Dzisiaj, 00:11 ✶
- Dawno martwa osoba - powtórzyła z lekkim uniesieniem brwi, przez moment zastanawiając się nad osobliwym doborem słów. - Cóż, zważywszy na datę powstania obrazu, trudno byłoby oczekiwać czegoś innego.
Nie zamierzała jednak ukrywać, że odpowiedź pozostawiła ją z pewnym niedosytem. Mężczyzna nie potwierdził ani nie zaprzeczył jej przypuszczeniom, a podobieństwo wciąż wydawało się zbyt wyraźne, by zbyć je zwykłym przypadkiem. Przyjrzała się jeszcze raz młodzieńcowi przedstawionemu na płótnie, a następnie swojemu rozmówcy. Szczególnie zastanawiający był wyraz ich twarzy.
- Gdyby wprowadzono taki zakaz, historia sztuki byłaby uboższa o całkiem pokaźną liczbę dzieł - zauważyła, obdarzając go uprzejmym uśmiechem. - A my wiedzielibyśmy znacznie mniej o codzienności minionych pokoleń. Proszę pomyśleć, ile szczegółów dotyczących dawnych obyczajów, strojów czy metod nauczania znamy właśnie dzięki malarzom, którzy mieli okazję obserwować je z bliska. Osobiście byłabym raczej zwolenniczką ograniczenia dostępu niż całkowitego zakazu.
Nie potrafiła zresztą wyobrazić sobie, by ktokolwiek zdołał przekonać ją do podobnych restrykcji. Sztuka była przecież nie tylko kwestią estetyki, ale również świadectwem swoich czasów. Nawet jeśli przedstawiała wydarzenia pozornie nieistotne, jak zwyczajną lekcję w ogrodzie Beauxbatons. To właśnie takie sceny, pozbawione przesadnej pompatyczności, potrafiły powiedzieć o przeszłości więcej niż niejeden oficjalny portret.
- Poza tym, gdyby nie obecność Delorme'a, być może nigdy nie dowiedziałby się pan o istnieniu tego podobieństwa - dodała, wskazując subtelnym ruchem dłoni chłopca na obrazie. - A przyzna pan chyba, że byłaby to pewna strata.
Informacja, że pochodził z tamtym stron, jedynie utwierdziła ją w przekonaniu, że warto byłoby przyjrzeć się sprawie dokładniej. Nie miała jednak zwyczaju zasypywać gości pytaniami dotyczącymi ich genealogii, szczególnie jeśli nie wykazywali ochoty do zwierzeń. Mogła co najwyżej zapamiętać jego twarz i przy najbliższej sposobności zajrzeć do dokumentacji obrazu. Niewykluczone, że zachowały się w niej informacje dotyczące tożsamości przedstawionych uczniów, na które dotychczas nie zwróciła większej uwagi.
Prośba o wino wyrwała ją z tych rozważań.
- Naturalnie. Chociaż muszę pana rozczarować, monsieur, galeria nie prowadzi działalności gastronomicznej - odparła z cieniem rozbawienia. - Wino podajemy podczas wernisaży i prywatnych spotkań, ale obawiam się, że dzisiejszego wieczoru nie przewidziano żadnej degustacji.
Zawahała się na moment. W normalnych okolicznościach zapewne poprzestałaby na uprzejmym przypomnieniu, że galeria jest już zamknięta. Tym razem jednak ciekawość okazała się silniejsza od chęci jak najszybszego powrotu do domu. Mężczyzna wyglądał na kogoś, kto mógłby opowiedzieć jej o obrazie znacznie więcej, niż zapisano w katalogach, a Astoria nie lubiła przepuszczać podobnych okazji.
- Niemniej w moim gabinecie powinna znaleźć się butelka czegoś odpowiedniego - zaproponowała po chwili. - Astoria Avery - przedstawiła się wreszcie, uznając, że skoro zamierzali kontynuować rozmowę, wypadałoby porzucić anonimowość. - Jestem kustoszką tej galerii. A pan, monsieur? Jak powinnam się do pana zwracać?
Nie zamierzała jednak ukrywać, że odpowiedź pozostawiła ją z pewnym niedosytem. Mężczyzna nie potwierdził ani nie zaprzeczył jej przypuszczeniom, a podobieństwo wciąż wydawało się zbyt wyraźne, by zbyć je zwykłym przypadkiem. Przyjrzała się jeszcze raz młodzieńcowi przedstawionemu na płótnie, a następnie swojemu rozmówcy. Szczególnie zastanawiający był wyraz ich twarzy.
- Gdyby wprowadzono taki zakaz, historia sztuki byłaby uboższa o całkiem pokaźną liczbę dzieł - zauważyła, obdarzając go uprzejmym uśmiechem. - A my wiedzielibyśmy znacznie mniej o codzienności minionych pokoleń. Proszę pomyśleć, ile szczegółów dotyczących dawnych obyczajów, strojów czy metod nauczania znamy właśnie dzięki malarzom, którzy mieli okazję obserwować je z bliska. Osobiście byłabym raczej zwolenniczką ograniczenia dostępu niż całkowitego zakazu.
Nie potrafiła zresztą wyobrazić sobie, by ktokolwiek zdołał przekonać ją do podobnych restrykcji. Sztuka była przecież nie tylko kwestią estetyki, ale również świadectwem swoich czasów. Nawet jeśli przedstawiała wydarzenia pozornie nieistotne, jak zwyczajną lekcję w ogrodzie Beauxbatons. To właśnie takie sceny, pozbawione przesadnej pompatyczności, potrafiły powiedzieć o przeszłości więcej niż niejeden oficjalny portret.
- Poza tym, gdyby nie obecność Delorme'a, być może nigdy nie dowiedziałby się pan o istnieniu tego podobieństwa - dodała, wskazując subtelnym ruchem dłoni chłopca na obrazie. - A przyzna pan chyba, że byłaby to pewna strata.
Informacja, że pochodził z tamtym stron, jedynie utwierdziła ją w przekonaniu, że warto byłoby przyjrzeć się sprawie dokładniej. Nie miała jednak zwyczaju zasypywać gości pytaniami dotyczącymi ich genealogii, szczególnie jeśli nie wykazywali ochoty do zwierzeń. Mogła co najwyżej zapamiętać jego twarz i przy najbliższej sposobności zajrzeć do dokumentacji obrazu. Niewykluczone, że zachowały się w niej informacje dotyczące tożsamości przedstawionych uczniów, na które dotychczas nie zwróciła większej uwagi.
Prośba o wino wyrwała ją z tych rozważań.
- Naturalnie. Chociaż muszę pana rozczarować, monsieur, galeria nie prowadzi działalności gastronomicznej - odparła z cieniem rozbawienia. - Wino podajemy podczas wernisaży i prywatnych spotkań, ale obawiam się, że dzisiejszego wieczoru nie przewidziano żadnej degustacji.
Zawahała się na moment. W normalnych okolicznościach zapewne poprzestałaby na uprzejmym przypomnieniu, że galeria jest już zamknięta. Tym razem jednak ciekawość okazała się silniejsza od chęci jak najszybszego powrotu do domu. Mężczyzna wyglądał na kogoś, kto mógłby opowiedzieć jej o obrazie znacznie więcej, niż zapisano w katalogach, a Astoria nie lubiła przepuszczać podobnych okazji.
- Niemniej w moim gabinecie powinna znaleźć się butelka czegoś odpowiedniego - zaproponowała po chwili. - Astoria Avery - przedstawiła się wreszcie, uznając, że skoro zamierzali kontynuować rozmowę, wypadałoby porzucić anonimowość. - Jestem kustoszką tej galerii. A pan, monsieur? Jak powinnam się do pana zwracać?
learn the rules
then break some
then break some