22.03.2023, 04:25 ✶
Życie toczyło się dalej. Musiało. Po prawdzie Dorze zdawało się, że manifest sam w sobie niewiele zmieniał. Ci, którzy podążyli za jego głosem, w większości już od dawna zaliczali się do grupy, która z takich czy innych powodów gardziła czy to mugolakami czy to samymi mugolami. Powiedzieć, że Menodorę dziwiło tego typu zachowanie, czy też przekonania, to lekkie niedopowiedzenie. Brzydziła się nimi. Z całego serca. Prosto mówiąc, wynikało to z samej prozy życia. Rodzina matki i jej zachowanie, dobitnie uświadomiło jej, że nie ma co liczyć na litość tylko dlatego, że jej ojciec był mugolem. Potem jednak dołączały do tego przekonania, które tylko wzmacniały tę postawę i sprawiały, że stawały się one nienaruszalne. Dorę mogło doświadczyć życie, ale w całym tym nieszczęściu i bólu wciąż pozostawała delikatna do życia i wszelkich istot, które je w sobie zawierały. Dlatego nie wiedziała, dlaczego inni musieli uciekać się okrucieństwa.
Czuła że coś jest nie tak. Właściwie to widziała, jak to określała w swojej głowie, pewne nieścisłości, jeśli chodziło o zachowanie niektórych domowników. Zawsze domyślała się, że praca aurorów i brygady uderzeniowej była wymagająca, ale czasami to, co działo się w posiadłości Longbottomów, zakrawało o absurd. Przychodzące i wychodzące listy niepokoiły, nawet jeśli nigdy do nich nie zaglądała. Nagłe wyjścia i zniknięcia natomiast, dodatkowo podsycały wątpliwości i ściskały jej serce. Nie pytała jednak. Głównie dlatego, jak wiele ufności pokładała w rodzeństwo Longbottomów. Jak bardzo wierzyła im, że jeśli coś by się działo, nie trzymaliby jej niepotrzebnie w ciemności. Nie przestawała być jednak uważna. Nie zaniechała uważności, zwyczajnie martwiąc się w ciszy.
- Brenna! - uśmiechnęła się do niej wesoło, odwracając się w jej stronę. W zlewie garnki szorowały się wesoło pod wpływem zaklęcia, a ona sama, ze szmatką w dłoni, myła kuchenny stół. - Jeśli chcesz - odparła po chwili zawahania i rozejrzeniu się po pomieszczeniu. Musiała oszacować, ile jeszcze miała do posprzątania, ale nawet jeśli nie było tego niewiele, a sama kuchnia i tak wyglądała w miarę dobrze, z pomocą mogło iść tylko szybciej. - Jeśli byś mogła, kuchenka wymaga chłoszczyśnienia - zaproponowała jeszcze. Mimo, że sama w pierwszym odruchu sięgała po mugolskie sposoby uporania się z obowiązkami, o czym świadczyło ręczne szorowanie stołu chociażby, zdawała się nie zapominać że inni inaczej się do rzeczy zabierali.
- Jak ci mija dzień? Mam nadzieję, że spałaś dobrze. No i że jadłaś śniadanie. Bo jadłaś, prawda? A może chcesz, żebym ci coś zrobiła?
Czuła że coś jest nie tak. Właściwie to widziała, jak to określała w swojej głowie, pewne nieścisłości, jeśli chodziło o zachowanie niektórych domowników. Zawsze domyślała się, że praca aurorów i brygady uderzeniowej była wymagająca, ale czasami to, co działo się w posiadłości Longbottomów, zakrawało o absurd. Przychodzące i wychodzące listy niepokoiły, nawet jeśli nigdy do nich nie zaglądała. Nagłe wyjścia i zniknięcia natomiast, dodatkowo podsycały wątpliwości i ściskały jej serce. Nie pytała jednak. Głównie dlatego, jak wiele ufności pokładała w rodzeństwo Longbottomów. Jak bardzo wierzyła im, że jeśli coś by się działo, nie trzymaliby jej niepotrzebnie w ciemności. Nie przestawała być jednak uważna. Nie zaniechała uważności, zwyczajnie martwiąc się w ciszy.
- Brenna! - uśmiechnęła się do niej wesoło, odwracając się w jej stronę. W zlewie garnki szorowały się wesoło pod wpływem zaklęcia, a ona sama, ze szmatką w dłoni, myła kuchenny stół. - Jeśli chcesz - odparła po chwili zawahania i rozejrzeniu się po pomieszczeniu. Musiała oszacować, ile jeszcze miała do posprzątania, ale nawet jeśli nie było tego niewiele, a sama kuchnia i tak wyglądała w miarę dobrze, z pomocą mogło iść tylko szybciej. - Jeśli byś mogła, kuchenka wymaga chłoszczyśnienia - zaproponowała jeszcze. Mimo, że sama w pierwszym odruchu sięgała po mugolskie sposoby uporania się z obowiązkami, o czym świadczyło ręczne szorowanie stołu chociażby, zdawała się nie zapominać że inni inaczej się do rzeczy zabierali.
- Jak ci mija dzień? Mam nadzieję, że spałaś dobrze. No i że jadłaś śniadanie. Bo jadłaś, prawda? A może chcesz, żebym ci coś zrobiła?
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.