• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [21.09] Salt-N-Pepa

[21.09] Salt-N-Pepa
hannah montana
Ona jest małą ściemniarą,
francą, wróblicą, cwaniarą.
Plącze nam nogi i mówi idź!
wiek
27
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
cyrkowiec, wokalistka, oszustka
Dość wysoka jak na kobietę (172 cm), szczupła i wysportowana. Spędza dużo czasu na słońcu i świeżym powietrzu, więc może się pochwalić ładnie opaloną cerą i zdrowo zarumienioną twarzą. Zielone oczy przetykane piwnymi niteczkami są pełne życia i energii. Ma jasnobrązowe, proste włosy; nosi je zwykle rozpuszczone. Sama podcina sobie grzywkę. Tonya emanuje niewymuszoną charyzmą; już na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie sympatycznej osoby, do której nie strach odezwać się na ulicy. Jest konwencjonalnie atrakcyjną kobietą. Częściej widuje się ją ubraną po mugolsku niż czarodziejsku, mimo że posiada komplet klasycznych szat. Ma dobre wyczucie stylu, nie boi się eksperymentować z ubraniami i dodatkami. Czasem można ją spotkać w makijażu, także tym wyrazistym i kolorowym, oraz z pomalowanymi paznokciami. Wybiera perfumy, w których dominuje wanilia.

Tonya Bell
#2
01.11.2026, 01:02  ✶  
Większość cyrkowców kradła. Tonya dorastała, chichocząc, gdy podpatrywała, jak zręczne paluszki braci i sióstr znikają pod połami i w kieszeniach wierzchnich szat widzów Fantasmagorii. Znikały paluszki, znikały sakiewki. Skradzione dobra stanowiły regularną część ich dochodu. Taki był napiwek za porywające show Bellów. O co wielka afera?
To też nie byłaby wielka afera, gdyby nie splot kilku wyjątkowo niesprzyjających okoliczności. Tonya wiedziała, jak i ile kraść, żeby w razie problemów skończyło się na mandacie. Amatorką nie była, zęby zjadła na wynoszeniu łaszków ze sklepów.

Zwiedzała akurat jeden ze swoich ulubionych butików na Pokątnej, taka średnia półka cenowa, nic szczególnie wyszukanego, bo też paradowanie przez Bellównę w zbyt drogich szatkach szczególnie mądre nie było (choć jakie kuszące). Połasiła się tym razem na jesienny komplecik z pelerynką obszytą przy kołnierzu magicznymi kamieniami. Ekspedientka miała farta; przyłapała złodziejkę w samych drzwiach. Padło nieubłagane, że wzywamy Brygadę, mimo że Tonya przekonywała do samego końca, że to pomyłka.
No trudno, to nie był jeszcze koniec świata. Pogodzona ze swoim losem czarownica nie próbowała ze sklepu uciekać. Obrażona z wielką łaską czekała w towarzystwie obsługi na pachołów z Brygady, żeby jej już przybili ten mandat i dali spokój. O co wielka afera? Czekanie się przedłużało. Wzrok wędrował. Niefortunnie, bo w lokalu po drugiej stronie ulicy ogień trzaskał w kominku, a mimo że Tonya szybko odwróciła od niego oczy, obraz pozostał w głowie, płomienie polizały jej umysł, obudziły gnieżdżącą się w niej traumę.
Gdy patrol przybył do butiku, była już zestresowana i podenerwowana, niebezpiecznie roztargniona, a nie mogła trafić na gorszy duet dzielnicowych. Starczyło, że usłyszeli Bell, a już swoje wiedzieli. Od maglującej Tonyę brygadzistki waliło rasizmem z kilometra, mimo że sama wcale wielką czystokrwistą panią nie była. A pewnie bardzo by chciała, przeszło Tones kąśliwie przez myśl. W każdych innych warunkach pewnie by ją ta sytuacja nawet w jakiś sposób bawiła i to ona by frajerkę zirytowała do żywego. Tamtego dnia jednak każde słowo protekcjonalnej wyższości trafiało w czarownicę, na granicy jej wzroku tlił się żar, dziwnie zapadała się w sobie, świat stawał się odległy, rozumiała coraz mniej z wygłaszanego do niej pouczenia, robiło jej się coraz goręcej, ogień wspinał się po kręgosłupie.
Wdech. Próbowała opanować raczkującą panikę.
Wydech zaszumiał w niej huraganem. W butiku zerwał się wicher. Wraz z wydychanym powietrzem uwolniła się klątwa czarownicy. Fala rwącego, magicznego wiatru zmiotła z nóg ekspedientkę, kilka manekinów i — co przesądziło o losie Tonyi — obu brygadzistów.
To tylko choroba. To atak na funkcjonariuszy w trakcie czynności.
Ich zdanie liczyło się jakoś bardziej niż jej.
Nigdy jeszcze nie trafiła do aresztu. Mandat nie byłby niczym nowym… ale trafić za kraty?

Czas w celi się rozciągał. Była w szoku. Nie wiedziała, co dalej. Całą energię zaangażowała w to, aby utrzymać klątwę w ryzach i nie pozwolić kolejnemu atakowi pogrążyć ją jeszcze bardziej. Ledwo pamiętała słowa siedzącej z nią ghoulej prostytutki. Czasem ghoulka próbowała ją zaczepiać, Tonya tylko kiwała głową. Nie do końca wiedziała, na co kiwa. Pamiętała, że jej towarzyszka śmierdziała rozkładem.
Miała wrażenie, że powinna się czegoś domagać, powoływać na jakieś prawa, lecz sparaliżowała ją klątwa wespół z zupełnym skołowaniem sytuacją.

Gdy do Tonyi dotarła wieść, że wychodzi, była bardziej wykończona, niż by po takim czasie powinna. Nie miała się siły ucieszyć ani odetchnąć z ulgą, lecz to było lepiej, bo i klątwa nie miała siły nią targnąć.
Dopiero gdy po nienaturalnie pustym, kamiennym atrium odbiły się echem kroki jej własne oraz odprowadzającego ją strażnika z ministerialnego Biura Bezpieczeństwa, Tonya zaczęła myśleć o tym, co ją czeka po wyjściu z Ministerstwa. Im bliżej byli windy, tym bardziej otępienie ustępowało, a w jego miejsce coraz wyraźniej rysowało się widmo upokorzenia czekającego na zewnątrz. Wpłacono jakąś kaucję. Niemożliwe, że zapłacili tak szybko cyrkowcy. Tonya znała przecież odpowiedź na pytanie, kto miał luzem tyle pieniędzy, żeby zorganizować to od ręki.
Zatrzymała się. Strażnik obejrzał się na nią pytająco.
— Muszę do kibla.

Wsparta dłońmi o krawędzie umywalki w pustej damskiej łazience Tonya walczyła ze zmęczeniem. Niczego nie chciała już bardziej niż wyjść, ale lustro potwierdziło to, co i tak wiedziała: wyglądała niechlujnie. Jebać ten bullshit, że liczy się tylko wnętrze. Jeśli on ją teraz zobaczy, nie zapomni tej posklejanej grzywki i bluzki jak psu z mordy wyjętej.
Różdżkę czarownica miała odzyskać dopiero po wyjściu z Ministerstwa. Musiała być więc kreatywna.
Przepłukała w ministerialnej umywalce twarz i usta, po czym włożyła całą głowę pod kran. Pod strumieniem bieżącej wody zmoczyła przetłuszczoną grzywkę. Za szampon musiało jej wystarczyć łazienkowe mydło. Poszczęściło jej się o tyle, że było neutralne, bez dziwnych dodatków. Umywszy grzywkę, czarownica pochyliła się nisko nad zlewem i w skupieniu zmrużyła oczy. Powietrze przy jej twarzy zadrżało, skupiło się w krótkich, skoncentrowanych podmuchach — Tonya suszyła włosy. Na koniec poprawiła ułożenie grzywki palcami, przeczesała nimi resztę włosów i spięła je w kitkę, żeby ukryć roztrzepanie. Ściągnęła bluzkę; ramiona dziewczyny zadrżały wystawione na zimne powietrze w łazience. Pod tym samym kranem przeprała ubranie, żeby je odświeżyć, a potem wysuszyć bez zagnieceń. Co ją, do cholery, podkusiło na ten len? Cóż, chodziło o hafty jesiennych liści na rękawach. Żeby być modnym w czarodziejskim świecie, trzeba było zawsze nadążać za kołem roku.
Bez przyborów w publicznym kiblu nie szło zdziałać wizerunkowej magii, lecz gdy po tych improwizowanych zabiegach Tonya przejrzała się w lustrze, nie czuła się już przynajmniej odpychająco.

Wyjechali na powierzchnię i facet z Biura puścił czarownicę w zimną londyńską noc. Jeszcze zanim wyszła z budki telefonicznej, przez brudne szybki zobaczyła Laetiana. Na jego widok jednocześnie serce zabiło jej mocniej z nerwów i zalała ją ulga, że to już koniec. Spróbowała uśmiechnąć się do niego niemrawo, lecz uśmiech nie sięgnął zmęczonych oczu. Zaczęła iść w jego stronę, próbując zachować nonszalancję, lecz złamała się i kilka ostatnich dzielących ich kroków spiesznie podbiegła.
Omal go nie przytuliła. W ostatniej chwili przypomniała sobie, że mogła przejść zapachem ghoulki. Zrezygnowała ze zbytniego zbliżania się, nie dając po sobie poznać, że istniał jakiś zamiar.
— Nie powinieneś — wymruczała, nie kryjąc zmieszania okolicznościami. — Mam na myśli… nie musiałeś. Jest w porządku. — Było to jedno z tych grzecznościowych kłamstw, które nawet nie próbowały uchodzić za autentyczne. Potrzebowała od niego tej pomocy, ale wstyd było to przyznać. — Dzięki.
Gdy okrył ją płaszczem, skwapliwie wsunęła ręce w rękawy. Na moment Zabini miał jej najczystszą wdzięczność za troskę, lecz gdy przywołał między nich niezręczny temat powodów, poczucie bezpieczeństwa prysło. Nie chciała sprawdzać, dokąd zaprowadzi ich konfrontacja; liczyła, że to odwlecze. Wcisnęła dłonie w kieszenie płaszcza, wzruszając ramionami. Wzrokiem omiotła w asfalt.
— Nie mam siły teraz o tym gadać — zdecydowała się wywinąć od odpowiedzi, lecz zaraz, po spóźnionej refleksji, nie chcąc czarodzieja zostawiać wyłącznie z jego własnymi podejrzeniami, podniosła oczy i zaczęła opowieść od środka, jakby to był początek: — Strasznie się do mnie przywaliła jedna brygadzistka. Sadziła jakieś sukowate odzywki. Laetian, ja nawet nie zauważyłam, kiedy… wiesz, jak jest… — westchnęła — klątwa. Powiedzieli, że zaatakowałam, ale to przecież był wypadek. Jaki ja miałam wpływ? Ale to się przecież wyjaśni.
Przewróciła oczami, żeby mu pokazać, że się nie ma czym przejmować, bo to wszystko jakieś głupoty i nieporozumienie. Zamilkła na chwilę, po czym spróbowała zmienić temat:
— Nie odzyskasz zaliczki za tę projektantkę, co? — zapytała ze skruchą, chcąc Laetiana zająć inną swoją przewiną.

!Trauma Ognia


tak było, nie zmyślam
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laetian Zabini (1793), Pan Losu (40), Tonya Bell (2033)




Wiadomości w tym wątku
[21.09] Salt-N-Pepa - przez Laetian Zabini - 28.10.2026, 21:35
RE: [22.09] Salt-N-Pepa - przez Tonya Bell - 01.11.2026, 01:02
RE: [22.09] Salt-N-Pepa - przez Pan Losu - 01.11.2026, 01:02
RE: [22.09] Salt-N-Pepa - przez Laetian Zabini - 01.11.2026, 14:30
RE: [21.09] Salt-N-Pepa - przez Tonya Bell - 04.11.2026, 18:33

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa