Prudence wydawało się, że całkiem rozsądne było zostawianie pewnej części swojej osobowości dla siebie i dla najbliższych. Obcy ludzie niekoniecznie musieli wiedzieć, jakim dokładnie było się człowiekiem. Mogliby wykorzystać pewne cechy, uznać je za słabość, czasy nie były szczególnie bezpieczne, więc wydawało jej się to naprawdę słuszne. W przypadku Benjy'ego, cóż - znała go od podszewki, tak samo jak i on znał ją. Mimo tego, że ich drogi rozeszły się na dosyć długo, to praktycznie zupełnie się nie zmieniło. Byli bardziej doświadczeni, dojrzalsi, i co najważniejsze w końcu potrafili się określić i sięgnąć po to, na czym im naprawdę zależało. Nie wybierali półśrodków, o czym świadczyło ich małżeństwo, wszystko albo nic.
Doceniała te chwile, które mogli spędzać tylko w swoim towarzystwie, nikt ich nie obserwował, nikt nie analizował ich zachowania, mogli wtedy być sobą, a nie miała pojęcia, że, aż tak jej tego brakowało. Dawno nie zdarzało jej się przed nikim otwierać. Byli duetem doskonałym, o czym świadczyły ich wszystkie przygody w początkowych latach nauki w Hogwarcie. Razem mogli wszystko, nie było dla nich rzeczy, których nie dało się zrobić, mimo tego, że ona już wtedy mogła wydawać się sztywna, jednak przy nim jakoś zawsze przesuwała swoje granice.
- W mojej opinii, Twoje ego jest wprost proporcjonalne do Twoich wielkich gabarytów. - Mieli nieco odmienne zdanie na ten temat, chociaż w sumie, w sumie to się z nim tylko droczyła, bo naprawdę nie wątpiła w jego wybitne umiejętności. Pokazał jej już co nieco, może nie wszystko, ale nawet to wystarczyło do tego, aby mogła go podziwiać. Zresztą nigdy nie wątpiła w to, że był wyjątkowo zdolny, uczył się cholernie szybko, a do tego miał bystry umysł - był jedną z nielicznych osób, która potrafiła zachwiać jej pewność siebie.
- Wiedziałam, że tak się to skończy. - Pokręciła jeszcze głową z udawanym rozczarowaniem. Była naprawdę szczęśliwa, a uśmiech nie schodził jej z twarzy. - Wypraszam sobie, to nie jest niechęć, po prostu zawsze mam swoją rację, tak to już jest, każdy raczej ma swoją i to ona jest dla niego ważniejsza. - W ich przypadku wyglądało to zawsze tak samo, każde lubiło mieć ostatnie zdanie, przez co ich rozmowy czasem ciągnęły się godzinami, bo próbowali przepychać swoje opinie, nie pozostawało im nic innego, jak do tego przywyknąć, w sumie może dzięki temu też nigdy się ze sobą nie nudzili.
- To akurat żaden argument, Ciebie już dawno potrafiłam przekonywać. - Do różnych rzeczy, w sumie za swoje największe osiągnięcie jak do tej pory uważała to, że jakimś cudem udało jej się przekonać go do tego, aby poprosił ja o rękę, w sumie nie musiała nawet nic zrobić, sam stwierdził, że to jedyna droga z możliwych.
- Zobaczymy, czy będziesz tego taki pewien za jakiś czas, minęło niewiele czasu, kto wie, jak będzie później. - Trochę go podpuszczała, bo nie umiała rozmawiać z nim inaczej, od zawsze w ten sposób wyglądała dynamika między nimi.
- Czy powinnam wiedzieć ile to jest sporo, czy jednak będę spać spokojniej, jeśli mi tego nie powiesz? - Przyglądał mu się bardzo uważnie, starając się odczytać z wyrazu jego twarzy jakieś myśli. Tak naprawdę nie wydawało jej się, aby cokolwiek, co mógł jej powiedzieć miałoby ją przerazić. Wiedziała przecież kim był, czym się zajmował i niekoniecznie jej to przeszkadzało.
Nachylił się ku niej i zaczął szeptać. Znała doskonale ten ton głosu. Nie brała na poważnie tego, co do niej mówił. - Skarbie, tak się składa, że doskonale pamiętam pewną opowieść o grabarzu, któremu przytrafiło się dokładnie to samo, tylko podczas obchodu wokół cmentarza w Little Hangleton. Nie uważasz, że to duży zbieg okoliczności? - Naprawdę po raz kolejny próbował ją straszyć w podobny sposób, przecież wiedział z kim rozmawiał. Prudence potrafiła bardzo szybko łączyć fakty, ba nawet na chwilę się teraz zawiesiła, żeby ułożyć to sobie w głowie i te historie naprawdę wydawały jej się być bardzo do siebie podobne. - Niech zgadnę, na pewno znasz też jakąś przeklętą karczmę, w której wieczorem zaginął kucharz, może tym razem w Londynie? - Spoglądała na niego bardzo uważnie. Naprawdę sądził, że to łyknie?
- Oczywiście nikt nie przeprowadził odpowiedniej analizy, wszystko jest jasne, jak słońce, jak zawsze, wiesz co myślę o plotkach? Szczególnie takich? Rozsiewają je ludzie, którym się nudzi. - Na pewno zdawał sobie sprawę z jej podejścia. Prudence była naukowczynią - wierzyła w fakty, a nie w plotki.
Później przeszli przez płot no i przeszli też do rzeczy. Mieli sobie urwać po jednym jabłku, sprawdzić, czy faktycznie smakowały tak dobrze, jak wyglądały, jednak nie byliby w pełni sobą, gdyby nie pojawiły się pewne komplikacje. Pierwsze jabłko jej męża zamieniło się w kamień, ona sięgnęła po swoje, które zaczęło krzyczeć. Prudence na sekundę zamarła w miejscu, później mrugnęła, wypuściła owoc z rąk. Nie była gotowa na to, że jabłko zachowa się w taki sposób.
[a] - Musimy spierdalać, bo zdecydowanie nie zamierzam pojawić się w kronice kryminalnej. - Stała po dobrej stronie prawa, chciała się tylko zabawić, raz coś ukraść… na co jej to było?
Benjy nie byłby sobą, gdyby nie postanowił zerwać drugiego owocu, skoro pierwszy okazał się być trefny, i to chyba był bardzo głupi pomysł, bo jego jabłko również się odezwało - krzyczało te same słowa co jej. Zaraz będą tutaj mieli chór owoców nawołujący o tym, że w sadzie znajdują się złodzieje. Naprawdę fantastycznie się to wszystko zapowiadało.
- Chodź już, ani mi się waż sięgać po następne. - Wyciągnęła jeszcze rękę w jego kierunku, żeby mieć pewność, że ciągle będzie obok i nie wpadnie na to, aby zrywać jeszcze jeden owoc. Musieli się stąd zmywać, jak najszybciej, a gdy przeskoczą płot oddalić się w podskokach.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control