Tak naprawdę to Prue wątpiła w to, że wróciliby do domu z łupem. Gdyby wzięli sobie po jednym jabłku, to na pewno zdążyliby je skonsumować po drodze, a nie zamierzali przecież wynosić od Abbottów jakichś niebotycznych ilości owoców, tylko po takim jednym na spróbowanie. Okazało się jednak, że to wcale nie było takie proste, jabłka reagowały na nieznajome ręce, czy coś. Możliwe było, że ktoś je w taki sposób zaczarował. W sumie, Prue przystanęła na krótką chwilę i zawiesiła wzrok, próbowała znaleźć w swojej głowę informacje o tym, w jaki sposób można było osiągnąć podobny efekt, czy było to zaklęcie, może jakiś rytuał, być może coś było w nawozie? Opcji było wiele. Mrugnęła i zrobiła kolejny krok w przód.
- Myślę, że poniekąd one mogą być również nabyte. - Nie wątpiła w to, że część jego umiejętności musiała wziąć się z genów, tak samo jak pakowanie się w kłopoty, jednak to w jaki sposób później sobie z tym radził przynajmniej częściowo zostało wyuczone, przynajmniej tak się jej wydawało. Tak więc nie miała z nim najmniejszych szans, bo jakże mogłaby się równać zarówno z genami i doświadczeniem? Szczególnie, że jej raczej brakowało jednego i drugiego.
- Najpierw będziesz musiał znaleźć taki wielki kamień, na którym uda Ci się usiąść, to też może trochę potrwać, więc w sumie to chyba niepotrzebne. Muszę się pogodzić z tym, że w takich sytuacjach zawsze będę gorzej wyglądać. - Prue nie miała problemu z akceptacją swoich niedoskonałości. Miała świadomość, że nie da się być świetnym w każdej dziedzinie, zresztą ich dotychczasowy tryb życia bardzo się od siebie różnił. Ona raczej rzadko kiedy wyściubiała nos poza Londyn.
- To już prędzej, wydaje mi się, że faktycznie możemy popracować nad moją kondycją w różnych warunkach, chociaż jednak wolałabym w takich, które mi się spodobają. - Mogła mieć chyba jakieś drobne życzenia, jeśli o to chodzi, czyż nie? Na pewno będzie w stanie zorganizować coś, co spodoba się i jej i jemu. W końcu to on był specjalistą od aktywności fizycznej.
Cóż, nie miała świadomości, że jabłonie Abbottów najwyraźniej żyją swoim własnym życiem i są w stanie bronić się przed ewentualną kradzieżą, gdyby o tym wiedziała na pewno nie byłaby taka chętna do przeskakiwania przez płot i sięgania po owoce. Być może cała sytuacja nie skończyła się tragicznie, ale mogła! Następnym razem powinna nieco lepiej się przygotować do dokonywania przypadkowej kradzieży.
- Z tego, co mi wiadomo, to te jabłka są ich dumą, więc może resztę traktują inaczej, nie wydaje mi się, żebym chciała to sprawdzać. - Zwłaszcza po tym, jak prawie wyzionęła ducha po ich pierwszej konfrontacji z drzewami Abbotów, kto wie, może o wszystkie dbali w podobny sposób? Zdecydowanie wolałaby, aby ktoś inny to sprawdził. Im wystarczy tej rozrywki.
- No tak, grupowa odpowiedzialność, czy coś. - Już kiedyś przeżyli podobną rozmowę, wtedy jednak Prue oddaliła się bardzo daleko, zupełnie przypadkiem, ba nigdy nie założyłaby nawet, że będzie w stanie przed nim uciec. Jak widać w nieprzewidzianych sytuacjach potrafiła wykrzesać z siebie bardzo duże pokłady energii i zadziwić sama siebie. Dzisiaj w sumie też nie było tak źle.
- Oporów może nie miałam, ale sporo mnie to kosztowało, nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, że to wcale nie było takie proste. - Być może nigdy o tym nie mówiła, jednak wcale nie tak łatwo było jej mu dorównać, jednak zaciskała zęby i udawała, że przychodzi jej to z lekkością. Nie potrafiła mu bowiem tak po prostu odpuszczać, a wcześniej zawsze zależało jej na tym, aby za nim nadążyć.
- Jest to jakieś rozwiązanie. - Na pewno kiedyś nie mogli z niego korzystać, no przynajmniej na początku ich znajomości, ale aktualnie miało nawet rację bytu. Oddychała już nieco lżej niż przed chwilą, udało jej się uspokoić oddech po tej nie do końca zaplanowanej aktywności fizycznej.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control