• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[27.10.1972] In my criminal countryside era | Benjy, Prue

[27.10.1972] In my criminal countryside era | Benjy, Prue
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#10
04.11.2026, 21:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.11.2026, 21:32 przez Prudence Fenwick.)  

Nie dało się odmówić Prudence tego, że była dobrym obserwatorem. Widziała więcej niż się mogło wydawać, chociaż nie zawsze dzieliła się w głos swoimi przemyśleniami. Potrafiła też wyjątkowo łączyć fakty, szukać różnych zależności w swojej głowie. Być może chwilę to trwało, bo zazwyczaj odpływała wtedy na dłuższą chwilę gdzieś indziej, jednak wracała w końcu do rzeczywistości z całkiem trafną opinią na każdy temat. Jej mózg był specyficzny, o czym wiedziała raczej bardzo mała część ludzi, nie chwaliła się tym jakoś specjalnie, nie uważała to za potrzebne.

Potrafiła całkiem racjonalnie oceniać sytuacje, no przynajmniej swoim zdaniem. Widziała swoje zalety, ale też dostrzegała niedociągnięcia, tak samo było u innych. Istniała szansa, że dla siebie mogła być odrobinę ostrzejsza od całej reszty, ale to chyba dobrze, bo jeśli miała prawo wymagać od kogokolwiek czegokolwiek, to chyba powinna zacząć od siebie. Przynajmniej tak się Prudence wydawało. Wiedziała, że niektóre z jej umiejętności wymagają poprawy, nie bała się mówić o tym głośno, ale miała też świadomość z czego to wynikały. Życia jej i Benjy'ego bardzo się od siebie różniły, no przynajmniej ta ostatnia dekada, on był w ciągłym ruchu, do tego pracował w terenie, a ona siedziała za biurkiem, miała wszystko praktycznie podsunięte pod nos. Do tego bardzo oczywistym czynnikiem była płeć, kobiety nie były w stanie choćby bardzo się starały w niektórych czynnościach dorównać mężczyznom, zwłaszcza kiedy były drobne.

Nie mogła mieć dzisiaj jednak sobie wiele do zarzucenia, być może po tej całej ucieczce nie wyglądała szczególnie elegancko, ale nie dała się złapać, co można było uznać za sukces, czyż nie? Liczył się efekt, a nie sposób w jaki go osiągnęli. To, że w ogóle wpadła na taki pomysł dla niektórych mogło być zaskakujące, bo Prue raczej mogła wydawać się osobą, która bardzo mocno przestrzegała zasad, jednak była jedna osoba, która potrafiła wykrzesać z niej zew spontaniczności, tak się jakoś złożyło, że to był właśnie jej mąż, co mogło być nawet w pewien sposób niebezpieczne bo to przecież z nim spędzała największą część czasu.

- Najwyraźniej czasem mi się zdarza. - Nie mogła temu zaprzeczyć, bo przecież to wszystko przed chwilą to był jej pomysł, głupi pomysł co sama przyznała, ale w sumie to przecież nie skończyło się tak źle. Udało im się umknąć przed krzyczącymi owocami, nikt ich nie przyłapał na próbie kradzieży. Nie udało im się być może skosztować abbotowych jabłek, jednak mogło się to skończyć o wiele gorzej. - To akurat niekoniecznie mi się podoba, w sensie, większy fun jest z tego, jak się z kimś robi coś głupiego po raz pierwszy, chociaż wiem, że w Twoim przypadku może być z tym ciężko, bo pewnie mało jest rzeczy, których nigdy nie robiłeś. - Był w końcu specjalistą od pakowania się w najróżniejsze kłopoty, niekoniecznie ze swojej własnej winy, ona nie miała takich tendencji. - Ale niech Ci będzie, to na pewno się jakoś sprawdzi. - W sumie kontrolowane ryzyko nie było chyba wcale takim głupim pomysłem, a przynajmniej tak się jej wydawało. Mogła mieć pewność, że będzie to w miarę bezpieczne, a mimo to na pewno poczuje dreszczyk adrenaliny.

Prudence wydawało się całkiem zabawne to, że w jego towarzystwie zapominała o swoich zasadach, czy regułach o których powinna pamiętać. Zwłaszcza, że przecież nigdy o niczym nie zapominała, no przynajmniej w teorii - była przecież w stanie wyciągnąć ze swojej głowy każde wspomnienie, każdy obraz, wszystko, a przy nim i tak czasem dostawała zaćmienia i robiła rzeczy, o które pewnie nikt by jej nie podejrzewał.

Westchnęła ciężko, kiedy znowu się odezwał. Zawsze to robił, nie pozwalał jej mówić o sobie, jakby czegoś jej brakowało. Było to całkiem miłe, jednak czasem potrzebowała odrobiny motywacji, stąd wynikały jej słowa. - Z tego akurat powinnam być dumna, bo po Tobie raczej spływa, więc nieźle, że sobie z tym radzę. - Nie wydawało jej się bowiem, żeby Benjy brał do siebie słowa kogokolwiek i się nimi przejmował, jasne na pewno zdarzało się, że ludzie go denerwowali, że coś mu w nich nie pasowało, ale jednak skoro powiedział, że to ona opanowała do perfekcji te umiejętność, to chyba mogła być z tego powodu chociaż odrobinę dumna.

- Widzisz, a ja się czasem zastanawiam, czymże sobie zasłużyłam na to, że taki niesamowity człowiek postanowił zostać moim mężem. Trafiło się niczym ślepej kurze ziarno, nie pozostaje mi więc nic innego jak doceniać te Twoje wszystkie cechy, mam nadzieję, że to działa. - Mrugnęła jeszcze do niego porozumiewawczo.

Mogli sobie żartować, jednak nie miała wątpliwości, że Benjy faktycznie był wyjątkowo zaradny. Jego przeszłość była bardzo skomplikowana, nie miał lekko jako dziecko, nie miał lekko jako młody dorosły. Przez lata wiele w sobie dusił, nie pokazywał co tak naprawdę w nim siedziało. Radził sobie ze wszystkim sam bo musiał, nie miał nikogo u swojego boku. Najbliższe mu osoby, cóż - nie wspierały go w żaden sposób. To niosło ze sobą swój ciężar, wcale nie tak łatwo było jej się przebić przez jego skorupę, chociaż chyba też nie było to, aż tak skomplikowane jakby się mogło wydawać. Preferowała też metodę małych kroków, miała świadomość, że pewnych przyzwyczajeń nie da się zmienić od razu - potrzebowały czasy, na szczęście ona potrafiła być bardzo zdeterminowana i cierpliwa.

- Myślisz, że nie zabezpieczyliby jej przed takimi próbami, nie wydaje mi się, zważając na to, jak zachowywały się same owoce. Mam wrażenie, że oni od samego początku coś z nimi robią. - Nie mogła w tej chwili stwierdzić co, ale miała wrażenie, że Abbottowie wyjątkowo dbali o swoje drzewa. Po dzisiejszym doświadczeniu jednak trochę obawiała się podobnej próby kradzieży, nawet jeśli mieliby skorzystać z magii. - Nie wydaje mi się, aby chodziło tylko o dotykanie, niestety. - Postanowiła podzielić się swoimi obawami, bo akurat przed nim nie musiała mieć żadnych tajemnic, mogła mu powiedzieć wszystko, nawet to, że obawiała się ukraść sadzonkę drzewa, co przecież nie mogło być szczególnie skomplikowane.

- Tak mi się wydaje, to doświadczeni hodowcy roślin, nie jacyś pierwsi lepsi, od lat pracowali na swoją renomę, więc nie mogłoby być inaczej. - Wydawało się, że jest bardzo pewna swoich słów, chociaż tak naprawdę przecież nie miała jak dowiedzieć się takich szczegółów, to były tylko i wyłącznie jej założenia.

Mrugnęła, bo nie wydawało jej się, aby powinien mieć co do tego jakieś wątpliwości. Bywał kutasem, zdecydowanie, nawet częściej, niż rzadziej, ale starała mu się tego zbyt często nie wypominać, bo w sumie w tamtym momencie ich życia sama nie była lepsza. Ona również przekraczała granice przyzwoitości, nie umiała odpuścić, doprowadzała go swoim gadaniem do szewskiej pasji, ale na tym wtedy polegała ich relacja, całkiem zabawnie się na to teraz spoglądało, zwłaszcza w momencie w którym byli już po ślubie i mogli zrozumieć z jakiego powodu pojawiało się to napięcie między nimi, wtedy nie byli szczególnie światli, ale czego można się spodziewać po dwójce niedojrzałych nastolatków, którym wydawało się, że zżarli wszystkie rozumy.

- Staram się być miła. - Dodała jeszcze. Fakt, być może dałoby się to nazwać inaczej, jednak nie miała zamiaru teraz zbierać się na jakieś wypominki, bo już sobie wszystko wyjaśnili. Nie dało się zmienić ich przeszłości, zresztą w sumie czy faktycznie było po co to robić. Zabawnie się na to teraz spoglądało.

- Trudno jest rozmawiać ze ścianą. - Uśmiechnęła się, bo miała świadomość, że w tamtym momencie raczej niełatwo było do niej dotrzeć. Miała swoje za uszami, była uparta, nie pozwalała, aby cokolwiek wpływało na jej wizję świata, klapki na oczach. Potrafiła to teraz zauważyć, widziała, że niekoniecznie było to odpowiednim podejściem, ale już nic nie mogła z tym zrobić, zresztą byli wtedy siebie warci. - Czasem słowa są zupełnie zbędne, wtedy chyba myśleliśmy inaczej, raczej staraliśmy się nawrzucać sobie jak najwięcej. - Teraz również lubili mieć ostatnie zdanie, jednak bez problemu również odpuszczali, czy kontynuowali swoją wymianę poglądów bez słów. Szkoda było czasu na bezsensowne kłótnie skoro można było go poświęcić czemuś innemu, dużo bardziej przyjemnemu.

- Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają, nawet nie jest mi przykro z tego powodu. - W końcu od zawsze rozmawiali w podobny sposób. Nie miała problemu z tym, aby sięgnąć nagle po jakąś bezsensowną uwagę, czy odwrócić kota ogonem, dzięki temu przecież nigdy się ze sobą nie nudzili. Oczywiście bywały momenty, w których tego nie robiła, jednak teraz nie widziała ku temu powodu.

- No jasne, oczywiście, że to moja wina, w tej chwili powinnam chyba znaleźć powód przez który to zrobiłam i zrzucić winę na Ciebie, kiedyś zawsze to działało. - Dzięki temu mogli odbijać piłeczkę godzinami, ale czy faktycznie dzisiaj powinni tracić na to energię? - Jeśli nie teraz, to kiedyś indziej mi powiesz, oczywiście zdajesz sobie sprawę z tego, że nie omieszkam Ci o tym przypomnieć w momencie, w którym będziesz się tego najmniej spodziewał. - Nie byłaby sobą, gdyby nie wspomniała o tym, że nie istniała w ogóle opcja, że o tym zapomni. Skorzysta z okazji, kiedy tylko ją znajdzie.


Koniec sesji


Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (4997), Prudence Fenwick (3712)




Wiadomości w tym wątku
[27.10.1972] In my criminal countryside era | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 30.10.2026, 23:26
RE: [27.10.1972] In my criminal countryside era | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 02.11.2026, 13:45
RE: [27.10.1972] In my criminal countryside era | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 02.11.2026, 14:42
RE: [27.10.1972] In my criminal countryside era | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 02.11.2026, 15:07
RE: [27.10.1972] In my criminal countryside era | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 02.11.2026, 20:18
RE: [27.10.1972] In my criminal countryside era | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 02.11.2026, 20:46
RE: [27.10.1972] In my criminal countryside era | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 03.11.2026, 00:19
RE: [27.10.1972] In my criminal countryside era | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 03.11.2026, 18:07
RE: [27.10.1972] In my criminal countryside era | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 03.11.2026, 23:49
RE: [27.10.1972] In my criminal countryside era | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 04.11.2026, 21:19

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa