01.11.2026, 12:27 ✶
Skandalicznych tendencji.
Othello poczuł, że znowu to dziwne ciepło zaczęło wspinać się po jego karku. To, jak Alcibiades wymawiał te słowa głosem tak zmysłowym, mruczącym niemal. Ten tembr, ta treść, która jakby chciała go sprowokować, skusić. Diabeł był co prawda mugolskim wymysłem, ale może i w poglądzie na jego istnienie tkwiło ziarno prawdy. Bo niewątpliwie Othello czuł się kuszony. Sprowadzany na złą drogę.
Jasnowłosy mężczyzna nie przyszedł jednak do Fawleya tylko, żeby budzić w nim niejednoznaczne przemyślenia. Sprawa była dość konkretna. Ów człowiek z przepiękną twarzą i niesamowitą wprost sylwetką (czemuż każdy kolejny detal tak odbierał dech?) potrzebował widmowidza. Prośba wydawała się dość konkretna, interes odpowiednio szemrany, a na takich często można było dobrze zarobić. A przynajmniej przysporzyć sobie kłopotów. Trzeba było rozważyć wszelkie za i przeciw, rozsądnie to wszystko przemyśleć, szczególnie fakt, że mężczyzna odsłonił kształtne dłonie, które Othello zaczął mimowolnie wyobrażać sobie na własnej szyi, klatce piersiowej i…
Na bogów. Opanuj się. Jesteś dorosły – upomniał się w duchu Fawley. Może coś wisiało w powietrzu? Może to było ciśnienie?
Pierścień znalazł się na stole. Piękny, lśniący sygnet, choć nieco przesadzony. Typowa oznaka czystokrwistej bufonady, urastającej do rangi kulturowego dziedzictwa tego przeklętego przez bogów kraju. Othello nie sięgał na błyskotkę. Spojrzał na Alicbiadesa przenikliwie, powstrzymując przez chwilę podszepty tępego, nieokiełznanego pożądania, które tylko chciało, nie proponując alternatywy.
– Ma pan rację, z takich przedmiotów znacznie łatwiej odczytywać przeszłość. A jednak ta przeszłość może sięgać dość daleko. Trzecie oko zaś nie wybiera, co przykuwa jego uwagę. Mogę równie dobrze zobaczyć coś, czego pan chciałby się dowiedzieć, jak i moment wykuwania pierścienia przez rzemieślnika – uprzedził. Splótł dłonie na stole. – Co pan proponuje? Jaką zapłatę? Liczę sobie dość dużo za usługi, lecz zastanawiam się, co mi będzie w stanie pan zaproponować? Procent od zysku? Rozumiem, że jest pan paserem?
Zapamiętał sobie, by rozpytać o tajemniczego Alcibiadesa na Nokturnie. Ta piękna twarz musiała zostać zapamiętana.
Othello poczuł, że znowu to dziwne ciepło zaczęło wspinać się po jego karku. To, jak Alcibiades wymawiał te słowa głosem tak zmysłowym, mruczącym niemal. Ten tembr, ta treść, która jakby chciała go sprowokować, skusić. Diabeł był co prawda mugolskim wymysłem, ale może i w poglądzie na jego istnienie tkwiło ziarno prawdy. Bo niewątpliwie Othello czuł się kuszony. Sprowadzany na złą drogę.
Jasnowłosy mężczyzna nie przyszedł jednak do Fawleya tylko, żeby budzić w nim niejednoznaczne przemyślenia. Sprawa była dość konkretna. Ów człowiek z przepiękną twarzą i niesamowitą wprost sylwetką (czemuż każdy kolejny detal tak odbierał dech?) potrzebował widmowidza. Prośba wydawała się dość konkretna, interes odpowiednio szemrany, a na takich często można było dobrze zarobić. A przynajmniej przysporzyć sobie kłopotów. Trzeba było rozważyć wszelkie za i przeciw, rozsądnie to wszystko przemyśleć, szczególnie fakt, że mężczyzna odsłonił kształtne dłonie, które Othello zaczął mimowolnie wyobrażać sobie na własnej szyi, klatce piersiowej i…
Na bogów. Opanuj się. Jesteś dorosły – upomniał się w duchu Fawley. Może coś wisiało w powietrzu? Może to było ciśnienie?
Pierścień znalazł się na stole. Piękny, lśniący sygnet, choć nieco przesadzony. Typowa oznaka czystokrwistej bufonady, urastającej do rangi kulturowego dziedzictwa tego przeklętego przez bogów kraju. Othello nie sięgał na błyskotkę. Spojrzał na Alicbiadesa przenikliwie, powstrzymując przez chwilę podszepty tępego, nieokiełznanego pożądania, które tylko chciało, nie proponując alternatywy.
– Ma pan rację, z takich przedmiotów znacznie łatwiej odczytywać przeszłość. A jednak ta przeszłość może sięgać dość daleko. Trzecie oko zaś nie wybiera, co przykuwa jego uwagę. Mogę równie dobrze zobaczyć coś, czego pan chciałby się dowiedzieć, jak i moment wykuwania pierścienia przez rzemieślnika – uprzedził. Splótł dłonie na stole. – Co pan proponuje? Jaką zapłatę? Liczę sobie dość dużo za usługi, lecz zastanawiam się, co mi będzie w stanie pan zaproponować? Procent od zysku? Rozumiem, że jest pan paserem?
Zapamiętał sobie, by rozpytać o tajemniczego Alcibiadesa na Nokturnie. Ta piękna twarz musiała zostać zapamiętana.
Książę ciemności
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.