29.10.2026, 14:29 ✶
Przyjęła komplement z powściągliwością, choć w jej spojrzeniu zamigotało coś na kształt rozbawienia. Gdyby nie była tak zmęczona, prawdopodobnie zatrzepotałaby zalotnie rzęsami i wymruczała podziękowanie. Doskonale znała zalety swojej powierzchowności i nie widziała szczególnego powodu, by udawać nieświadomość w tej materii. A jego słowa o dziwo nie brzmiało, jak jeden z wświechtanych frazesów, którymi mężczyźni zwykli obdarzać damy, kiedy brakowało im ciekawszego tematu do rozmowy.
- Jakże pocieszające, że przynajmniej moje starania nie uchodzą twojej uwagi - odparła z subtelną przekorą. - Niestety wciąż posiadasz tę irytującą zdolność dostrzegania wszystkiego, co usiłuję ukryć.
Ich relacja w ostatnim czasie zyskała na intensywności. Widział jej strach, bezradność i łzy, a ostatnio był świadkiem tego rodzaju wyczerpania, które pozbawiło ją nawet przytomności potrzebnej do zachowania pozorów. Nie potrafiła jeszcze zdecydować, czy to dobry kierunek. Zdecydowanie za dużo się ostatnio działo w jej życiu.
Kiedy wspomniał o prywatnych sprawach, jej twarz przybrała wyraz uważniejszy, niemal badawczy. Nie uszła jej uwagi ta osobliwa zmiana w jego spojrzeniu, ledwie dostrzegalne zachmurzenie oblicza, które pojawiło się i zniknęło, nim zdążyła należycie je rozpoznać. Rodolphus nie należał do ludzi łatwo zdradzających własne troski, a już samo przyznanie, iż coś pochłania jego uwagę w stopniu większym niż służbowe obowiązki, wydawało się znamienne. Nie odezwała się. Nie chciała domagać się zwierzeń, chciała, żeby sam jej opowiedział, jeśli w ogóle poczuje taką potrzebę.
- Gdybym za każdym razem otrzymywała galeona, ilekroć ktoś radzi mi odpocząć, musielibyśmy dwukrotnie powiększyć rodowy skarbiec - z jednej strony ciągle słyszała, że się przepracowuje, głównie z ust najbliższych, z drugiej nieustannie czuła na sobie badawczy wzrok ojca, który wymagał od niej więcej. Była kobietą, musiała udowodnić swoją wartość. Ambicja nie pozwalała jej się zatrzymać. Owszem, część obowiązków mogłaby przekazać innym, zrezygnować z osobistego doglądania najdrobniejszych szczegółów lub odłożyć mniej pilne przedsięwzięcia. Istniały jednak sprawy, których powodzenie zależało wyłącznie od niej, i zobowiązania, od których nie sposób było się uchylić bez narażenia własnego nazwiska, pozycji, a niekiedy znacznie więcej.
Przez chwilę przyglądała mu się w milczeniu, a kiedy zaproponował przygotowanie herbaty, na jej twarzy odmalowało się szczere zdziwienie. Sama myśl, że mógłby stanąć przy kuchennym blacie i z całą powagą oddać się sztuce parzenia herbaty, wydała jej się na tyle osobliwa, iż nie zdołała ukryć rozbawienia.
- Przyznaję, że nie podejrzewałam cię o podobne talenty - oznajmiła, spoglądając na niego z ukosa. - A skoro utrzymujesz, że osiągnąłeś w tej dziedzinie perfekcję, byłoby z mojej strony wręcz niegrzecznością odmówić sobie sposobności do jej zweryfikowania.
Uśmiechnęła się zadziornie, a w jej oczach błysnęło żywsze zainteresowanie.
- Ale uprzedzam, że skoro tak śmiało zachwalasz własne umiejętności, będę wyjątkowo wymagającą sędzią.
Podążyła za nim, obserwując każdy ruch - częściowo z ciekawości, ale może kryła się w tym jakaś wrodzona ostrożność, by nic jej przypadkiem nie dosypał. Nie podejrzewała go o truciznę, na tym etapie już nie, ale jakiś środek nasenny byłby prawdopodobny.
- Jakże pocieszające, że przynajmniej moje starania nie uchodzą twojej uwagi - odparła z subtelną przekorą. - Niestety wciąż posiadasz tę irytującą zdolność dostrzegania wszystkiego, co usiłuję ukryć.
Ich relacja w ostatnim czasie zyskała na intensywności. Widział jej strach, bezradność i łzy, a ostatnio był świadkiem tego rodzaju wyczerpania, które pozbawiło ją nawet przytomności potrzebnej do zachowania pozorów. Nie potrafiła jeszcze zdecydować, czy to dobry kierunek. Zdecydowanie za dużo się ostatnio działo w jej życiu.
Kiedy wspomniał o prywatnych sprawach, jej twarz przybrała wyraz uważniejszy, niemal badawczy. Nie uszła jej uwagi ta osobliwa zmiana w jego spojrzeniu, ledwie dostrzegalne zachmurzenie oblicza, które pojawiło się i zniknęło, nim zdążyła należycie je rozpoznać. Rodolphus nie należał do ludzi łatwo zdradzających własne troski, a już samo przyznanie, iż coś pochłania jego uwagę w stopniu większym niż służbowe obowiązki, wydawało się znamienne. Nie odezwała się. Nie chciała domagać się zwierzeń, chciała, żeby sam jej opowiedział, jeśli w ogóle poczuje taką potrzebę.
- Gdybym za każdym razem otrzymywała galeona, ilekroć ktoś radzi mi odpocząć, musielibyśmy dwukrotnie powiększyć rodowy skarbiec - z jednej strony ciągle słyszała, że się przepracowuje, głównie z ust najbliższych, z drugiej nieustannie czuła na sobie badawczy wzrok ojca, który wymagał od niej więcej. Była kobietą, musiała udowodnić swoją wartość. Ambicja nie pozwalała jej się zatrzymać. Owszem, część obowiązków mogłaby przekazać innym, zrezygnować z osobistego doglądania najdrobniejszych szczegółów lub odłożyć mniej pilne przedsięwzięcia. Istniały jednak sprawy, których powodzenie zależało wyłącznie od niej, i zobowiązania, od których nie sposób było się uchylić bez narażenia własnego nazwiska, pozycji, a niekiedy znacznie więcej.
Przez chwilę przyglądała mu się w milczeniu, a kiedy zaproponował przygotowanie herbaty, na jej twarzy odmalowało się szczere zdziwienie. Sama myśl, że mógłby stanąć przy kuchennym blacie i z całą powagą oddać się sztuce parzenia herbaty, wydała jej się na tyle osobliwa, iż nie zdołała ukryć rozbawienia.
- Przyznaję, że nie podejrzewałam cię o podobne talenty - oznajmiła, spoglądając na niego z ukosa. - A skoro utrzymujesz, że osiągnąłeś w tej dziedzinie perfekcję, byłoby z mojej strony wręcz niegrzecznością odmówić sobie sposobności do jej zweryfikowania.
Uśmiechnęła się zadziornie, a w jej oczach błysnęło żywsze zainteresowanie.
- Ale uprzedzam, że skoro tak śmiało zachwalasz własne umiejętności, będę wyjątkowo wymagającą sędzią.
Podążyła za nim, obserwując każdy ruch - częściowo z ciekawości, ale może kryła się w tym jakaś wrodzona ostrożność, by nic jej przypadkiem nie dosypał. Nie podejrzewała go o truciznę, na tym etapie już nie, ale jakiś środek nasenny byłby prawdopodobny.
learn the rules
then break some
then break some