Nie miała pojęcia kiedy właściwie wszystko mogło się tak spieprzyć. Część tego wieczoru mogłaby uznać za całkiem udaną, chociaż nie spodziewała się, że tak będzie. Ich zawieszenie broni okazało się być całkiem miłą odskocznią, jednak nie mogło trwać zbyt długo, prawda? Bardzo szybko wrócili do swojej normalności, powinna się tego spodziewać. Nie wiedziała jakim cudem udało im się całkiem nieźle bawić chwilę wcześniej. Wystarczyła chwila, żeby znowu udowadniał jej swoją wyższość. Przyznała mu nawet rację, powiedziała, że mogła zachować się inaczej, ale w tamtym momencie niespecjalnie zastanawiała się nad swoim zachowaniem. Przeprosiła go! On nic sobie z tego nie zrobił, zamiast tego wolał dalej sobie na niej używać, na co oczywiście nie mogła się zgodzić. Miała swoje granice, a on ciągle je przekraczał. Jeszcze wlazł z nią do tego autobusu! Po co? W jakim celu? By jęczeć przez całą drogę, marudzić, dalej ją pouczać? To nie miało żadnego sensu, nic właściwie nie miało sensu, do tego chyba też powinna przywyknąć przez te wszystkie lata podczas których wokół siebie krążyli.
- Z tym miewasz problemy, czyż nie? Powinieneś więc podziękować mi za wsparcie. - Nie powinna była tego mówić, jednak jak zawsze nie ugryzła się w język, nie kiedy z nim rozmawiała. Zdawała sobie sprawę, że często przekraczała granice, mówiła niektóre zdania tylko po to, żeby w niego uderzyć, mniej lub bardziej. Nie miała nawet pojęcia, czy to działa na niego w jakikolwiek sposób, bo nigdy nie wydawał się być szczególnie wzruszony, wszystko po nim spływało, ale jednak ciągle próbowała, ciągle starała się trafiać jak najbardziej celnie, byleby tylko jakoś zrobić mu krzywdę. To było głupie i niedojrzałe, ale jednak skoro nie mogła wzbudzać w nim żadnych innych emocji, to liczyła na to, że ją znienawidzi. Przynajmniej nie musiało być jej przykro z powodu, że traktował ją jak powietrze, no wychodziła z takiego założenia, które było naprawdę, ale to naprawdę głupie. On nie był dla niej wcale lepszy, zachowywał się w ten sam sposób, byli siebie warci. Jak ich drogi mogły się tak bardzo rozejść? Poglądy zacząć od siebie różnić? Nie miała pojęcia, tak samo jak niedowierzała w to, że kiedyś byli najlepszymi przyjaciółmi, chociaż ta krótka chwila dzisiaj, jeden wieczór - na moment przypomniało jej to, jak dobrze było mieć go po swojej stronie.
Miała pewien pogląd na to kim się stawał. Być może błędny, być może nie. Wydawało jej się, że doskonale zna takich jak on, że wie, jak ma wyglądać ich przyszłość. Nigdy nie należała do elity, ale wiedziała, jak był zbudowany świat. Ojciec jej coś na ten temat mówił, zresztą wspominał jej, że powinna na niego uważać już na początku ich znajomości i co? Miał rację. Przejechała się na tym, wycierpiała swoje, a mogła go posłuchać, była głupia i naiwna i nie zamierzała więcej popełniać tego błędu. Musiała trzymać się od takich jak on z daleka, dzisiaj ponownie na moment o tym zapomniała, ale Rookwood przypomniał jej o tym, jakim był człowiekiem całkiem szybko, na szczęście.
- Myślałam, że już to zrobili. - Odpowiedziała jeszcze na jego komentarz. W końcu otaczał się takimi jak on sam, Greengrass, Lestrange, Potter - oni wszyscy byli przecież tacy wyjątkowi, no poza jej bratem - nigdy nie potrafiła zrozumieć jakim cudem należał do tej paczki znajomych i co w nim widzieli, bo zupełnie nie pasował do całej reszty. Nie zamierzała jednak zbytnio się nad tym rozwodzić, skoro czuł się dobrze w ich towarzystwie to była tylko i wyłącznie jego sprawa. Ona wolała trzymać się z boku, miała szansę już się przecież przejechać na podobnych znajomościach, jeśli go spotka to samo to będzie obok, żeby wyjaśnić mu, że tak działał świat, bo przecież wszystko o tym wiedziała, była tak okropnie doświadczona.
- Zakończenie Twojej biografii wydaje się być całkiem przewidywalne. - Nie sądziła, że ktoś taki jak on będzie w stanie ludzi czymś zaskoczyć. Miał gotowy scenariusz, musiał w nim tylko wystąpić, spełnić oczekiwania rodziny i to by było na tyle. Większość czystokrwistych podążała przecież podobną drogą, to wydawało jej się całkiem proste i logiczne.
- W sumie zabawne, bo kiedyś miałeś to miejsce, na szczęście poszłam po rozum do głowy i od tego momentu mogę spać spokojnie. - Być może nie powinna wspominać o przeszłości, ale postanowiła to zrobić. Zranił ją wtedy okropnie, chciała mu o tym przypomnieć, bo czemu nie? Skoro znowu zaczęli sobie wszystko wyrzygiwać, to mogła i ten temat poruszyć.
- Prawda w oczy kole. - Mruknęła jeszcze, po czym odwróciła się w stronę szyby, bo faktycznie nie sądziła, aby dalsza konwersacja przyniosła jakikolwiek efekt, dalej by się ze sobą kłócili, dalej by sobie dopiekali, to nie miało żadnego sensu. Naprawdę liczyła na to, że w końcu będzie miała chociaż odrobinę spokoju, bardzo, ale to bardzo chciałaby się już znaleźć w swoim łóżku, naprawdę o tym marzyła.
Później sprawy przybrały zdecydowanie nieprzewidziany przez nią obrót. Autobus najechał na dziurę w drodze, Aloysius wypadł z siedzenia, co zachwiało jej tymczasowy spokój. Postanowiła zachować się dojrzale, wyciągnęła do niego dłoń - chciała mu pomóc, ale on najwyraźniej wolał nadal pokazywać jakim jest dzieciuchem. Nie zamierzała się go prosić o to, aby pozwolił sobie pomóc, w końcu to on był w gorszej sytuacji. Miała swoją dumę, którą właśnie po raz kolejny tego wieczora uraził.
Prychnęła gdy usłyszała to, co mówił. - Konsekwentny - srętny. - Skomentowała jeszcze w bardzo, ale to bardzo wyszukany sposób. Zirytował ją ponownie, więc nie była w najlepszej formie, odpowiadała szybko. Minęła go w końcu i oddaliła się na koniec autobusu, nie miała siły na dalsze przepychanki. Nie chciał jej pomocy - niech leży, bardzo dobrze.
Usiadła na siedzeniu, jednak nie mogła powstrzymać się nad obserwowaniem jego poczynań. Widziała, że wyciągnął różdżkę i próbował coś zrobić. Tyle, że nadal znajdował się na podłodze. Co za uparty osioł. Nie mogła się przecież spodziewać niczego innego, musiał pokazać, że jest w stanie poradzić sobie sam, tylko, że aktualnie zupełnie mu to nie wychodziło. Miała dziwne wrażenie, że uszkodził się dużo bardziej niż było widać na pierwszy rzut oka.
- Wystarczy, że powiesz, że potrzebujesz pomocy. - Powiedziała może nieco zbyt głośno, bo pewnie dotarło to do uszu niezainteresowanych, ale chciała, żeby wiedział, że nadal tu była i się na niego nie wypięła. W sumie to teraz wszystko zależało od niego i jego wielkiej dumy.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control