Avelina była zdecydowanie zbyt pobłażliwa i wyrozumiała wobec Ururu, ale może dlatego wciąż mieli ze sobą kontakt.
— A dziękuję, trochę chory jestem, ale też czuję się dobrze — odpowiedział nieświadomy tego, że Cody mu zwyczajnie ubliża. Któż by nie ubliżał Marquezowi. Brandon wykazywał się niezwykłą cierpliwością, czego zasługą była zapewne obecna tu Avelina. Ururu mógł prawdopodobnie liczyć na sprańsko w jednym z zaułków Londynu, jeśli Cody spotka go ponownie.
Czarodziej powrócił do lektury o królewskich rodach, nie zważając ani trochę na wymianę zdań pomiędzy pozostałą dwójką. Wszelkie flirty latały na lewo i prawo, z dala od jego świadomości. Większą uwagą cieszył się król Jerzy, chociaż Ururu był wielce zawiedzony jego poczynaniami. Cóż z tego, że został w Londynie podczas bombardowań, skoro po wojnie utracił wszystkie kolonie? Nawet Irlandię? Ururu uznawał większość elementów kolonializmu za niepotrzebne barbarzyństwo, ale rozciąganie granic państwa to inna sprawa. Uważał, że im więcej krajów, tym więcej problemów związanych z różnorodnością prawa, waluty i tym podobnych. Jednocześnie świadomy był tego, że mały rozmiar sprzyjał zarządzaniu państwa. Wiele godzin spędził niedawno nad rozważaniem podobnych zagadnień, co doprowadzało do niczego. Zawsze też piąstka sama mu się zaciskała na każdą wzmiankę o drugiej wojnie światowej. Oh, ile by dał, żeby nie przespać tego okresu! Już on poobracałby tymi wszystkimi Hitlerami i innymi Stalinami.