Czy morze mogło się zagubić? Czy fale mogły odnaleźć swoją drogę do domu, skoro go nie miały? W wiecznym ruchu, pozbawione możliwości powiedzenia: już dość… Już wystarczy.
W wiecznym ruchu były tęczówki selkie, która kawałek morza zabierała zawsze ze sobą. Byli tak nierozłączni, że oczywistość cisnęła się na usta: kto zakocha się w morzu, ten na zawsze będzie stracony. I tak wielu tam tonęło. Tak wielu dało się porwać, gubiło się… więc czy zagubione były te oczy?
Oczy, które opadły na buty w ich polu widzenia. Brudne? Starte? Nicholas przecież pracował pełną parą, nie było wiele miejsca na stop, wiele przestrzeni na to, żeby zaczerpnąć oddech i przygładzić zawsze uczesane włosy. Mimo to perfekcjonizm nie opuszczał ramion Kaia. Nieustannie szedł za rozbitym lusterkiem, oddalał się coraz bardziej i bardziej od tego, co czynić go mogło człowiekiem. Coraz bliżej doskonałości sykliwych podszeptów osoby, którą obrał za swego Pana.
Zimno niebieskiego nieba było otrzeźwiające. Nie… to nie niebo. To tylko oczy Nicholasa. Jego palce, przed którymi bez zastanowienia chciał umknąć. Śmierciożerca widział to już dziesiątki razy - kiedy instynkt w człowieku bierze górę, gdy już nie widzisz dobra ani zła, tylko chcesz walczyć o własne przetrwanie. Tylko przeżyć. Okazywało się, że to wielkie oczekiwania w świecie zżeranym przez wojnę.
I wbrew prawidłom tego rozbitego, pożeranego przez płomienie świata: "jesteś bezpieczny". Złota linia przecinająca umysł na tym niebieskim niebie, promień słońca pośrodku obojętności i zimna. Ludzie mieli na to bardzo prostą nazwę. Nadzieja.
W Laurencie pojawił się błysk zrozumienia. Cień odnalezienia siebie samego w zamęcie i chaosie.
- Nicho…las..? - Ledwo to wypowiedział i już zaniósł się kaszlem. Okropnym, który próbował wyrwać płuca z tej mizernej klatki piersiowej. - Musisz… musisz uciekać. - Złapał jego dłoń, zaciskając na niej brudne od sadzy palce. - Tu nie jest bezpiecznie. - Mówił słabo, ledwo co, ciężar siedział na jego klatce piersiowej. Popiół tej nocy musiał mu bardzo zaszkodzić, a przy jego słabym zdrowiu… cóż. Mimo to - czy to nie był klasyczny Laurent? By pomyśleć o Nicholasie, zanim pomyśli o sobie samym.