Powinna była wziąć te cholerne nauszniki.
Nie pomyślała o tym z prostego powodu: nie była zielarką, a no i zakładała, że dopadną tu pana zastępcę, nie będą walczyć z madragorami…
– Skoro w szklarni jest tak dużo madragor, nie ma tam nauszników? Przy tylu pewnie powinni mieć je w zapasie, jeśli dobrze pamiętam zajęcia z zielarstwa – powiedziała Brenna, gdy wróciła do Victorii i Atreusa, już we własnej postaci. Wyczarować im nauszniki jak najbardziej mogła, problem polegał na tym, że chociaż w kształtowaniu była naprawdę dobra, nie mogli przewidzieć, ile im to wszystko zajmie. Zwłaszcza że miała wrażenie, że wciąż czuje tę paskudną woń, a informacje o powozie tylko utwierdzały w przekonaniu, że te paskudne, drące się istoty siedziały gdzieś w podziemiach dworku. Jeżeli jednak ten gość miał taką obsesję, na pewno musiał zadbać o odpowiednie zaopatrzenie, zwłaszcza że tak wielką szklarnią pewnie nie zajmował się sam… – Tu nie ma świeżych tropów. Nie poza nami. Ktokolwiek tu mieszkał, nie krążył po domu w ciągu ostatnich kilku dni, a chyba nie mieliśmy informacji o zwolnieniu służby. Albo mieszkańcy odeszli, albo… albo coś się im stało – stwierdziła cicho, i nie mogła powstrzymać wciskających się do głowy wizji o dokarmianiu albo nawożeniu madragory ciałami służących. – W spiżarni jest klapa. Kadzidło, spalenizna. Cuchnie, jakby trzymał tam stado czarnoksiężników. Albo nekromantycznych madragor – westchnęła Brenna. Schodzenie tam było głupie i niebezpieczne, obawiała się, że dźwięki będą mniejszym problemem niż próba uduszenia ich czy może ubicia przez pana domu, zapewne czarnoksiężnika, ale mieli tutaj zaginionych ludzi i podejrzenie czarnej magii.
A potem zajrzała do szklarni, sprawdzić, czy znajdą potrzebne rzeczy. Jeśli nie… to pozostawało spróbować wyczarować te naszuniki i zastanowić się nad postawieniem tarcz.
zerkam do szklarni i w okolicach, czy znajdziemy jakieś nauszniki. Jeżeli nie, to próbuję wyczarować dla nas nauszniki z kształtowania
Nie pomyślała o tym z prostego powodu: nie była zielarką, a no i zakładała, że dopadną tu pana zastępcę, nie będą walczyć z madragorami…
– Skoro w szklarni jest tak dużo madragor, nie ma tam nauszników? Przy tylu pewnie powinni mieć je w zapasie, jeśli dobrze pamiętam zajęcia z zielarstwa – powiedziała Brenna, gdy wróciła do Victorii i Atreusa, już we własnej postaci. Wyczarować im nauszniki jak najbardziej mogła, problem polegał na tym, że chociaż w kształtowaniu była naprawdę dobra, nie mogli przewidzieć, ile im to wszystko zajmie. Zwłaszcza że miała wrażenie, że wciąż czuje tę paskudną woń, a informacje o powozie tylko utwierdzały w przekonaniu, że te paskudne, drące się istoty siedziały gdzieś w podziemiach dworku. Jeżeli jednak ten gość miał taką obsesję, na pewno musiał zadbać o odpowiednie zaopatrzenie, zwłaszcza że tak wielką szklarnią pewnie nie zajmował się sam… – Tu nie ma świeżych tropów. Nie poza nami. Ktokolwiek tu mieszkał, nie krążył po domu w ciągu ostatnich kilku dni, a chyba nie mieliśmy informacji o zwolnieniu służby. Albo mieszkańcy odeszli, albo… albo coś się im stało – stwierdziła cicho, i nie mogła powstrzymać wciskających się do głowy wizji o dokarmianiu albo nawożeniu madragory ciałami służących. – W spiżarni jest klapa. Kadzidło, spalenizna. Cuchnie, jakby trzymał tam stado czarnoksiężników. Albo nekromantycznych madragor – westchnęła Brenna. Schodzenie tam było głupie i niebezpieczne, obawiała się, że dźwięki będą mniejszym problemem niż próba uduszenia ich czy może ubicia przez pana domu, zapewne czarnoksiężnika, ale mieli tutaj zaginionych ludzi i podejrzenie czarnej magii.
A potem zajrzała do szklarni, sprawdzić, czy znajdą potrzebne rzeczy. Jeśli nie… to pozostawało spróbować wyczarować te naszuniki i zastanowić się nad postawieniem tarcz.
zerkam do szklarni i w okolicach, czy znajdziemy jakieś nauszniki. Jeżeli nie, to próbuję wyczarować dla nas nauszniki z kształtowania
Rzut W 1d100 - 14
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Nauszniki ważna sprawa, nigdzie jednak ich nie można było znaleźć - nawet w szklarni wypełnionej mandragorami. Brenna spróbowała wyczarować nauszniki dla całej ekipy i wyszło jej to bez trudu. Bardzo ładne. Bardzo ciepłe. Niestety, przy pierwszej próbie wychodziło na to, że całkiem nieźle ekipa słyszała co do siebie mówiła, co oznaczało, że tłumiły stanowczo za mało.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.