Kobieta od ciastek... właściwie nawet dobrze, że w ten sposób ją określił - to znaczyło, że ludzie łączyli jej wypieki z nią, a to był spory suckes, chociaż i tak mógł już nie mieć znaczenia, skoro zostali wywiani na jakieś wypiździejewo. Przedstawił się jej, więc dlatego wydawał jej się znajomy, musiał być spokrewniony w jakiś sposób z jej znajomymi Lupinami. - Kojarzysz może Cecily i Cedricka? - Zapytała jeszcze, coby pociągnąć ten temat.
- Nora Figg, miło Cię poznać, chociaż sytuacja nie jest za bardzo sprzyjająca. - dodała jeszcze, bo chyba wypadałoby być kimś więcej niż kobietą od ciastek.
- Tak, żyjemy, zawsze mogło być gorzej, jeśli mam być szczera, jak ten wiatr pociągnął mnie ze sobą to myślałam, że to koniec. - Podzieliła się jeszcze swoimi rozważaniami z Lupinem. - Lekarzem? No to nie mogłam lepiej trafić. - Raczej wolała nie testować na sobie jego umiejętności, jednak sama świadomość, że gdyby jej się coś stało to ma jej kto pomóc podnosiła ją na duchu.
Figg zupełnie nie zwracała uwagę na jego jąkanie, Norka była osobą, która nie zuważała takich nieistotnych szczegółów.
- Na pewno nic jej nie jest. - Starała się go pocieszyć, chociaż sama zastanawiała się, czy z jej przyjaciółmi wszystko w porządku. W końcu na sabacie było ich wielu: Erik, z którym spędziła bardzo przyjemny wieczór, który mówił o tym, że może przydarzyć się coś złego i jak zawsze miał rację, Elliott - nowy w tym gronie, jednak czuła, że zbliżą się niedługo trochę bardziej, Salem, Brenna, Danielle, Patrick i wiele innych osób, na których jej zależało.
- Szkoda, no ale trudno, chodźmy, jakoś sobie z tym chyba poradzimy. - Nie sądziła, że kiedykolwiek przyjdzie jej dowodzić jakąś drużyną, nawet dwuosobową, ale w tym wypadku jakoś tak wyszło, że zczęła decydować.
Zbliżyli się do zjawy, która stała nad mogiłą. Nie zareagowała na ich obecność nerwowo, co nieco uspokoiło Norkę, odetchnęła głęboko. Pierwsze koty za płoty. Figg uważnie przyglądała się kobiecie, zwróciła uwagę, na to w co była ubrana. Musiała całkiem niedawno umrzeć. Nie podzieliła się tą myślą jednak ze wszystkimi obecnymi.
- Czyli jesteśmy blisko domu. - Rzuciła do Camerona, kiedy zjawa wspomniała o tym, że nadal są w Kniei Godryka. Oznaczało to, że wcale aż tak daleko ich nie wywiało.
Niestety Figg nie należała do tych osób, które były świetnie zorientowane w terenie. Wszystkie te drzewa, wydawały się jej być jednakowe, nie miała pojęcia, jak trafią do domu - może Lupin jest w tym lepszy od niej. Nie oceniając jednak, nie wyglądał jej na takiego.
Zjawa odezwała się do nich ponownie. Prosiła o pomoc, wzrok Nory przeniósł się na jej towarzysza. Figg nie odmawiała pomocy - nigdy, więc wiedziała, że i tym razem będzie tak samo. Nie była tu jednak sama, więc liczyła na to, ze Cameron również się zaangażuje, nie widziała tak naprawdę innej możliwości. Byli w tym razem, choć nie planowali tego, to dzisiaj ich drogi zostały ze sobą splecione - musieli się stąd wydostać we dwójkę.
Kiedy zjawa zaczęła jednak mówić, Nora trochę zbladła. Szalona wiedźma, która zabiła kobietę, a mężczyznę uwięziła. Spojrzała na Lupina, nie brzmiało to kolorowo. Nora Figg nie była wojowniczką, a ten chłopak przed nią też nie wyglądał na takiego, jeszcze mówił o tym, że jest medykiem. Jak mieliby sobie poradzić z wiedźmą morderczynią? - Możemy spróbować? - Powiedziała niepewnie, chociaż miała wrażenie, że pomysł nie jest najlepszy.