Wczoraj, 09:40 ✶
– Na pewno się zmieniały, na pewno nawpierdalały się energii i na pewno nie musiała pochodzić z samych żywych ludzi. Pamiętasz dom Mildred? – rzuciła do Victorii. Jeśli dobrze pamiętała, wspominała o tym i Geraldine, a i Atreus powinien powiedzieć, ale na wszelki wypadek… – Widma siedziały w opuszczonej chacie, trzymały jej rzeczy i tak dalej. I wyglądały zupełnie inaczej niż na tym zdjęciu. Albo to różne rodzaje, albo ewoluują… zaczyna mnie od tego wszystkiego boleć głowa, zupełnie nie nadaję się na… nawet nie przyrodnika. Badacza potworów? Ger, czy ty jesteś w stanie je wyczuwać? Zastanawiam się też, czy polują na zwierzęta…
Choćby pod kątem tego, czy jako wilk byłaby w stanie umknąć.
– Przepraszam, ale niewiele mogę tu powiedzieć, bo i nie udało mi się zdobyć informacji – westchnęła po prostu do Benjego. – Nawet nie jestem pewna, czy to jest to samo, bo jeśli dobrze rozumiem, mnie przekazano znak, ale tutaj był częścią kręgów ochronnych… swoją drogą… skoro one były tu od dawna, to może te kręgi powstały po to, by się przed nimi chronić? A to oznaczałoby, że ktoś, kiedyś, dawno temu… jakoś się ich pozbył. Musi istnieć sposób.
Bo Victoria miała rację. Nie natknęły się na widma. Matki nie wypuściłby żadnej z nich za próg, gdyby chociaż podejrzewały, że coś takiego siedzi w lesie. To musiałoby więc dziać się bardzo, bardzo dawno temu: tak dawno, że nikt tego już nie pamiętał.
Skinęła głową, gdy wspomnieli o lusterkach. Odebrała je od Victorii, choć minęła miało ponurą. Wyłapała sugestię Atreusa i w ogóle nie podobało się jej, co oznaczała.
– Ten dąb? Widziałam go w Beltane, nie wpadłam, że ktoś może kombinować coś tak durnego. Ja nie zdziwiłabym się, gdyby do tych widm, coś kombinował i Voldemort na tej Polanie. No bo taka impreza bez jego udziału? Jeśli to drzewo miałoby mieć jakieś właściwości i byłoby warto, powinien próbować je zajebać – prychnęła, krzywiąc się, gdy Geraldine wyjaśniła, że ministerstwo planuje je podzielić. – Świetny plan, naprawdę, zabierzmy to mroczne coś, co wyrosło z limbo, jak dokonano rozdarcia między światami, do domu, bo czemu kurwa nie…
Choćby pod kątem tego, czy jako wilk byłaby w stanie umknąć.
– Przepraszam, ale niewiele mogę tu powiedzieć, bo i nie udało mi się zdobyć informacji – westchnęła po prostu do Benjego. – Nawet nie jestem pewna, czy to jest to samo, bo jeśli dobrze rozumiem, mnie przekazano znak, ale tutaj był częścią kręgów ochronnych… swoją drogą… skoro one były tu od dawna, to może te kręgi powstały po to, by się przed nimi chronić? A to oznaczałoby, że ktoś, kiedyś, dawno temu… jakoś się ich pozbył. Musi istnieć sposób.
Bo Victoria miała rację. Nie natknęły się na widma. Matki nie wypuściłby żadnej z nich za próg, gdyby chociaż podejrzewały, że coś takiego siedzi w lesie. To musiałoby więc dziać się bardzo, bardzo dawno temu: tak dawno, że nikt tego już nie pamiętał.
Skinęła głową, gdy wspomnieli o lusterkach. Odebrała je od Victorii, choć minęła miało ponurą. Wyłapała sugestię Atreusa i w ogóle nie podobało się jej, co oznaczała.
– Ten dąb? Widziałam go w Beltane, nie wpadłam, że ktoś może kombinować coś tak durnego. Ja nie zdziwiłabym się, gdyby do tych widm, coś kombinował i Voldemort na tej Polanie. No bo taka impreza bez jego udziału? Jeśli to drzewo miałoby mieć jakieś właściwości i byłoby warto, powinien próbować je zajebać – prychnęła, krzywiąc się, gdy Geraldine wyjaśniła, że ministerstwo planuje je podzielić. – Świetny plan, naprawdę, zabierzmy to mroczne coś, co wyrosło z limbo, jak dokonano rozdarcia między światami, do domu, bo czemu kurwa nie…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.