— MAJĄ ZĘBY NA JĘZYKU? — zapytał trochę za głośno, ale te rewelacje były zwyczajnie niepojęte. Wykrzywił zaraz twarz, łapiąc się na tym, jak to musiało brzmieć, dla tych mugoli nad którymi pracowała dalej Rookwood, ale też i dla samej amnezjatorki. Nie ważne. Istotne było to, że gęsi i kaczki to jakieś cholerne potwory. — Może wtedy nie mówiłabyś o mnie tak brzydko — wygiął usta w podkówkę, a potem rozejrzał się i wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów, stwierdzając że chyba nikt nie będzie miał nic przeciwko. Trochę mu chyba umykało, że za wzięciem eliksiru na ból głowy, stała jakaś intencja, a nie trzymała go zwyczajnie w szafce, tak na wszelki wypadek.
— Ciekawe. Myślałem, że je sprzedają nielegalnie na ulicach. A tu proszę, w naturze można nawet. Może się rozprzestrzeniają na własna rękę, skoro teoretycznie mają być ze wschodu? — zapytał, chociaż prawdę powiedziawszy to na inwazyjnych gatunkach i ich działaniu znał się tyle co nic. — Nie wiem, czemu miałbym? Ale mam skrzata, a on robi za niesamowitą niańkę.