Ciekawe to bardzo było, to co aktualnie próbowała mu wcisnąć, jakoby jego nowy podopieczny miał przywiązać się bardziej do skrzata, jak do niego samego. Nie dał się na to nabrać tylko z jednego powodu, a mianowicie tego że jak wszyscy, posiadał sowę pocztową, której wcale nie wychowywał od maleńkości. Tłuczek został nabyty tradycyjnie, podczas wizyty na Pokątnej i miał się całkiem dobrze. Gdyby to miało nie działać, to wszyscy zaraz zaczęliby się martwić, że ich sowy znoszą korespondencje w pierwszej kolejności do osoby, która je wychowała. Pokiwał więc głową, uśmiechając się lekko w sposób który jasno sugerował, że próba dobra i ciekawa, ale no niestety nie tym razem. Z resztą, Bulstrode nigdy nie był fanatykiem zwierzaków i opiekowania się nimi, o czym świadczyłby chociażby jego abraksan, którego trzymał i wychowywał Laurent. Fajnie było mieć, i tyle.
— Mam tylko nadzieję, że nie odziedziczy po nim uszu, albo nosa — skomentował, bo to byłby dopiero widok - sowa z nosem, albo uszami co by robiły za drugą parę skrzydeł.
Ich wesołą konwersację zakończyła Edith, która poinformowała ich o skończeniu prac amnezjatorskich. Faktycznie, kiedy się rozejrzeli, mugole zostali wysłani w swoją stronę i można było wrócić do Ministerstwa Magii.