Kiedy jednak Hjalmar zaczął mówić, cała zamieniła się w słuch, całkowicie skupiając na opowieści i nie przerywając, póki nie skończył. Bo równie mocno, jak gadać, lubiła słuchać, a jako ciekawskie stworzenie, była chętna dowiedzieć się więcej nie tylko o sąsiadach, ale także o innej szkole magii. A temat czarnej magii… och, gdyby jej uszy były większe, strzygłaby nimi na podobieństwo królika. Zapewnienie, że on nie przepadał za czarną magią, obracała i analizowała w głowie, aż cud, że jej z uszu nie poszła para, bo choć Hjalmar mówił szczerą prawdę, ona przecież tego nie wiedziała i od razu zaczęła rozważać. Czy gdyby lubił czarną magię, to by o niej wspominał? A może uważał wiedzę o zamiłowaniach uczniów za powszechną i chciał się od niej odciąć, by nie wzbudzać podejrzeń? Tak czy inaczej, zepchnęła te myśli na bok, bo nie zamierzała uprzedzać się do Nordgersimów, zwłaszcza, że Hjalmar zdawał się człowiekiem uprzejmym, znosił jej gadaninę przyzwoicie i był wyraźnie oddany swojej pracy.
- To faktycznie zupełnie inaczej niż u nas – przyznała, trochę tym tematem zafascynowana. Czy wynikało to z mentalności ludzi w tamtych regionach? Tradycji? Tego, że szkoła zapewne została założona przez kogoś takiego, jak Slytherin, skoro nie przyjmowano tam podobno mugolaków? – Jeśli zrobimy coś wbrew regulaminowi, karają nas szlabanami i utratą punktów Domu, ale czasem mam wrażenie, że niektórzy nauczyciele bawią się z uczniami celowo w kotka i myszkę. Zwłaszcza dyrektor. Czy zdołasz się wymknąć z Pokoju Wspólnego nocą i nie dasz się złapać? Czy znajdziesz jakieś tajemne przejście i nie wzbudzisz niczyich podejrzeń? Jakby niektórzy uważali, że mamy prawo spróbować. Chociaż są i tacy, dla których dyscyplina i porządek są bóstwami. Za to za czarną magię… myślę, że gdyby kogoś na niej przyłapać, dostałby najpierw miesięczny szlaban, potem zawieszenie, a za trzecim razem wyleciał ze szkoły.
Teoria i praktyka czarnej magii. A potem byli zdziwieni, że wyhodowali sobie takiego Grindewalda.
Z drugiej strony Voldemort prawdopodobnie chodził do Hogwartu…
- Nie ma później z tym problemów? Czarna magia podobno… wypacza. Chce się więcej. Skoro obowiązkowo uczy się tego siedemnastolatków, to nie sprawia, że później siły porządkowe mają pełne ręce roboty? – zapytała. Nie była pewna, czy źle tego nie odczyta, ale komuś z jej zawodem brzmiało to jak przepis na: dziś wtorek, więc będziemy mieli sprawę kogoś, kto składa masowe ofiary, a w środę pewnie trafi się jakiś nekromanta ożywiający całe cmentarze… Wyglądało to prawie jak hodowla czarnoksiężników!
Nie obraziła się na jego stwierdzenie. A przynajmniej na to nie wyglądało, bo uśmiechnęła się na nie.
- Nie wszyscy. Niektórym z nich zdarza się grozić mi silenco, więc istnieje szansa, że nie zagadają cię tak od razu na śmierć – zapewniła, bo mama i dziadek mogliby się na nią obrazić, gdyby trafili na jakąś czarną listę z jej powodu. – Ale muszę uczciwie przyznać, że jedna z moich kuzynek czasem potrafi mi w tym zakresie dorównać. Nie każdy jest gotowy na rozmowę z nami dwiema na raz, chociaż wtedy staram się trochę hamować. Także to nie jest cecha angielskich czarodziei. Ani nawet całej mojej rodziny.