powtórzyła z wyraźnym zainteresowaniem. - Tak, to akurat bardzo dobry pomysł. Znamy się od lat, a przy tym jest na tyle dyskretny, że nie będę musiała prosić go o zachowanie tej osobliwości dla siebie. Nie wiem tylko, czy zdoła wyrwać się ze szpitala bez uprzedzenia. Możemy spróbować.
Właśnie zamierzała wskazać Hannibalowi miejsce, w którym przechowywała papeterię, kiedy rozległo się pukanie. Zamarła z uniesioną dłonią, a jej spojrzenie natychmiast powędrowało ku drzwiom. Przez ułamek sekundy rozważała, czy nie powinna po prostu schować się za jednym z większych płócien, lecz szybko odrzuciła tę myśl jako uwłaczającą zarówno jej godności, jak i zdrowemu rozsądkowi. Była przecież we własnej pracowni, nie zaś na miejscu zbrodni. Pozostała więc na swoim miejscu, pozwalając Hannibalowi zająć się niespodziewanym gościem. Z pewnym uznaniem obserwowała, jak zasłania sobą wejście, choć jego przesadnie swobodny ton wydał jej się odrobinę podejrzany. Na wzmiankę o dokumentach odruchowo wyciągnęła rękę, gotowa przyjąć pergaminy i wydać odpowiednie polecenia. Dopiero po chwili przypomniała sobie, że nie byłby to najrozsądniejszy sposób na zachowanie dyskrecji. Opuściła więc dłoń, zaciskając usta w cienką linię. Kiedy jednak Hannibal zażądał terpentyny, jej brwi powędrowały wysoko.
- Nie zdziwię się, jeśli wróci za chwilę z całym zapasem i zacznie przepraszać, że nie potrafiła znaleźć czwartej - akurat ta stażystka była wyjątkowo gorliwia, by zadowolić wysokie standardy Astorii, co sprawiało, że kustoszka lubiła z nią współpracować. - Ale dziękuję. Nie chciałabym, żeby personel zobaczył mnie w takim stanie. - Jej spojrzenie powędrowało ku zamkniętym drzwiom. - Nie mam ochoty spędzić kolejnego tygodnia na prostowaniu plotek o tym, że eksperymentuję na sobie z podejrzanymi eliksirami.
Podeszła do biurka stojącego pod oknem, zachowując bezpieczny dystans od filiżanki. W jednej z szuflad przechowywała korespondencję przeznaczoną do spraw służbowych: elegancki papier listowy, koperty opatrzone dyskretnym monogramem galerii, zapas piór oraz niewielki pojemnik z lakiem.
- Napiszę do Basiliusa - oznajmiła, kreśląc na pergaminie krótką wiadomość. Wystarczyło kilka zwięzłych zdań, informacja o podejrzeniu uroku i prośba o pilną, dyskretną konsultację. Uzdrowiciel znał ją wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że nie prosiłaby go pomoc z błahego powodu.
- Muszę cię poprosić… czy możesz ten list dostarczyć osobiście? Muszę mieć pewność, że trafi do rąk własnych, nie chciałabym, żeby ktokolwiek przejął list i zrobił z tego sensację - dodatkowo zależało jej na czasie, a kruk mógł mieć problem z odnalezieniem Basiliusa, jeśli ten akurat znajdowałby się gdzieś w terenie. Ufała, że Hannibal załatwi to znacznie sprawniej.
- Doprawdy, nie pojmuję, dlaczego wszystkie te osobliwości muszą przytrafiać mi się akurat wtedy, kiedy mam najwięcej pracy - westchnęła, odkładając kopertę. - Gdybym przynajmniej mogła zaplanować własne nieszczęścia z kilkudniowym wyprzedzeniem, byłoby mi znacznie łatwiej.
Uśmiechnęła się blado, lecz zaraz spoważniała.
- Nie sądzisz chyba, że to może być coś poważniejszego, niż zwykły, złośliwy urok? - nie chciała, by pytanie zabrzmiało jak prośba o pocieszenie. Zależało jej na szczerej opinii, nawet jeśli odpowiedź miałaby okazać się nieprzyjemna. W głębi duszy bowiem, pomimo wszystkich racjonalnych argumentów, wciąż odczuwała niepokój, którego nie potrafiła całkowicie uciszyć.
- W drodze wyjściowej, przekaż personelowi, że wyszłam na spotkanie, a mój gabinet pozostanie zamknięty - poprosiła jeszcze, by mieć pewność, że żadna nadgorliwa stażystka nie będzie się dobijać do drzwi. - Hannibal? Dziękuję - uśmiechnęła się do kuzyna, odczuwając prawdziwą ulgę, że to właśnie on nakrył ją z tym wstydliwym problemem.
learn the rules
then break some
then break some