3 godzin(y) temu ✶
– Nie zauważyłam nic podejrzanego, a gdyby nastąpiła ewakuacja… to chyba by nam to zgłosili? Po prawdzie, może jestem znowu czarowidzem, ale nie zdziwiłabym się, gdyby spotkało ich coś złego. Te świństwa cuchną czarną magią.
A czarna magia i nekromancja zawsze, ale to zawsze wymagała jakiejś ofiary.
Tak czy inaczej musieli zajrzeć do piwnicy. Było tam coś paskudnego: a oni pojawili się tu właśnie po to, aby wygrzebać wszystkie paskudne rzeczy. Nie chodziło już tylko o kradzież z towarzystwa, ale o to, że te madragory były niebezpieczne i że właściwie wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że mieli tu kilka zaginionych osób.
Ujęła nauszniki wyczarowane przez Atreusa, gdy jej własne zaklęcie dostarczyło im przedmioty raczej z gatunku tych bezużytecznych, a potem ruszyła, by pokazać im klapę… chociaż słowa wypowiedziane przez Victorię nie podobały się Brennie ani trochę. Jak to miała iść pierwsza? Może i to było dość sensowne, skoro mogły tam czyhać jakieś diabelskie sidła, ale… to jakoś się jej nie podobało. Otworzyła nawet usta, gotowa do kłótni, ostatecznie jednak westchnęła, trafiona nagłą myślą, że pewność siebie Victorii ostatnio jakby oscylowała na poziomie podłogi. I pewnie że jeśli Brenna zacznie się kłócić, gotowa uznać, że po prostu nie wierze w jej umiejętności.
– Zabezpieczmy czymś ciężkim klapę po otwarciu. Na wypadek gdyby zamykała się sama. I poczekaj, rzucę chociaż zaklęcie ochronne, i w ogóle uważam, że powinniśmy tam zejść od razu, jedno po drugim, cokolwiek tam nie siedzi… – dodała, unosząc różdżkę, by skoro Lestrange rzucała światło, samej rzucić tarczę, która miała oddzielić ich w pierwszej chwili od tego, co mogło tkwić na dole. Na razie z rozpraszania, bo cóż, taka tarcza fizyczna byłaby raczej niewygodna, skoro mieli złazić po drabinie i nie wiedzieli, z której strony mogło nadciągnąć zagrożenie.
A potem?
Nauszniki na uszy.
I w dół.
Rozproszenie
A czarna magia i nekromancja zawsze, ale to zawsze wymagała jakiejś ofiary.
Tak czy inaczej musieli zajrzeć do piwnicy. Było tam coś paskudnego: a oni pojawili się tu właśnie po to, aby wygrzebać wszystkie paskudne rzeczy. Nie chodziło już tylko o kradzież z towarzystwa, ale o to, że te madragory były niebezpieczne i że właściwie wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że mieli tu kilka zaginionych osób.
Ujęła nauszniki wyczarowane przez Atreusa, gdy jej własne zaklęcie dostarczyło im przedmioty raczej z gatunku tych bezużytecznych, a potem ruszyła, by pokazać im klapę… chociaż słowa wypowiedziane przez Victorię nie podobały się Brennie ani trochę. Jak to miała iść pierwsza? Może i to było dość sensowne, skoro mogły tam czyhać jakieś diabelskie sidła, ale… to jakoś się jej nie podobało. Otworzyła nawet usta, gotowa do kłótni, ostatecznie jednak westchnęła, trafiona nagłą myślą, że pewność siebie Victorii ostatnio jakby oscylowała na poziomie podłogi. I pewnie że jeśli Brenna zacznie się kłócić, gotowa uznać, że po prostu nie wierze w jej umiejętności.
– Zabezpieczmy czymś ciężkim klapę po otwarciu. Na wypadek gdyby zamykała się sama. I poczekaj, rzucę chociaż zaklęcie ochronne, i w ogóle uważam, że powinniśmy tam zejść od razu, jedno po drugim, cokolwiek tam nie siedzi… – dodała, unosząc różdżkę, by skoro Lestrange rzucała światło, samej rzucić tarczę, która miała oddzielić ich w pierwszej chwili od tego, co mogło tkwić na dole. Na razie z rozpraszania, bo cóż, taka tarcza fizyczna byłaby raczej niewygodna, skoro mieli złazić po drabinie i nie wiedzieli, z której strony mogło nadciągnąć zagrożenie.
A potem?
Nauszniki na uszy.
I w dół.
Rozproszenie
Rzut Z 1d100 - 92
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.