02.11.2026, 01:36 ✶
- Starałam się - przyznała. Samhain stanowiło przecież doskonałą okazję do sprzedaży przedmiotów o znaczeniu religijnym, szczególnie tych, które mogły później znaleźć miejsce w domowych kapliczkach lub zostać podarowane bliskim. Dlatego Astoria zadbała o odpowiednie zróżnicowanie oferty, zarówno pod względem przedstawionych świętych, jak i rozmiarów oraz cen poszczególnych dzieł. Nie każdy mógł sobie pozwolić na zakup większej, bogato zdobionej ikony, ale przecież nawet skromniejszy wizerunek, wykonany z należytą starannością, mógł mieć dla przyszłego właściciela nieocenioną wartość. Liczyła również na to, że poświęcenie obrazów przez kapłana nada im szczególnego znaczenia w oczach wiernych. Nie zamierzała jednak sprowadzać tego gestu wyłącznie do kwestii handlowych. Byłoby to nie tylko nietaktowne wobec Sebastiana, ale również sprzeczne z powagą samego obrzędu. - Zależy mi, żeby stanowisko prezentowało się godnie, ale jednocześnie, żeby wyróżniało się na tle innych - nie był to łatwy orzech do zgryzienia, biorąc pod uwagę wszystkie zmienne takiego przedsięwzięcia, ale robiła, co mogła.
- Tak, słyszałam… Little Hangleton to dość strategiczny wybór. A ty? Gdzie planujesz się wybrać? - zastanawiała się, czy będzie miał okazję obejrzeć ekspozycję i ocenić wyniki jej pracy.
- I tak doceniam - dodała z delikatnym uśmiechem, po chwili marszcząc czoło w konsternacji. - Święcona woda nie ma chyba daty ważności?
Kiedy wspomniał o tym, że coraz częściej zwracano się do niego jako do egzorcysty, na jej twarzy pojawił się cień zrozumienia. Trudno było się temu dziwić, zważywszy na wydarzenia ostatnich miesięcy. Świat czarodziejów zdawał się coraz bardziej nieprzewidywalny.
- Obawiam się, że w ostatnim czasie ludzie mają aż nazbyt wiele powodów, żeby szukać pomocy egzorcysty - zauważyła łagodnie. - Ale nie sądzę, żeby umniejszało to znaczenie twojej posługi kapłańskiej. Przeciwnie. W takich okolicznościach chyba szczególnie potrzebujemy czegoś, co przypomina nam o tradycji i pozwala zachować odrobinę normalności.
Nie zamierzała udawać osoby szczególnie biegłej w sprawach duchowych. Owszem, wychowano ją w poszanowaniu religii, obrzędów i zwyczajów, które od pokoleń stanowiły istotną część życia czarodziejskiej społeczności, lecz nie należała do tych, którzy każdą wolną chwilę spędzali na religijnych rozważaniach. Potrafiła jednak docenić znaczenie kapłańskiej pracy, zwłaszcza kiedy wykonywał ją ktoś, kto podchodził do swoich obowiązków z tak widocznym zaangażowaniem.
Kiedy rozmowa powróciła do kwestii poświęcenia ikon, Astoria spojrzała na otwartą skrzynię i zamyśliła się na moment. Nie chciała sprawiać wrażenia, jakoby stawiała materialną wartość obrazów ponad znaczeniem błogosławieństwa, ale jako osoba odpowiedzialna za ich przygotowanie i konserwację musiała uwzględnić również kwestie czysto praktyczne.
- Wolałabym, żebyśmy zrezygnowali z bezpośredniego skrapiania powierzchni - odpowiedziała po krótkim namyśle. - Nawet niewielka ilość wody mogłaby pozostawić ślad na warstwie malarskiej, szczególnie tam, gdzie zastosowano delikatniejsze pigmenty. Jeśli symboliczne poświęcenie będzie równie właściwe, z pewnością byłoby bezpieczniejszym rozwiązaniem.
Na pytanie o czas poświęcony przygotowaniom uśmiechnęła się nieco szerzej, choć nie zamierzała ujawniać wszystkich informacji. Sebastian nie musiał wiedzieć, że sama również malowała, w końcu była tylko (albo i aż) kustoszką.
- Jakieś trzy tygodnie. Poprosiłam o pomoc kilku artystów, dzięki temu udało mi się zgromadzić znacznie bardziej różnorodną kolekcję.
Przesunęła palcami po krawędzi jednej ze skrzyń, po czym ostrożnie odsunęła zabezpieczający materiał, odsłaniając pierwszą z ikon. Przez chwilę przyglądała się jej powierzchni, sprawdzając, czy transport nie pozostawił żadnych niepożądanych śladów.
- Byłoby mi miło, gdybyś chociaż część z nich obejrzał. Jestem ciekawa twojej opinii… wiesz, pod względem religijnym. Dążyłam, by przedstawienia były zgodne z tradycyjną ikonografią, ale wiesz, nie zamierzam udawać, że znam się na tym w równym stopniu co ty - wyjaśniła, sięgając po kolejną ikonę.
- Tak, słyszałam… Little Hangleton to dość strategiczny wybór. A ty? Gdzie planujesz się wybrać? - zastanawiała się, czy będzie miał okazję obejrzeć ekspozycję i ocenić wyniki jej pracy.
- I tak doceniam - dodała z delikatnym uśmiechem, po chwili marszcząc czoło w konsternacji. - Święcona woda nie ma chyba daty ważności?
Kiedy wspomniał o tym, że coraz częściej zwracano się do niego jako do egzorcysty, na jej twarzy pojawił się cień zrozumienia. Trudno było się temu dziwić, zważywszy na wydarzenia ostatnich miesięcy. Świat czarodziejów zdawał się coraz bardziej nieprzewidywalny.
- Obawiam się, że w ostatnim czasie ludzie mają aż nazbyt wiele powodów, żeby szukać pomocy egzorcysty - zauważyła łagodnie. - Ale nie sądzę, żeby umniejszało to znaczenie twojej posługi kapłańskiej. Przeciwnie. W takich okolicznościach chyba szczególnie potrzebujemy czegoś, co przypomina nam o tradycji i pozwala zachować odrobinę normalności.
Nie zamierzała udawać osoby szczególnie biegłej w sprawach duchowych. Owszem, wychowano ją w poszanowaniu religii, obrzędów i zwyczajów, które od pokoleń stanowiły istotną część życia czarodziejskiej społeczności, lecz nie należała do tych, którzy każdą wolną chwilę spędzali na religijnych rozważaniach. Potrafiła jednak docenić znaczenie kapłańskiej pracy, zwłaszcza kiedy wykonywał ją ktoś, kto podchodził do swoich obowiązków z tak widocznym zaangażowaniem.
Kiedy rozmowa powróciła do kwestii poświęcenia ikon, Astoria spojrzała na otwartą skrzynię i zamyśliła się na moment. Nie chciała sprawiać wrażenia, jakoby stawiała materialną wartość obrazów ponad znaczeniem błogosławieństwa, ale jako osoba odpowiedzialna za ich przygotowanie i konserwację musiała uwzględnić również kwestie czysto praktyczne.
- Wolałabym, żebyśmy zrezygnowali z bezpośredniego skrapiania powierzchni - odpowiedziała po krótkim namyśle. - Nawet niewielka ilość wody mogłaby pozostawić ślad na warstwie malarskiej, szczególnie tam, gdzie zastosowano delikatniejsze pigmenty. Jeśli symboliczne poświęcenie będzie równie właściwe, z pewnością byłoby bezpieczniejszym rozwiązaniem.
Na pytanie o czas poświęcony przygotowaniom uśmiechnęła się nieco szerzej, choć nie zamierzała ujawniać wszystkich informacji. Sebastian nie musiał wiedzieć, że sama również malowała, w końcu była tylko (albo i aż) kustoszką.
- Jakieś trzy tygodnie. Poprosiłam o pomoc kilku artystów, dzięki temu udało mi się zgromadzić znacznie bardziej różnorodną kolekcję.
Przesunęła palcami po krawędzi jednej ze skrzyń, po czym ostrożnie odsunęła zabezpieczający materiał, odsłaniając pierwszą z ikon. Przez chwilę przyglądała się jej powierzchni, sprawdzając, czy transport nie pozostawił żadnych niepożądanych śladów.
- Byłoby mi miło, gdybyś chociaż część z nich obejrzał. Jestem ciekawa twojej opinii… wiesz, pod względem religijnym. Dążyłam, by przedstawienia były zgodne z tradycyjną ikonografią, ale wiesz, nie zamierzam udawać, że znam się na tym w równym stopniu co ty - wyjaśniła, sięgając po kolejną ikonę.
learn the rules
then break some
then break some