30.10.2026, 01:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.10.2026, 11:28 przez Jonathan Selwyn.)
Jonathan wyszczerzył się dumnie i wyciągnął palce przed siebie, zginając je tuż przed twarzą Anthony'ego, jakby dokonywał dokładnej inspekcji.
– Skłamałbym gdybym powiedział, że mi nie schlebiasz swoimi słowami… I skłamałbym również gdybym powiedział, że nie jestem zainteresowany twoim rankingiem moich najlepszych zalet cielesnych. Na przykład zżera mnie ciekawość w czym lubujesz się bardziej. Czy w moim… – Zamilkł, gdy tylko dostrzegł okazywany przez partnera dyskomfort. Jego spojrzenie podążyło za spojrzeniem Anthony'ego ku koronom drzew, ale niczego takiego nie zauważył.
No tak.
Ale przecież nie byli sam na sam w prywatnym miejscu.
– To pytanie może jeszcze chwilę poczekać – dodał w końcu.
Chciał go w tym momencie objąć, pocałować i zapewnić, że jeśli tego potrzebował to dla jego własnego komfortu nie musieli ani rozmawiać o ich związku, ani okazywać sobie bliskości fizycznej poza bezpiecznymi murami. Tylko że wykluczałoby się to trochę z tego rodzaju deklaracją.
A jednak dalsze słowa Anthony'ego pokazały mu, że chyba jednak jego partner chwilowo poradził sobie z tą sytuacją. I to na tyle dobrze, że Jonathan sam się zaskoczył.
Bo po pierwsze w wyniku jakiejś pomroczności umysłu i otaczającej go zieleni, rzeczywiście zaczął mówić o szmaragdach, gdy miał na myśli szafiry.
A po drugie… Oh tego rodzaju droczenie się z Anthonym było milsze dla jego serca, niż wszystkie szmaragdy i szafiry tego świata.
– A może prostu jako grzeczny kawaler, którym jestem wysyłam ci nieśmiałe sygnały? – rzucił zaczepnie. – Jesteś w końcu starszy, zajmujesz wyższe stanowisko, a ostatnio zabrałeś mnie do odseparowanego od świata schroniska by nakazywać mi mówić sobie, że jsstem twój. Chyba wypadałoby, abyś to ty poczynił stosowne kroki, tak aby nie narażać mojej cnoty?
Gdyby świat był odrobinę sprawiedliwszy Jonathan już planowałby ich wesele. Już wybierałby odpowiednią kolorystykę, motyw przewodni zabawy i gdzie spędziliby miesiąc miodowy. Świat czarodziejów z jakiegoś powodu akceptował małżeństwa z przymusu. Pozwalał też na to, aby śmierciożerca mógł najpierw zabijać niewinnych, a potem wrócić do objęć osoby z obrączką na palcu. A oni? Dwóch mężczyzn, którzy znali się od lat, szczerze kochali i należeli do Zakonu Feniksa? Oni nie mieli tak łatwo.
– Skłamałbym gdybym powiedział, że mi nie schlebiasz swoimi słowami… I skłamałbym również gdybym powiedział, że nie jestem zainteresowany twoim rankingiem moich najlepszych zalet cielesnych. Na przykład zżera mnie ciekawość w czym lubujesz się bardziej. Czy w moim… – Zamilkł, gdy tylko dostrzegł okazywany przez partnera dyskomfort. Jego spojrzenie podążyło za spojrzeniem Anthony'ego ku koronom drzew, ale niczego takiego nie zauważył.
No tak.
Ale przecież nie byli sam na sam w prywatnym miejscu.
– To pytanie może jeszcze chwilę poczekać – dodał w końcu.
Chciał go w tym momencie objąć, pocałować i zapewnić, że jeśli tego potrzebował to dla jego własnego komfortu nie musieli ani rozmawiać o ich związku, ani okazywać sobie bliskości fizycznej poza bezpiecznymi murami. Tylko że wykluczałoby się to trochę z tego rodzaju deklaracją.
A jednak dalsze słowa Anthony'ego pokazały mu, że chyba jednak jego partner chwilowo poradził sobie z tą sytuacją. I to na tyle dobrze, że Jonathan sam się zaskoczył.
Bo po pierwsze w wyniku jakiejś pomroczności umysłu i otaczającej go zieleni, rzeczywiście zaczął mówić o szmaragdach, gdy miał na myśli szafiry.
A po drugie… Oh tego rodzaju droczenie się z Anthonym było milsze dla jego serca, niż wszystkie szmaragdy i szafiry tego świata.
– A może prostu jako grzeczny kawaler, którym jestem wysyłam ci nieśmiałe sygnały? – rzucił zaczepnie. – Jesteś w końcu starszy, zajmujesz wyższe stanowisko, a ostatnio zabrałeś mnie do odseparowanego od świata schroniska by nakazywać mi mówić sobie, że jsstem twój. Chyba wypadałoby, abyś to ty poczynił stosowne kroki, tak aby nie narażać mojej cnoty?
Gdyby świat był odrobinę sprawiedliwszy Jonathan już planowałby ich wesele. Już wybierałby odpowiednią kolorystykę, motyw przewodni zabawy i gdzie spędziliby miesiąc miodowy. Świat czarodziejów z jakiegoś powodu akceptował małżeństwa z przymusu. Pozwalał też na to, aby śmierciożerca mógł najpierw zabijać niewinnych, a potem wrócić do objęć osoby z obrączką na palcu. A oni? Dwóch mężczyzn, którzy znali się od lat, szczerze kochali i należeli do Zakonu Feniksa? Oni nie mieli tak łatwo.