25.10.2022, 23:21 ✶
Obrzucił ją zaskoczonym spojrzeniem, jakby sama sugestia, że mógłby nie przyjąć jej propozycji go obraziła. On by nie przyjął roli ojca chrzestnego? I to w przypadku, gdy w grę wchodziło dziecko Nory?
— Naprawdę wątpiłaś? Kobieta słabej wiary z ciebie. — Ściągnął brwi. — Nawet gdybym jakimś dziwnym trafem się nie zgodził, to w drodze do wyjścia zjadłyby mnie wyrzuty sumienia. Wiesz, jak to potrafi boleć? Kłuje cię to tu, to tam, jakby jakaś pijawka wyjadała ci wnętrzności. A biorąc pod uwagę, że jednego dzikiego zwierza już w sobie mam, to wodny krwiopijca już mi tam nie pot rzebny. Tak czy siak musiałbym się zgodzić.
Uśmiechnął się lekko, licząc, że ta mała historyjka rozpogodziła nieco Norę. Nawet zdołał powstrzymać wzdrygnięcie na wspomnienie o lykantropii. Po tych kilku latach przywykł już jako tako do tego, że gdzieś głęboko w jego duszy czai się wilk będący uosobieniem dzikiej natury narzuconej mu przez los w najmniej spodziewanym momencie. Musiał się pogodzić z takim stanem rzeczy. Medycyna czarodziejów może i w oczach osób niemagicznych uchodziłaby za zbiór cudów, tak na niektóre przypadłości nie mieli jeszcze lekarstwa. Przynajmniej jeszcze nie.
— W najgorszym razie będzie cię budzić rano, kiedy przyjdzie pora na śniadanie. W najgorszym zacznie zwracać ci uwagę i patrzeć na ciebie z dezaprobatą. — Wyszczerzył zęby w uśmiechu, a po chwili zwrócił swój wzrok na okolice brzucha Nory. Spoważniał nieco, a po jego minie można było poznać, że kontemplował właśnie w głowie pewną myśl. — Tak się teraz zastanawiam... Myślisz, że jak ja i Brenna będziemy przebywać blisko ciebie wystarczająco ciężko, gdy jesteś w ciąży, to nasza aura jakoś przejdzie na to dziecko? Wtedy mogłoby zostać budzikiem jeszcze zanim przyjdzie na świat.
Przechylił głowę w bok, jakby faktycznie uważał, że wbijane Longbottomom od dzieciaka wartości faktycznie mogły przejść na taką małą istotkę, która wciąż egzystowała sobie w brzuchu mamy. Kiedyś słyszał, że muzyka klasyczna pozytywnie działa na rozwój dzieci, ponieważ wtedy są bardziej spokojne. Skoro utwory kompozytorów z dawnych lat mogły mieć taki efekt, to czemu nie obecność tak wybitnych jednostek jak on lub jego siostra? Hmm, może powinien sprawdzić tę teorię? Oczywiście o ile Nora się zgodzi.
— Mnie to mówisz? Będę musiał przeczytać jakiś poradnik, jak być dobrym przykładem dla takiego małego dziecka. Bycie chrzestnym to pewnie też nie łatwe zadanie... Trzeba podjąć pewne trudne decyzje. — Zmrużył oczy. — Przeholowałbym przyprowadzając hipogryfa-miniaturkę na pierwsze urodziny, czy to jeszcze się mieści w granicach dopuszczalnej normy?
Pozostawiając Norę z tym pytaniem, Erik podniósł się z miejsca i zszedł na dół, aby zamówić szklaneczkę ognistej whisky i jedną porcję soku jabłkowego przeznaczoną dla Eleanory. Czas w jakim przygotowywano jego zamówienie poświęcił na poukładanie sobie w głowie ostatnich paru minut. W duchu miał nadzieję, że Brenna dowie się niedługo po nim, bo miał wrażenie, że długo nie będzie w stanie wytrzymać bez puszczenia pary. Nie chodziło nawet o problemy z ukryciem samej kwestii istnienia dziecka, ale emocji związanych z poznaniem tego faktu. I tego, że właśnie w pewnym stopniu zaangażował się w wychowanie tego dziecka. Ekscytacja robiła swoje.
— To jak, na czym stanęło? Hipogryf cię przekonał, czy lepiej szukać czegoś... subtelniejszego? — spytał, gdy już wrócił do stolika z ich napitkami. Podniósł do ust naczynie z ognistą i wlał w siebie mniej więcej pół zawartości. Przymknął na chwilę oczy, skupiając się na rozchodzącym się po jego organizmie przyjemnym cieple. Oh, tak, zdecydowanie tego potrzebował.
— Naprawdę wątpiłaś? Kobieta słabej wiary z ciebie. — Ściągnął brwi. — Nawet gdybym jakimś dziwnym trafem się nie zgodził, to w drodze do wyjścia zjadłyby mnie wyrzuty sumienia. Wiesz, jak to potrafi boleć? Kłuje cię to tu, to tam, jakby jakaś pijawka wyjadała ci wnętrzności. A biorąc pod uwagę, że jednego dzikiego zwierza już w sobie mam, to wodny krwiopijca już mi tam nie pot rzebny. Tak czy siak musiałbym się zgodzić.
Uśmiechnął się lekko, licząc, że ta mała historyjka rozpogodziła nieco Norę. Nawet zdołał powstrzymać wzdrygnięcie na wspomnienie o lykantropii. Po tych kilku latach przywykł już jako tako do tego, że gdzieś głęboko w jego duszy czai się wilk będący uosobieniem dzikiej natury narzuconej mu przez los w najmniej spodziewanym momencie. Musiał się pogodzić z takim stanem rzeczy. Medycyna czarodziejów może i w oczach osób niemagicznych uchodziłaby za zbiór cudów, tak na niektóre przypadłości nie mieli jeszcze lekarstwa. Przynajmniej jeszcze nie.
— W najgorszym razie będzie cię budzić rano, kiedy przyjdzie pora na śniadanie. W najgorszym zacznie zwracać ci uwagę i patrzeć na ciebie z dezaprobatą. — Wyszczerzył zęby w uśmiechu, a po chwili zwrócił swój wzrok na okolice brzucha Nory. Spoważniał nieco, a po jego minie można było poznać, że kontemplował właśnie w głowie pewną myśl. — Tak się teraz zastanawiam... Myślisz, że jak ja i Brenna będziemy przebywać blisko ciebie wystarczająco ciężko, gdy jesteś w ciąży, to nasza aura jakoś przejdzie na to dziecko? Wtedy mogłoby zostać budzikiem jeszcze zanim przyjdzie na świat.
Przechylił głowę w bok, jakby faktycznie uważał, że wbijane Longbottomom od dzieciaka wartości faktycznie mogły przejść na taką małą istotkę, która wciąż egzystowała sobie w brzuchu mamy. Kiedyś słyszał, że muzyka klasyczna pozytywnie działa na rozwój dzieci, ponieważ wtedy są bardziej spokojne. Skoro utwory kompozytorów z dawnych lat mogły mieć taki efekt, to czemu nie obecność tak wybitnych jednostek jak on lub jego siostra? Hmm, może powinien sprawdzić tę teorię? Oczywiście o ile Nora się zgodzi.
— Mnie to mówisz? Będę musiał przeczytać jakiś poradnik, jak być dobrym przykładem dla takiego małego dziecka. Bycie chrzestnym to pewnie też nie łatwe zadanie... Trzeba podjąć pewne trudne decyzje. — Zmrużył oczy. — Przeholowałbym przyprowadzając hipogryfa-miniaturkę na pierwsze urodziny, czy to jeszcze się mieści w granicach dopuszczalnej normy?
Pozostawiając Norę z tym pytaniem, Erik podniósł się z miejsca i zszedł na dół, aby zamówić szklaneczkę ognistej whisky i jedną porcję soku jabłkowego przeznaczoną dla Eleanory. Czas w jakim przygotowywano jego zamówienie poświęcił na poukładanie sobie w głowie ostatnich paru minut. W duchu miał nadzieję, że Brenna dowie się niedługo po nim, bo miał wrażenie, że długo nie będzie w stanie wytrzymać bez puszczenia pary. Nie chodziło nawet o problemy z ukryciem samej kwestii istnienia dziecka, ale emocji związanych z poznaniem tego faktu. I tego, że właśnie w pewnym stopniu zaangażował się w wychowanie tego dziecka. Ekscytacja robiła swoje.
— To jak, na czym stanęło? Hipogryf cię przekonał, czy lepiej szukać czegoś... subtelniejszego? — spytał, gdy już wrócił do stolika z ich napitkami. Podniósł do ust naczynie z ognistą i wlał w siebie mniej więcej pół zawartości. Przymknął na chwilę oczy, skupiając się na rozchodzącym się po jego organizmie przyjemnym cieple. Oh, tak, zdecydowanie tego potrzebował.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞