Wczoraj, 02:08 ✶
Zaklinanie
* bez rzucania kostek, bo miałam się nie przejmować techniczną stroną ożywiania obrazów30/10
Kiedy ostatnie warstwy farby zostały odpowiednio zabezpieczone, czarownica mogła wreszcie przystąpić do najważniejszej części przedsięwzięcia. Dotychczas oba płótna pozostawały jedynie dziełami sztuki, choć wykonanymi z wyjątkową starannością i przeznaczonymi do znacznie ambitniejszych celów niż zwyczajne zdobienie ścian. Teraz należało tchnąć życie w namalowaną postać, a następnie połączyć oba przedstawienia w taki sposób, aby Orpheus mógł swobodnie przemieszczać się pomiędzy nimi. Zresztą, miał nie tylko poruszać się i przemawiać, ale również zachować osobowość, sposób myślenia oraz wspomnienia człowieka, którego przedstawiał. Właśnie dlatego tak istotne okazały się szczątki dostarczone przez Czarnego Pana.
Przez następnych kilka godzin Astoria pracowała nad ożywieniem obrazu, cierpliwie nakładając kolejne zaklęcia i sprawdzając ich działanie. Nie spieszyła się, mimo świadomości upływającego czasu. Zbyt pochopne zakończenie procesu mogłoby zniweczyć cały dotychczasowy wysiłek, a nie zamierzała przedstawiać Czarnemu Panu dzieła, które nie spełniałoby jego oczekiwań. Dopiero kiedy upewniła się, że magiczne powiązanie zostało odpowiednio utrwalone, odsunęła się od sztalugi i przyjrzała się namalowanemu mężczyźnie. Początkowo nie wydarzyło się nic szczególnego. Orpheus nadal stał przy kamiennym postumencie, z jedną dłonią opartą na jego powierzchni i spojrzeniem skierowanym gdzieś ponad ramieniem czarownicy. Dopiero po dłuższej chwili poruszył palcami, jak gdyby sprawdzał, czy odzyskał nad nimi władzę. Następnie powoli odwrócił głowę, rozejrzał się po otaczającej go przestrzeni i zmarszczył brwi. Poczuła przypływ satysfakcji, którego nie pozwoliła sobie jednak okazać zbyt otwarcie. Zamiast tego wyprostowała się i przyjrzała mu się z uwagą, oceniając nie tylko samą zdolność mówienia, ale również naturalność mimiki i gestów.
- Pański nowy portret, monsieur Rookwood - wyjaśniła spokojnie, widząc jego zaskoczenie. - A dokładniej jeden z dwóch, które zostały przygotowane na specjalne zamówienie.
Mężczyzna spojrzał na nią z wyraźnym niedowierzaniem. Jego wzrok przesunął się po twarzy Astorii, następnie po jej stroju, by wreszcie powrócić do różdżki spoczywającej w jej dłoni.
- Portret? - powtórzył z niesmakiem. - I mam rozumieć, że to pani jest odpowiedzialna za ten… stan rzeczy?
- Zgadza się.
- Cóż to za osobliwe czasy - mruknął, prostując się jeszcze bardziej. - Za moich czasów podobne przedsięwzięcia powierzano czarodziejom posiadającym odpowiednie doświadczenie, nie zaś młodym damom, którym najwyraźniej zabrakło stosowniejszych zajęć.
Uśmiechnęła się lekko, bo dokładnie takiej reakcji oczekiwała po mężczyźnie z głęboko zakorzenioną w tradycji świadomością.
- Zapewniam pana, że moje doświadczenie jest wystarczające, aby sprostać temu zadaniu - odpowiedziała uprzejmie. Orpheus zacisnął usta, najwyraźniej niezadowolony z tak bezpośredniej odpowiedzi. Przez chwilę mierzył ją surowym spojrzeniem, jak gdyby rozważał, czy powinien udzielić jej stosownej reprymendy.
- Zwie się? - zapytał w końcu.
- Astoria Avery.
Zmiana w jego wyrazie twarzy była niemal natychmiastowa. Nie zniknęła wprawdzie cała niechęć, lecz surowe zmarszczki na czole nieznacznie się wygładziły, a spojrzenie nabrało odrobiny zainteresowania.
- Hm. Przynajmniej pochodzenie ma pani odpowiednie - przyznał z pewną niechęcią.
Opowiedziała postaci o jego dokładnym przeznaczeniu, czym wydawał się ukontentowany. Dużo więcej obiekcji przedstawiał w kwestii wyposażenia jego gabinetu, ale na to nie mogła już nic poradzić. Dla niej najważniejszym był fakt, że sprawnie przemieszczał się między obrazami. Czyli oba obrazy działały zgodnie z przeznaczeniem, a Rookwood zachował nie tylko wspomnienia, lecz również charakter, który najwyraźniej nie należał do najłatwiejszych. Uznała to za najlepszy możliwy dowód powodzenia całego przedsięwzięcia.
Wysyłanie
Na końcu odpowiednio zapakowała obrazy, dbając o ich zabezpieczenie podczas transportu i przekazała je do wysyłki, zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami.Koniec sesji
learn the rules
then break some
then break some