23.03.2023, 02:05 ✶
Drzwi nie były zamknięte. Ledwie uchylone, ale w taki sposób, że nikły snop światła wypływał przez nie na dwór. Jakby ktoś wyszedł z domu i nie dość dokładnie je zamknął. Wystarczyło pewnie jedynie je pchnąć, by może nie wejść do środka, ale przynajmniej zobaczyć wnętrze izby, do której prowadziły.
Albo zapytać, jak zrobił to Perseus. Ze środka dobiegł dźwięk kroków. Ciężkich kroków, niezgrabnych, połączonych z pobrzękiwaniem, jakby chodzenie sprawiało ich właścicielowi jakąś namacalną trudność. Przez chwilę nawet ciemny cień zatkał snop światła wychodzący na zewnątrz, ale z jakiegoś powodu nie podszedł do samych drzwi. Wycofał się.
Ktoś, kto znajdował się w środku przystanął. Odgłosy brzęczenia ustały razem z nim. I pewnie, gdyby William zechciał podejść do okna, mógłby go w tym momencie zobaczyć: stojącego jakiś metr, może półtorej od wejścia.
- T-tak – odpowiedział nieznajomy. Głos miał męski, choć jednocześnie dość chropowaty, jakby rzadko go używał. A potem z ust mężczyzny ze środka, wypłynęły kolejne pytania. – K-kim jesteś? C-co cię tutaj sprowadza? C-chciałbyś wejść do środka? – Ostatnie zadane nieco ciszej, z wahaniem, jakby pytanie sprawiało pewną trudność pytającemu. – W-wejdź, jeśli chcesz.
William nie musiał obchodzić domu dookoła, by wyciągnąć z tego, co widział jakieś pierwsze wnioski. I budynek, i ogródek wyglądały na raczej zadbane. Daleko im było do posiadłości, które posiadali czystokrwiści, ale z pewnością ktoś dbał o to miejsce. Ścinał trawę, sadził ogródek, kwiaty, przyciął bluszcz porastający ścianę domu, w taki sposób by nie zasłonił okna.
A jednak, być może, faktycznie było w tym miejscu coś niepokojącego. Może chodziło o to, że obydwaj znaleźli się w nieznanym im wcześniej miejscu? Może przez to, że poza ich głosami i głosem dobiegającym ze środka nie było tu innych dźwięków? Żadnych komarów, cykających świerszczy, pohukiwań sowy?
Albo zapytać, jak zrobił to Perseus. Ze środka dobiegł dźwięk kroków. Ciężkich kroków, niezgrabnych, połączonych z pobrzękiwaniem, jakby chodzenie sprawiało ich właścicielowi jakąś namacalną trudność. Przez chwilę nawet ciemny cień zatkał snop światła wychodzący na zewnątrz, ale z jakiegoś powodu nie podszedł do samych drzwi. Wycofał się.
Ktoś, kto znajdował się w środku przystanął. Odgłosy brzęczenia ustały razem z nim. I pewnie, gdyby William zechciał podejść do okna, mógłby go w tym momencie zobaczyć: stojącego jakiś metr, może półtorej od wejścia.
- T-tak – odpowiedział nieznajomy. Głos miał męski, choć jednocześnie dość chropowaty, jakby rzadko go używał. A potem z ust mężczyzny ze środka, wypłynęły kolejne pytania. – K-kim jesteś? C-co cię tutaj sprowadza? C-chciałbyś wejść do środka? – Ostatnie zadane nieco ciszej, z wahaniem, jakby pytanie sprawiało pewną trudność pytającemu. – W-wejdź, jeśli chcesz.
William nie musiał obchodzić domu dookoła, by wyciągnąć z tego, co widział jakieś pierwsze wnioski. I budynek, i ogródek wyglądały na raczej zadbane. Daleko im było do posiadłości, które posiadali czystokrwiści, ale z pewnością ktoś dbał o to miejsce. Ścinał trawę, sadził ogródek, kwiaty, przyciął bluszcz porastający ścianę domu, w taki sposób by nie zasłonił okna.
A jednak, być może, faktycznie było w tym miejscu coś niepokojącego. Może chodziło o to, że obydwaj znaleźli się w nieznanym im wcześniej miejscu? Może przez to, że poza ich głosami i głosem dobiegającym ze środka nie było tu innych dźwięków? Żadnych komarów, cykających świerszczy, pohukiwań sowy?