Kolejny dzień października nie różnił się specjalnie jakoś od poprzednich. Było chłodno. Wiatr rozwiewał włosy, szamotał płaszcze, dudnił w wąskich alejkach. Suche liście tańczyły na ulicach, a w powietrzu unosił się zapach wilgoci, bardzo charakterystyczny dla tej pory roku, która zdążyła się już na dobre rozgościć na lońdyńskich ulicach. Znaleźli się na Pokątnej, bo jej mąż miał w okolicy coś do załatwienia wieczorem, a Prudence czekał nocny dyżur w Ministerstwie. Nie była z tego powodu jakoś specjalnie zadowolona, ostatnio nie przepadała za nocnymi dyżurami. Kiedyś było jej to raczej obojętne kiedy musiała pracować, teraz nocami jednak wolała znajdować się w ich domu, bardzo szybko zauważyła tę drobną zmianę, chociaż zupełnie się tego nie spodziewała.
Pojawiła się z Benjym na Pokątnej po to, aby uzupełnić jeszcze drobne braki w eliksirach. Jak na uzdrowiciela przystało nie mogła dopuścić do tego, aby w domowej apteczce zabrakło odpowiednich medykamentów. Miała zamiar odwiedzić przed pracą jeszcze rodzinną aptekę, dawno nie widziała ciotki, czy babki, a i mogłaby zobaczyć Penny na neutralnym gruncie, w sumie to mogliby zobaczyć, bo nie wątpiła w to, aby jej matka coś przeciwko temu, by spotkać się z jej mężem. To ojciec miał z tym problem, to przez niego unikali jej rodzinnego domu. Bletchley na pewno ucieszyłaby się z tego, gdyby się jej pokazali - nie miała co do tego żadnych wątpliwości. Była przecież bardzo życzliwa, nie mogła jednak wpłynąć na to, co działo się w głowie Johna.
Wybrali się na spacer, to znaczy przyszli na Pokątną na swoich nogach, bo pogoda nie była najgorsza - nie padało, mogli więc skorzystać z tej wcale nie najgorszej aury i spędzić razem trochę czasu na świeżym powietrzu. Kiedyś pewnie by tego unikała i starała się jak najmniej czasu marnować na przemieszczanie się w ten sposób, teraz jednak jakoś tak nigdzie jej się nie spieszyło. Nie kiedy mogła spędzić popołudnie ze swoim mężem.
- Coś czuję, że ten dyżur będzie mi się strasznie dłużył. - Jak każdy nocny ostatnio, chociaż o tym nie wspomniała. Ministerstwo było wtedy bardzo ciche, nie, żeby w kostnicy zazwyczaj było głośno, ale nocami praktycznie nikt nie pojawiał się w Biurze Koronera, w sumie jej to nawet nie dziwiło. Wiedziała, że to miejsce wzbudzało w niektórych niepokój i w dzień.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control