A może jednak trzeba było skłamać... Ta myśl utknęła w głowie Stanleya na dosyć długo. Stella najpewniej i tak by się nigdy nie dowiedziała, że ten tamtego dnia nie powiedział jej całej prawdy. Ale czy warto było podjąć to ryzyko? Czy warto było być nielojalnym i nieuczciwym przeciwko samemu sobie?
Te słowa były jak nóż prosto w serce. Skoro Avery wiedziała, że nie powinno próbować to dlaczego ciągle tu była? Dlaczego nie powiedziała nie aby następnie zawinąć się na pięcie i zniknąć na zawsze? Może tak byłoby prościej? Trochę poboli aż w końcu przestanie. Tak jak zwykła rana. Problem w tym, że nie każdą dało się tak prosto zagoić...
Jego koniec był bliski. Z każdym kolejnym słowem wypowiadanym przez Stellę, czuł jak kostucha wykonuje krok aby się do niego dostać. Siedział niczym skazaniec na rozstrzelaniu. Czekał, aż w loterii latających kul, któraś ugodzi go, pozbawiając tchu, a następnie życia. Nie widział innej opcje niż takie zakończenie. Wszak słowa mogą ranić bardziej niż czyny.
Nie było mu dane poczuć chłodnej dłoni śmierci na własnej skórze. Na pewno nie dzisiaj. Zdał sobie sprawę, że rzeczywiście czuł pewien dotyk... Jednak był on zbyt delikatny i przyjemny aby należeć do mrocznego kosiarza.
To po prostu była dłoń Stelli, która to właśnie łapała go za jego pokaleczoną rękę. Wysłuchiwał dalej co ma do powiedzienia. Dalej trawił w sobie jej poprzednie słowa.
Kiedy skończyła mówić, wypuścił ciężko powietrze. Nie miał pojęcia jakby mógł się odnieść do tego co przed chwilą usłyszał. Tego było chyba za dużo jak na jeden raz.
Rzucił się na nią aby się przytulić. Zrobił to tak gwałtownie jakby się nie widzieli co najmniej tysiąc lat. Czuł, że jest to jedyna rzecz, która może dać mu spokój w tej chwili.
Spojrzał na swoje dłonie. Najwyżej zostanie pamiątka - Widzisz Stella... Dochodzimy do ściany... - przemógł się kiedy spoczął w jej ramionach - Niby żyjemy w jednym świecie ale tak bardzo odległym od siebie... - kontynuował powoli - W moim wystarczy się tylko odważyć i jakoś to samo wychodzi... A w Twoim jest dużo gorzej... - ciężko westchnął. Nie miał jeszcze planu. Nie znaczyło to też, że miał zamiar odpuścić.
- Zawsze jest jakieś rozwiązanie. Nie ma sytuacji bez wyjścia - stwierdził - W końcu warto bić się za to na czym nam zależy... - powtórzył po raz kolejny tego dnia. I właśnie taki plan miał Stanley. Będzie walczył o to aby to się spełniło. Z drugiej strony jego myśli zaczęły chodzić po najgorszych ścieżkach. Może powinien obrabować bank albo napaść na kogoś bogatego? W końcu cel uświęca środki...
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972