25.10.2022, 20:54 ✶
Może w innych okolicznościach by się z tym kłóciła. Teraz jednak skinęła głową, powoli.
- Tak. Ty, ja, oni, Nobby Leach - potwierdziła.
Też obdarzyła go uśmiechem, będącym jakby odbiciem jego własnego uśmiechu: trochę bladym. Jak blade były wspomnienia dawnej przyjaźni, wciąż jednak obecne. Chyba była smutna. Może też rozczarowana. Nawet nie nim, bo żeby być rozczarowaną, musiałaby spodziewać się czego innego, a chyba nie liczyła, że ktoś z Yaxleyów nagle zostanie obrońcą mugoli. Raczej tym, w jaki sposób wszystko się toczyło.
Nie mogła posłuchać jego ostrzeżenia. Wtedy faktycznie nie byłaby już sobą. Stałaby się kimś zupełnie innym.
- Uważaj na siebie, Theon - powiedziała jeszcze. Nie dopytywała, co chciał powiedzieć. Nie chciała się nawet zastanawiać. Odprowadziła go tylko spojrzeniem, aż znikł pomiędzy drzewami i pewnie aportował się do Londynu.
Jeszcze przez moment siedziała na huśtawce, kołysząc się na niej w przód i w tył. Myślała o przeszłości i przyszłości, z paskudnym uczuciem, że ten dzień, ta rozmowa, w pewnym momencie rozgraniczało je na dobre.
Choć pewnie nie miała racji, bo podobna myśl przyszła jej do głowy w listopadzie dwa lata później.
A potem podniosła się wreszcie i ruszyła w stronę domu. Może i miała „krótki urlop”, ale wcześniej zabrała ze swojego biurka w biurze teczkę z dokumentami. I planowała je przejrzeć, a potem, oczywiście, dalej węszyć. Zdawała sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie niewiele to zmieni, ale musiała próbować.
Bo gdyby nie próbowała, nie byłaby już Brenną.
- Tak. Ty, ja, oni, Nobby Leach - potwierdziła.
Też obdarzyła go uśmiechem, będącym jakby odbiciem jego własnego uśmiechu: trochę bladym. Jak blade były wspomnienia dawnej przyjaźni, wciąż jednak obecne. Chyba była smutna. Może też rozczarowana. Nawet nie nim, bo żeby być rozczarowaną, musiałaby spodziewać się czego innego, a chyba nie liczyła, że ktoś z Yaxleyów nagle zostanie obrońcą mugoli. Raczej tym, w jaki sposób wszystko się toczyło.
Nie mogła posłuchać jego ostrzeżenia. Wtedy faktycznie nie byłaby już sobą. Stałaby się kimś zupełnie innym.
- Uważaj na siebie, Theon - powiedziała jeszcze. Nie dopytywała, co chciał powiedzieć. Nie chciała się nawet zastanawiać. Odprowadziła go tylko spojrzeniem, aż znikł pomiędzy drzewami i pewnie aportował się do Londynu.
Jeszcze przez moment siedziała na huśtawce, kołysząc się na niej w przód i w tył. Myślała o przeszłości i przyszłości, z paskudnym uczuciem, że ten dzień, ta rozmowa, w pewnym momencie rozgraniczało je na dobre.
Choć pewnie nie miała racji, bo podobna myśl przyszła jej do głowy w listopadzie dwa lata później.
A potem podniosła się wreszcie i ruszyła w stronę domu. Może i miała „krótki urlop”, ale wcześniej zabrała ze swojego biurka w biurze teczkę z dokumentami. I planowała je przejrzeć, a potem, oczywiście, dalej węszyć. Zdawała sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie niewiele to zmieni, ale musiała próbować.
Bo gdyby nie próbowała, nie byłaby już Brenną.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.