21.03.2023, 14:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.03.2023, 14:46 przez Brenna Longbottom.)
Brenna nie znała się na nekromancji na tyle, aby wiedzieć, czy nagłe odrętwienie to skutek jej fatalnego błędu, czy po prostu odbiło się na niej czarowanie nad jeziorem, które wyraźnie było obiektem eksperymentów jakiegoś czarnoksiężnika. Odrętwienie wywołało w niej drobną iskierkę paniki, ale zaraz z głębi jeziora wydobyła się najpierw czaszka, a potem trupy.
Longbottom zacisnęła powieki. Smród uderzał w nozdrza. Normalnie może spróbowałaby z bąblogłową, ale teraz wolała nie próbować kolejnych czarów. Ostrożnie schowała różdżkę, a potem obciągnęła nieco rękaw bluzy, by zasłonić dłoń. Nie była na tyle nierozważna, aby po prostu to zostawić: zamierzała zaraz po powrocie do domu pokazać rękę kuzynce – uzdrowicielce. Z prośbą o dyskrecję, rzecz jasna. Ale na pewno nie planowała też teraz pokazywał innym, co się stało, i niepotrzebnie ich rozpraszać. Spoglądała na trupy z kamiennym wyrazem twarzy, zastanawiając się, jak długo tu leżały.
Jak zginęły.
To drugie mogła spróbować sprawdzić. Podniosła się, i zaczęła wyjmować z plecaka świece, ale jej wzrok padł na Heather. Przypomniała sobie, że dziewczyna pracowała w Brygadzie od niedawna. I do tej pory nie wysyłano jej raczej na akcje w rodzaju „mąż właśnie zadźgał nożem żonę i dwoje dzieci”. Brenna wahała się, niepewna, czy powinna jakoś zareagować, czy może zasugerowanie, by Heather kawałek stąd odeszła, będzie jeszcze tylko gorszą opcją, bo Wood poczuje się lekceważona.
Poza tym, jeśli naprawdę chciała pracować w Brygadzie, prędzej czy później zobaczy rzeczy niemiłe dla oka.
- Heath? – spytała w końcu. – Jeżeli wolisz, możesz poczekać w lesie. Jeśli zostajesz… bąblogłowa pomaga na zapach.
A potem przykucnęła w błocie. Rozstawiała świece, głównie lewą dłonią. Dotąd Wood nie miała okazji tego oglądać i pewnie nawet niekoniecznie wiedziała, jak to działa, ale ostatecznie w Biurze ten i ów wiedział, jej partnerka i tak się zorientuje prędzej czy później, nie było więc potrzeby się kryć. A Mavelle i Patrick wielokrotnie wiedzieli, jak Brenna próbuje zobaczyć przeszłe wydarzenia.
Dobrze, że do tego nie potrzebowała machać specjalnie ręką.
- Nie mam pojęcia, czy to wyjdzie, i czy nie okaże się, że to wszystko jest za stare… ale spróbuję – mruknęła. Z artefaktem wolała nie próbować, mógł być zbyt niebezpieczny. Ale samo jezioro i sięgnięcie w jego przeszłość to coś innego. Podobnie jak… zwłoki. Nie była skora czekać aż sprawa zostanie przekazana wyżej w Ministerstwie, ściągną tu patologów i tak dalej. Procedury procedurami. Tyle że… to mogło być coś związanego ze śmierciożercami. I Zakon powinien to wiedzieć. – Mav, odpalisz świece? Patrick… wiem, jak to zabrzmi, ale znajdziesz dla mnie… najnowszy kawałek?
A potem… usiadła w kręgu. Było jej niedobrze. Od zapachu. Widoku. Od myśli o tym, co tu się stało i świadomości, że jeśli zobaczy to, co zobaczyć chciała – a chciała wiedzieć, co robił tu ten czarnoksiężnik albo przynajmniej, jak zginęli ci ludzie – to ten widok wcale, ale to wcale się jej nie spodoba.
Percepcja, widmowidzenie
Longbottom zacisnęła powieki. Smród uderzał w nozdrza. Normalnie może spróbowałaby z bąblogłową, ale teraz wolała nie próbować kolejnych czarów. Ostrożnie schowała różdżkę, a potem obciągnęła nieco rękaw bluzy, by zasłonić dłoń. Nie była na tyle nierozważna, aby po prostu to zostawić: zamierzała zaraz po powrocie do domu pokazać rękę kuzynce – uzdrowicielce. Z prośbą o dyskrecję, rzecz jasna. Ale na pewno nie planowała też teraz pokazywał innym, co się stało, i niepotrzebnie ich rozpraszać. Spoglądała na trupy z kamiennym wyrazem twarzy, zastanawiając się, jak długo tu leżały.
Jak zginęły.
To drugie mogła spróbować sprawdzić. Podniosła się, i zaczęła wyjmować z plecaka świece, ale jej wzrok padł na Heather. Przypomniała sobie, że dziewczyna pracowała w Brygadzie od niedawna. I do tej pory nie wysyłano jej raczej na akcje w rodzaju „mąż właśnie zadźgał nożem żonę i dwoje dzieci”. Brenna wahała się, niepewna, czy powinna jakoś zareagować, czy może zasugerowanie, by Heather kawałek stąd odeszła, będzie jeszcze tylko gorszą opcją, bo Wood poczuje się lekceważona.
Poza tym, jeśli naprawdę chciała pracować w Brygadzie, prędzej czy później zobaczy rzeczy niemiłe dla oka.
- Heath? – spytała w końcu. – Jeżeli wolisz, możesz poczekać w lesie. Jeśli zostajesz… bąblogłowa pomaga na zapach.
A potem przykucnęła w błocie. Rozstawiała świece, głównie lewą dłonią. Dotąd Wood nie miała okazji tego oglądać i pewnie nawet niekoniecznie wiedziała, jak to działa, ale ostatecznie w Biurze ten i ów wiedział, jej partnerka i tak się zorientuje prędzej czy później, nie było więc potrzeby się kryć. A Mavelle i Patrick wielokrotnie wiedzieli, jak Brenna próbuje zobaczyć przeszłe wydarzenia.
Dobrze, że do tego nie potrzebowała machać specjalnie ręką.
- Nie mam pojęcia, czy to wyjdzie, i czy nie okaże się, że to wszystko jest za stare… ale spróbuję – mruknęła. Z artefaktem wolała nie próbować, mógł być zbyt niebezpieczny. Ale samo jezioro i sięgnięcie w jego przeszłość to coś innego. Podobnie jak… zwłoki. Nie była skora czekać aż sprawa zostanie przekazana wyżej w Ministerstwie, ściągną tu patologów i tak dalej. Procedury procedurami. Tyle że… to mogło być coś związanego ze śmierciożercami. I Zakon powinien to wiedzieć. – Mav, odpalisz świece? Patrick… wiem, jak to zabrzmi, ale znajdziesz dla mnie… najnowszy kawałek?
A potem… usiadła w kręgu. Było jej niedobrze. Od zapachu. Widoku. Od myśli o tym, co tu się stało i świadomości, że jeśli zobaczy to, co zobaczyć chciała – a chciała wiedzieć, co robił tu ten czarnoksiężnik albo przynajmniej, jak zginęli ci ludzie – to ten widok wcale, ale to wcale się jej nie spodoba.
Percepcja, widmowidzenie
Rzut Z 1d100 - 70
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.