Pączuś był cudowny. Eklerka też. Zdecydowanie warto było poświęcić na to kilka zarobionych monet. Szczególnie, że trochę mi się udało ich zgarnąć.
Zerknęłam na stoisko. Nic się przy nim nie działo, zainteresowanie przeniosło się na pal i wianki. Bardzo dobrze, mogłam teraz się zrelaksować i przejść obok innych stoisk. W końcu znalazłam też źródło tych niesamowitych efektów, jakimi otaczali się niektórzy czarodzieje. Magiczne pierścienie! Oczywiście, że wylosowałam jeden dla siebie.
Podeszłam też do ostatniego stoiska. Duchy. To nie tak, że pierwszy raz je widzę, ale zawsze to takie dziwne... W gargulki nigdy nie grałam... I chyba dzisiaj nie zacznę. Kapłanki spytały się, którą herbatkę bym chciała i wybrałam tą z prądem. Brzmi podejrzanie alkoholowo, ale na korzenne smaki tym bardziej nie miałam ochoty. Nie po tych pączusiach i eklerkach.
Napiłam się troszkę i ruszyłam w stronę nowych aktywności, zobaczyć, jak to w ogóle wygląda.
!losowanie pierścionka
!herbata z prądem