11 godzin(y) temu ✶
— Szczerze mówiąc liczę, że bezpośrednia rozmowa z nią zdziała więcej dobrego — odparł bez większego wahania. — Problem polega na tym, że Moody jest… Cóż, Moody. Nie przyzna, że faktycznie coś jest nie tak, jeśli ktoś po prostu spyta, co u niej słychać. — Westchnął cicho. — Co by o niej nie mówić, ale siedzi w tej branży tyle czasu, że tylko prawdziwe, twarde argumenty sprawią, że pozwoli samej sobie skonfrontować się z tym problemem. Bez tego, co najwyżej wywali kogoś za drzwi.
Zmarszczył czoło, gdy usłyszał, że Oscar odebrał jej częste wizyty jako oznakę braku wiary w wykonaną przez niego pracę. Brzmiało to nieco dziwnie. Może widziała w tej głowie coś jeszcze, coś, czego nie chciała wprost punktować przez pracownikami biura koronera? A może faktycznie dała się ponieść jakiejś paranoi wywołanej tak bezpośrednią wiadomością skierowaną w jej stronę przez wywrotowców?
— Nie widziałem tej głowy na oczy, ale cięcie faktycznie musiało być nietypowe, skoro tak o nim opowiadasz — zauważył Erik z nutką zaciekawienia w głosie, składając ręce na piersi. — Wybacz śmiałość, ale podejrzewam, że eee efekt użycia zwykłego noża czy zaklęcia przecinającego nie zrobiłby na tobie aż tak mocnego wrażenia.
Dekapitacje może i były rzadkie, ale raczej większość czarodziejów sięgnęłaby właśnie po takie narzędzia: zwykłe ostrze lub różdżkę, która pozwalała na załatwienia sprawy bez bezpośredniego brudzenia sobie rąk. Skoro cięcie było nietypowe, to zapewne też i narzędzie, z którego skorzystano. Erik mimowolnie opuścił wzrok. Mimowolnie pomyślał o jakimś magicznym stworzeniu lub o wilkołaku, jednak… kły nie słynęły z dokładności. Raczej przyczyniały się do większego bałaganu.
Momentalnie skierował spojrzenie na Heather, gdy ta zdecydowała się tak bardzo… otworzyć przed Oscarem. Erik mimowolnie pochylił się w jej stronę, jakby nie do końca wierzył własnym uszom. Co dalej, zaraz powie, że tak naprawdę jej marzeniem było zostanie archiwistką Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów i bardziej kręciła ją teoria oraz zadań na zewnątrz?
— Taak… — zaczął Erik, uśmiechając się nerwowo na słowotok w wykonaniu rudowłosej brygadzistki. — Heather jest bardzo… zapaloną osobą, jeśli chodzi o to, jak funkcjonuje departament od kuchni i jak działa w polu. Chce wiedzieć wszystko i chce to wiedzieć od razu. To coś, co ewidentnie rozbudziła w niej moja droga siostra. Ewentualnie quidditch.
Niewykluczone też, że to wczesne oznaki pracoholizmu, który w pełni ujawni się za jakieś dziesięć do piętnastu lat, skomentował bezgłośnie, zerkając wymownie na dziewczynę. Ech, gdyby wszystkie regulaminy i procedury czytała z taką samą pasją, z jaką ruszała w teren, to mogłaby zostać istną alfą i omegą tego grajdołka.
— Ale trudno jej w tym przypadku odmówić racji — przyznał, wracając spojrzeniem do Oscara. — Druga taka sytuacja raczej nie powtórzy się zbyt szybko. Czy to dla nas, żeby zobaczyć podobny… okaz… czy dla ciebie, aby opowiedzieć komuś dokładniej o całym procesie, czyż nie? To raczej nie jest standardowe podejście, prawda? A przynajmniej nie było, zanim nie zaczął się ten cały bałagan ze Śmierciożercami. — Na jego twarzy pojawił się drobny grymas. — Zabrzmi to okropnie, ale pozyskanie podobnej pomocy naukowej jest poniekąd bezcenne w kontekście przyuczania kogoś do zawodu.
Westchnął cicho. Konflikt przyspieszał postęp, bo dawał okazję do łamania ogólnie przyjętych zasad czy norm oraz przekraczania granic, od których na co dzień większość trzymała się z daleka. Niektóre z tych aktów mogły zmienić świat na gorszy, ale inne działania tworzyły okazję do tego, aby poznać głębiej niektóre zagadnienia. I zadbać o to, aby w przyszłości większa ilość ludzi nie musiała brudzić sobie rąk, skomentował bezgłośnie Erik.
Zmarszczył czoło, gdy usłyszał, że Oscar odebrał jej częste wizyty jako oznakę braku wiary w wykonaną przez niego pracę. Brzmiało to nieco dziwnie. Może widziała w tej głowie coś jeszcze, coś, czego nie chciała wprost punktować przez pracownikami biura koronera? A może faktycznie dała się ponieść jakiejś paranoi wywołanej tak bezpośrednią wiadomością skierowaną w jej stronę przez wywrotowców?
— Nie widziałem tej głowy na oczy, ale cięcie faktycznie musiało być nietypowe, skoro tak o nim opowiadasz — zauważył Erik z nutką zaciekawienia w głosie, składając ręce na piersi. — Wybacz śmiałość, ale podejrzewam, że eee efekt użycia zwykłego noża czy zaklęcia przecinającego nie zrobiłby na tobie aż tak mocnego wrażenia.
Dekapitacje może i były rzadkie, ale raczej większość czarodziejów sięgnęłaby właśnie po takie narzędzia: zwykłe ostrze lub różdżkę, która pozwalała na załatwienia sprawy bez bezpośredniego brudzenia sobie rąk. Skoro cięcie było nietypowe, to zapewne też i narzędzie, z którego skorzystano. Erik mimowolnie opuścił wzrok. Mimowolnie pomyślał o jakimś magicznym stworzeniu lub o wilkołaku, jednak… kły nie słynęły z dokładności. Raczej przyczyniały się do większego bałaganu.
Momentalnie skierował spojrzenie na Heather, gdy ta zdecydowała się tak bardzo… otworzyć przed Oscarem. Erik mimowolnie pochylił się w jej stronę, jakby nie do końca wierzył własnym uszom. Co dalej, zaraz powie, że tak naprawdę jej marzeniem było zostanie archiwistką Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów i bardziej kręciła ją teoria oraz zadań na zewnątrz?
— Taak… — zaczął Erik, uśmiechając się nerwowo na słowotok w wykonaniu rudowłosej brygadzistki. — Heather jest bardzo… zapaloną osobą, jeśli chodzi o to, jak funkcjonuje departament od kuchni i jak działa w polu. Chce wiedzieć wszystko i chce to wiedzieć od razu. To coś, co ewidentnie rozbudziła w niej moja droga siostra. Ewentualnie quidditch.
Niewykluczone też, że to wczesne oznaki pracoholizmu, który w pełni ujawni się za jakieś dziesięć do piętnastu lat, skomentował bezgłośnie, zerkając wymownie na dziewczynę. Ech, gdyby wszystkie regulaminy i procedury czytała z taką samą pasją, z jaką ruszała w teren, to mogłaby zostać istną alfą i omegą tego grajdołka.
— Ale trudno jej w tym przypadku odmówić racji — przyznał, wracając spojrzeniem do Oscara. — Druga taka sytuacja raczej nie powtórzy się zbyt szybko. Czy to dla nas, żeby zobaczyć podobny… okaz… czy dla ciebie, aby opowiedzieć komuś dokładniej o całym procesie, czyż nie? To raczej nie jest standardowe podejście, prawda? A przynajmniej nie było, zanim nie zaczął się ten cały bałagan ze Śmierciożercami. — Na jego twarzy pojawił się drobny grymas. — Zabrzmi to okropnie, ale pozyskanie podobnej pomocy naukowej jest poniekąd bezcenne w kontekście przyuczania kogoś do zawodu.
Westchnął cicho. Konflikt przyspieszał postęp, bo dawał okazję do łamania ogólnie przyjętych zasad czy norm oraz przekraczania granic, od których na co dzień większość trzymała się z daleka. Niektóre z tych aktów mogły zmienić świat na gorszy, ale inne działania tworzyły okazję do tego, aby poznać głębiej niektóre zagadnienia. I zadbać o to, aby w przyszłości większa ilość ludzi nie musiała brudzić sobie rąk, skomentował bezgłośnie Erik.
(Charyzma) Jak Erikowi pójdzie dogadanie się z Oscarem?
Rzut Z 1d100 - 78
Sukces!
Sukces!
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞