23.03.2023, 01:20 ✶
Duch podniósł załzawione oczy na nadchodzących. W półprzezroczystej sylwetce mogli dostrzec, że zjawa była za życia kobietą niezwykłej urody: drobna, smukła o twarzy jasnej i delikatnej. Umarła w kwiecie wieku. A patrząc po jej sukience, po kroju, w którym była uszyta, po wystających spod sukienki czubkach butów, pożegnała się z życiem przed kilkoma, może kilkunastoma laty.
- To las w Kniei Godryka – odpowiedziała cicho, wpatrując się w Camerona i idącą obok niego Norę. Zadrgały jej usta. Pociągnęła nosem. Odwróciła głowę, znowu patrząc na mogiłę, nad którą stała, wreszcie na trzymany przez siebie kwietny wianek w rękach.
Jeśli więc zjawa ich nie okłamała to znajdowali się w Kniei Godryka – ale może przez panującą dookoła ciemność, w której wszystkie drzewa wyglądały tak samo obco, a może przez miejsce, w którym porzucił ich wiatr, nie mieli zielonego pojęcia, w którą stronę powinni iść, by kierować się w znane im strony. Na domiar złego, do ich uszu nie dolatywały żadne dźwięki, które mogłyby im pomóc w odnalezieniu bezpiecznej drogi do domu.
Zjawa zadrgała. Myślała nad czymś. Niby się wahała, a jednak jej wahanie wcale nie trwało długo.
- Czy… czy moglibyście mi pomóc? – zapytała powoli. Brzmiała raczej żałośnie, jakby była bardzo, ale to bardzo zdesperowana. – Jest pewien mężczyzna, któremu chciałabym podarować ten wianek. Mieszka w chacie na skraju. Sama nie mogę tego zrobić… - zająknęła się. Na twarzy zmarłej odmalowało się uczucie rozpaczy. – Więzi go szalona wiedźma. Najpierw nas rozdzieliła. Mnie zamordowała a jego zabrała dla siebie. Ale on nie chce z nią być, nigdy nie chciał z nią być, wiem, że kochał mnie od pierwszej chwili, w której stanęłam na jego drodze… - opisała, spoglądając na Norę i Camerona, błagalnym wzrokiem.
- To las w Kniei Godryka – odpowiedziała cicho, wpatrując się w Camerona i idącą obok niego Norę. Zadrgały jej usta. Pociągnęła nosem. Odwróciła głowę, znowu patrząc na mogiłę, nad którą stała, wreszcie na trzymany przez siebie kwietny wianek w rękach.
Jeśli więc zjawa ich nie okłamała to znajdowali się w Kniei Godryka – ale może przez panującą dookoła ciemność, w której wszystkie drzewa wyglądały tak samo obco, a może przez miejsce, w którym porzucił ich wiatr, nie mieli zielonego pojęcia, w którą stronę powinni iść, by kierować się w znane im strony. Na domiar złego, do ich uszu nie dolatywały żadne dźwięki, które mogłyby im pomóc w odnalezieniu bezpiecznej drogi do domu.
Zjawa zadrgała. Myślała nad czymś. Niby się wahała, a jednak jej wahanie wcale nie trwało długo.
- Czy… czy moglibyście mi pomóc? – zapytała powoli. Brzmiała raczej żałośnie, jakby była bardzo, ale to bardzo zdesperowana. – Jest pewien mężczyzna, któremu chciałabym podarować ten wianek. Mieszka w chacie na skraju. Sama nie mogę tego zrobić… - zająknęła się. Na twarzy zmarłej odmalowało się uczucie rozpaczy. – Więzi go szalona wiedźma. Najpierw nas rozdzieliła. Mnie zamordowała a jego zabrała dla siebie. Ale on nie chce z nią być, nigdy nie chciał z nią być, wiem, że kochał mnie od pierwszej chwili, w której stanęłam na jego drodze… - opisała, spoglądając na Norę i Camerona, błagalnym wzrokiem.