• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[04/1972] Powroty | Geraldine & Mellvyn

[04/1972] Powroty | Geraldine & Mellvyn
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#11
17.05.2023, 10:47  ✶  

Nie umiała się na niego złościć. Nie potrafiła. Czuła, że jest w tym wszystkim tak bardzo zagubiony, że chwytało ją to za serce. Widok łez, które płynęły mu po policzkach wcale tego nie ułatwiał. Miała ochotę po prostu się do niego przytulić, zabrać te wszystkie złe myśli. Jakby w ogóle przytulenie mogło pomóc. Zdawała sobie sprawę, że potrzebne jest dużo więcej, bardzo dużo więcej.

- Nie miałeś dać mi wygrać, mieliśmy to wygrać razem. - Przecież o to jej chodziło. Nie o to, żeby robił to co ona chce. Nie w tym był sens. Przymknęła oczy, gdy pogłaskał ją po głowie, wszystko odeszło, całe jej zdenerwowanie, najważniejsze, że był tuż obok.

Uśmiechnęła się, gdy dotknął jej policzka. Mógł wyczuć zmianę jej nastroju, jakby to wszystko przed chwilą wcale się nie wydarzyło, jakby zupełnie zapomniała o tym rozczarowaniu. W końcu czekał tu na nią, tak jak się spodziewała, to, że się naćpał nie było przecież najgorsze, każdemu się zdarza chwila słabości. Ważne, że teraz był obok, może trochę nieobecny, ale był. Nie uciekł od niej. Został. To było istotne.

Wpatrywała się w jego twarz. Czekała, aż wydusi to z siebie. Musiało być to ciężkie, bo zdecydowanie nie chciało mu przejść przez gardło. Po chwili miała dowiedzieć się dlaczego. Źrenice jej się rozszerzyły, wpatrywała się w niego. Zamarła przy tym. Czuła, zimny dreszcz, który przeszedł jej po plecach. To było okropne. Próbowała zrozumieć dlaczego. Nie potrafiła. Jak w ogóle mógł o tym myśleć. Może zlekceważyła jego stan? Może źle to wszystko interpretowała. Tyle, że przecież ostatnio jego największym problemem było to, że ma tak mało czasu, dlaczego kurwa teraz chciał sobie odebrać i to co mu pozostało? Nie umiała tego zrozumieć.

Czy był aż tak nieszczęśliwy, że chciał odebrać sobie życie. Jak mogła tego nie dostrzegać, była ślepa, głupia, nawina. Zaczynała się gotować. Przecież mogłaby dzisiaj zastać tu ciało, chłodne bez życia. Nie poradziłaby sobie z tym.  - Co Cię powstrzymało? - Ton jej głosu był nieprzyjemny, wzięła bardzo mocno do siebie te słowa, to wszystko, co przed chwilą powiedział, czym się z nią podzielił. Walczyła, ze sobą, żeby się nie rozpłakać, bo i dla niej to było zbyt wiele.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#12
19.05.2023, 17:18  ✶  
Wbił wzrok w podłogę, unosząc brwi i pozwalając łzom płynąć. Na jego twarzy mieszało się zaskoczenie, bezradność i rozczarowanie. Nie spodziewał się, że tak mocno dotknie ją to, co przed chwilą powiedział. Przez trzy dekady życia temat samobójstwa zdążył mu spowszednieć do tego stopnia, że myślenie o nim było jak myślenie o uboju zwierząt. Niezbyt przyjemne, prawda, ale ktoś, gdzieś i kiedyś musiał to robić, taki był porządek rzeczy. Słabi umierają, żeby silni mogli żyć. Żeby silni mogli ich zeżreć.
Nie był pewien, co powinien teraz zrobić. Mrużył oczy, patrzył w podłogę, oblizywał nerwowo usta. Zjebał, nie? Zdecydowanie zjebał. Jednak pierwszy impuls okazał się być słuszny - nie powinien jej tego mówić w ogóle.

Oh, no przecież: o to chodziło z tym księżycem i tą chmurą. Ona była księżycem a on był chmurą. To było takie proste, dlaczego nie odgadnął tego wcześniej? Byłby może nie wyssał z niej światła. Nie płakałaby teraz.

Poderwał się chwiejnie z krzesła, które teraz wydało mu się giąć pod ręką, jak pędy wierzbowe. Chwycił w dłonie oparcie, starając się nie przewrócić w bok. Kurwa, nawet podłoga była miękka. Lepka. Jak świeże błoto na zalanej łące. Praktycznie mógł poczuć swąd gnijącej po roztopach trawy, mógł usłyszeć skrzekot budzących się do życia żab. Kalosze na jego nogach, po co on tam szedł?
Po whisky, żeby się najebać. Ledwo kilka kroków starczyło, żeby znalazł się u jej boku. Najpierw wyciągnął rękę po butelkę, którą wciąż trzymała w dłoni, później jednak wymamrotał coś pod nosem i niezgrabnie siadł na płytkach razem z nią.

Wiedział, co chciała usłyszeć, i tak bardzo chciał jej to dać, ale gdy patrzył na nią, gdy patrzył na jej ściągniętą bólem twarz, uświadomił sobie, że po prostu nie mógł. To nie była prawda. Nie miał wcale żadnego wzniosłego, szlachetnego, ani wzruszającego powodu. Miał tylko rutynę, pewną formę znudzenia. Braku zaufania do siebie i swoich emocji.
- To, że to nie był pierwszy raz. - Zaśmiał się z desperacją, która upodabniała jego śmiech do płaczu. - I tyle. To wszystko.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#13
19.05.2023, 18:02  ✶  

Widok łez okropnie ją poruszał. Nie była przyzwyczajona do takiego zachowania. Zresztą sama Yaxley praktycznie nigdy nie płakała. Tylko wtedy, kiedy czuła bezradność. Było to tak frustrujące, że powodowało u niej łzy. Tak stało się też teraz. Czuła, że nie jest w stanie mu pomóc, nie wiedziała co robić. Zaczęła szlochać z powodu tej okropnej niemocy, która ją ogarnęła.

Schowała twarz w dłoniach. Próbowała się uspokoić, bo nie przywykła do tego, że ktoś widział jak płacze. Jeśli już to robiła to z dala od wszystkich, zamknięta w swojej sypialni. Nie, żeby wydawało jej się, że Mellvyn zwróci na to uwagę, bo miała wrażenie, że jest gdzieś indziej. Mimo wszystko sprawiało jej to dyskomfort, nie znosiła się rozklejać i pokazywać swoich emocji. Uważała to za słabość, a ona musiała być silna.

Nim wypuściła butelkę ze swoich dłoni przetarła ręką twarz, powoli zaczynała się uspokajać, chociaż nie szło jej to najlepiej. Upiła łyka, zanim mu ją oddała. Chciała, żeby alkohol wreszcie zaczął działać, chciała jakoś stłumić te wszystkie emocje, które zaczynały przejmować władzę nad jej ciałem. Nie wychodziło jej to jednak zupełnie.

Każde słowa, które wypowiadał powodowały u niej coraz silniejszy ból. Jak to w ogóle możliwe, że ktoś mógł kilka razy myśleć, o tym że chciałby sobie odebrać życie. Jak bardzo nieszczęśliwy był? Czym to było spowodowane, dlaczego chciał to zrobić? Nie umiała zrozumieć. Próbowała, ale było to dla niej zbyt wiele.

Przesunęła swoje nogi do klatki piersiowej i objęła je ramionami. Przyglądała się teraz Ollivanderowi, z jej oczu nadal płynęły łzy, przestała już jednak szlochać - choć tyle jej się udało zrobić. - Pewnie też nie ostatni, co? - Powiedziała jeszcze do niego. Ton jej głosu nadal był chłodny, choć naprawdę starała się go zrozumieć, to nie potrafiła.

- Teraz, kiedy próbuje Ci pomóc, obiecałam, że znajdę to jebane lekarstwo na nocną marę, kurwa idealny moment, żeby się zajebać. - Myślała, że choć trochę zależy mu na tym, żeby żyć. Po co było to wszystko? - Czy to ta świadomość, że możesz sam zadecydować o końcu? Próbuje zrozumieć, ale chujowo mi to idzie. Mam nadzieję, że mi wybaczysz, nie jestem ekspertem. - Dodała jeszcze, chociaż miała wrażenie, że cała ta rozmowa nie miała najmniejszego sensu, szczególnie, że był naćpany.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#14
19.05.2023, 21:22  ✶  
To istotnie było za dużo. Patrzył na jej łzy mokrymi oczyma i zgrzytał zębami. Był bezradny. Ścisnęło mu żołądek, kiedy zakryła twarz dłońmi. W pierwszej chwili nie potrafił zrozumieć, dlaczego tak drobny gest sprawił mu taki ból, ale później zrozumiał - wstydziła się przed nim płakać, co oznaczało, że mu nie ufała.

Miał taki problem ze skupieniem myśli. Powietrze było za ciężkie, światło świecy za ciemne, mrowiła go skóra na całym ciele, aż przechodziły go dreszcze. Podrapał się po lewym przedramieniu, później po prawym, ale niewiele ulgi mu to przyniosło.
Westchnął i upił z butelki, krzywiąc się później paskudnie. Alkohol palił za mocno, aż go zamdliło.
- Pewnie nie ostatni - przytaknął słabym, zachrypniętym głosem i napił się znowu.
Potem kaszlał i gdy to robił, czuł, jak coś dziwnego, nieprzyjemnie chłodnego rozpełza się pod jego skórą. Miał wrażenie, że cała pulsuje od poruszającego się pod jej powierzchnią robactwa.
Wiedział, że nie było z nim za dobrze. Na szczęście nie był to pierwszy raz.

Pośpiesznie, na raty, wlał w siebie dobrą szklankę whisky, później odstawił butelkę na płytki, daleko od siebie. Starał się odciąć od myślenia o swoim ciele, więc znów przeniósł wzrok na Jego Panią. Wpatrywał się w nią dobrą chwilę, powoli kończył płakać.
To było tak kurewsko miłe, że się tak starała. Nie mógł zrozumieć dlaczego. Nie chciał jej jednak o to pytać, bo sam też nie potrafiłaby wyjaśnić większości swoich decyzji. Podejmował je ze względu na silne uczucia, które nie podlegały rozsądkowi. Być może ona też.

Uśmiechnął się i zbolałe spojrzenie znów skierował na okno. Widział za nim księżyc, jego srebrzysta tarcza wyglądała spomiędzy kilku postrzępionych chmur. Może nie było aż tak źle?
- To poczucie winy. Myśl, że nie jestem wystarczająco dobry, żeby żyć - tłumaczył, mamrocząc cicho. -  Dlatego taką przyjemność sprawia mi, kiedy mnie ranisz.

Zaśmiał się, bo głupio mu było, ale zmusił się do spojrzenia jej w oczy. Siedział skrzyżnie, ale z upływem czasu coraz mocniej słał się do tyłu.
- To jak pokuta. Miłosierna i zbawienna kara wymierzona przez kogoś, kto mnie kocha.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#15
19.05.2023, 22:06  ✶  

Spodziewała się takiej odpowiedzi, mimo wszystko ukłuło ją to bardzo. Ciężko było wysłuchiwać takich słów, inaczej kiedy sobie gdybała jednak teraz miała pewność. Potwierdziło to jedynie, że nie będzie łatwo. Od samego początku zresztą cała ta sytuacja była dosyć mocno skomplikowana. Mieli wiele do przepracowania, jednak zdecydowanie potrzebowała więcej czasu, aby móc w jakikolwiek sposób na niego wpłynąć. Teraz zdawała sobie sprawę, że te chwilowe zmiany były złudne, nie były prawdziwe. Krótki moment abstynencji, może trwałby dłużej, gdyby nie wyjechała, ale nie mogła ciągle siedzieć na miejscu. Nie w przypadku tej drogi którą podążała do tej pory. Mogłaby póki co zacząć zajmować się zleceniamy w okolicy, ale szybko wypadałaby z obiegu, ale może było warto? Wiele myśli teraz się pojawiało, bedzie musiała na spokojnie zadecydować, co będzie dla nich najlepsze. Bo podjęła decyzję, miała się nim zaopiekować i pewna była, że nie powtórzy już tego błędu. Nie zostawi go samego. Dopóki nie będzie miała pewności.

Odstawił butelkę, Gerry nie czekała zbyt długo, tylko od razu po nią sięgnęła. Upiła spory łyk. Zaczynała czuć alkohol buzujący we krwi, powoli zaczynała osiągać ten stan, na którym tak jej zależało. Otępienie powinno przyjść niedługo. Nie będzie tak przeżywać wszystkiego, oby, bo przecież zawsze mógł jedynie spotęgować te niezbyt przyjemne uczucia.

Nie jestem wystarczająco dobry. Strasznie jej się zrobiło smutno, zastanawiała się skąd w ogóle mu się to wzięło. Kiedy zaczął tak o sobie myśleć, z czego wynikało. Zabolało ją, że ma takie niskie poczucie wartości. Nie przestawała na niego spoglądać, przesunęła się bliżej Mellvyna, zależało jej na tym, aby czuł, że ma w niej wsparcie. Przecież była tu dla niego, nie bez powodu zaprosiła go do swojego życia.

- Próbuję zrozumieć, czemu jesteś winny. Co takiego zrobiłeś, że teraz musisz pokutować. Co to znaczy być wystarczająco dobrym, kto jest w stanie w ogóle to ocenić. - Ton jej głosu się zmienił, mówiła spokojniej. Przestała też już płakać, jedynie policzki jeszcze miała mokre od łez, a oczy nieco zapuchnięte. Naprawdę zależało jej na tym, aby go zrozumieć. Nie chciała ignorować jego słów.

Wyciągnęła dłoń w kierunku jego policzka. Chciała go dotknąć, zależało jej na tym, żeby wiedział, że jest tu z nim. - Dam Ci wszystko, czego potrzebujesz, tylko mnie nie zostawiaj tutaj, samej. - Przywykła już bowiem do tej myśli, że ma go obok i nie chciała, żeby się to zmieniło.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#16
20.05.2023, 12:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.05.2023, 12:34 przez Mellvyn Ollivander.)  
Czemu jest winny? Co takiego zrobił? Czy ona w ogóle go znała? Musiała naprawdę niewiele wiedzieć o jego życiu. Faktycznie, prawie niczego jeszcze jej nie opowiedział. Nie tyle, że nie chciał, że coś przed nią ukrywał; po prostu nie zdążył. Znali się tak krótko, to oczywiste, że mogła jeszcze być nim oczarowana. Jeszcze mie zdążył jej zmęczyć. Przetarł palcami oczy, znowu zanosząc się szlochem albo śmiechem. Przyjdzie czas i ma nią, skoro nawet swojego ojca zdążył zmęczyć.
- O, ja jestem skurwysynem, uwierz mi - odparł. - Ale najgorsze jest to, że w kółko wszystko niszczę. Cyklicznie. Nie mogę się powstrzymać.
Wmuszony w bólach trunek powoli wchodził mu na łeb, widać to było po jego niemrawym uśmiechu i zamaszystej gestykulacji skoordynowanej jeszcze gorzej, niż wcześniej.

Ostrożnie zdjął dłoń ze swojego policzka i pocałował jej wierzch.
- Czuję krew? - szepnął, starając się ignorować cienie barwnych wzorów, które powtarzalnie kwitły na jasnej skórze Jego Pani.

Podciągnął jej rękaw, odsłaniając przedramię i zdobiący je przesiąknięty czerwienią opatrunek.
- Boże - mruknął, podnosząc wzrok na jej twarz. - Chodź się położyć, muszę pomyśleć.
Później płynnie wypuścił z rąk jej dłoń i osunął się do tyłu. Ległszy brzuchem do góry na zimnych płytkach, zaczął niezdarnie rozpinać koszulę. Czemu tu było tak duszno?
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#17
20.05.2023, 19:58  ✶  

Nie sądziła, żeby Mellvyn był aż takim skurwysynem za jakiego się uważał. W swoim życiu było dane jej poznać ich wielu i trochę się od niego różnili. Spotykała ludzi, którzy nie mieli oporów przed tym, aby zabijać, żeby dążyć do swoich celów. Nie musiała szukać daleko, w końcu jej rodzina aktualnie angażowała się w to, aby pozbyć się mugolaków ze świata czarodziejów, tylko dlatego, że nie należeli do tego miejsca od dawna. Jej młodszy brat zabił jej ukochanego królika na jej oczach bez żadnego zawahania. Została wychowana w naprawdę specyficznej rodzinie, gdzie przemoc fizyczna i psychiczna nie była niczym dziwnym. Może przez to miała nieco inny poziom tolerowania zachowania ludzi, którzy znajdowali się wokół niej. Tak naprawdę przyzwyczaiła się do tego. Wiele w swoim życiu widziała.

- Pewnie nie bez powodu wszystko niszczysz, skądś się musiało się to wziąć. - Mógł zauważyć, że wcale jej to nie przerażało. Geraldine naprawdę wiele przeżyła, sporo osób sama zostawiła za sobą bojąc się przywiązania, które uważała za największą słabość. Dążyła do niezależności, która z czasem zaczęła jej ciążyć. Dopiero niedawno odkryła, że przez to wszystko jej życie stało się nic nie warte.

Uśmiechnęła się, gdy pocałował jej dłoń. Cieszyła się mimo wszystko, że jest tutaj z nią, że czekał na nią, choć może nie do końca wyglądało to tak, jakby chciała. Jednak sama świadomość, że nie była dzisiaj sama wystarczała jej. - Nic się przed tobą nie ukryje. - Skomentowała krótko. Nie było to nic nowego, zazwyczaj polowania przynosiły ze sobą nowe rany i kolejne blizny do kolekcji.

- To tylko draśnięcie, i tamten skończył gorzej. - Rzekła jeszcze, choć ujebał ją dosyć mocno wolała jakoś specjalnie tego nie roztrząsać. W jej zawodzie ryzyko było codziennością, mogła zostać zeżarta, a skończyło się tylko na zębach wbitych w przedramię.

Nim się położyła sięgnęła jeszcze po paczkę fajek, która znajdowała się na blacie. Odpaliła sobie papierosa i legła na podłodze obok niego. Wpatrywała się w sufit zaciągając się przy tym dymem. Było całkiem przyjemnie, jakby jeszcze przed chwilą nie rozmawiali o tym, że chciał się zabić.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#18
21.05.2023, 09:19  ✶  
Śledził ją wzrokiem, gdy szła po fajkę, i uśmiechał się do niej. Była taka dobra, była taka miła. Zupełnie, jakby wypierała to, co w kółko próbował jej przekazać.
- Skąd? Z mojego spierdolenia - niemal wypluł to zdanie; mogła wyczuć jego gorejące obrzydzenie. - Zostawiłem mojego ojca i mojego brata, jak moja matka się zabiła. Później zostawiłem Partię, kiedy ledwo zaczęli mi ufać. Było tyle do zrobienia, ale ja musiałem uciekać. Musiałem uciekać przed Miką, którą też zostawiłem, kiedy mnie potrzebowała. Później zostawiłem mojego przyjaciela, Dragana, kiedy go aresztowali. A na sam koniec jeszcze spierdoliłem tutaj i nawet nie umiem znaleźć normalnej pracy. Ukrywam przed rodziną wszystko. Chyba ani razu w życiu nie byłem z nimi szczery.
Wyraźnie wkurwiało go to, jak chaotycznie próbował jej to wszystko tłumaczyć, ale był zbyt naćpany i zbyt pijany, żeby wyłożyć to jakkolwiek inaczej. Może później, może kiedy indziej, ale wyjaśni jej swoje spierdolenie klarowniej. Tak, żeby doskonale wiedziała, na co się pisze. Albo na co się nie pisze. Z niewypowiedzianą trwogą zastanawiał się, czy Geraldine jednak się nie wycofa. Bo mogła. Dzisiaj czy jutro, zawsze mogła. Powinien się na to przygotować.

Leżał na wznak, obserwując bezustannie mieniący się nowymi barwami sufit. Rozpoznawał w tym urojonym kalejdoskopie multum floralnych motywów, kwiaty rozkwitały i więdły przed jego oczami, jakby w ciągu sekundy mógł przejrzeć przez całe lata, całe dekady upływającego czasu.
- To całkiem możliwe, że jestem ojcem, wiesz? - wybełkotał, zaraz po tym parskając gorzkim śmiechem.

Ale był tu z nią, była tuż obok. Czuł promieniujące od niej ciepło, czuł jej lekko słodkawy zapach, ta woń mieszająca się z szorstkim żelazem schnącej krwi. Myślał dłuższą chwilę, oddychając niespokojnie i... mrucząc? Pomrukiwał rytmicznie, jakby dla pobudzenia tych ideai powoli spływających z meandrów zwojów mózgowych.
A później zaśmiał się znowu i wyciągnął do niej rękę, do Jego Pani. Mogła poczuć, jak jego palce przesuwają się po jej szyi, później po ramieniu. Błądził, błądził, na ślepo próbując odnaleźć dłoń. Paliła teraz papierosa, więc jedyna co, to mógł zatrzymać się w zagięciu jej łokcia i je objąć.
- A. Nie zaprzeczyłaś - mruknął z jakby satysfakcją w głosie. - Nie zaprzeczyłaś, kiedy powiedziałem, że karze mnie ktoś, kto mnie kocha.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#19
21.05.2023, 10:30  ✶  

Westchnęła ciężko, kiedy usłyszała te wszystkie słowa, które wypowiedział. W ciągu kilku sekund powiedział jej więcej o sobie niż przez cały ten czas kiedy ze sobą przebywali. No, ale się otworzył, czuła, że jest to jakiś sukces, skoro się z nią tym wszystkim podzielił, w przecież na tym najbardziej jej zależało. Sama nie wiedziała dlaczego, ale czuła, że jest coś więcej w tym, że ich drogi skrzyżowały się właśnie w  tym momencie. Musiało być w tym coś głębszego.

Próbowała sobie ułożyć w głowie to wszystko, ale nie było to łatwe zważając na to, że udało jej się trochę upić. Myślenie szło jej nieco wolniej niż zazwyczaj. Dłuższą chwilę milczała, musiała zebrać myśli. - Przykro mi z powodu Twojej matki. - Bo to musiało być bolesne przeżyć coś takiego. Świadomość, że jedna z najważniejszych osób w Twoim życiu nie chciała dłużej egzystować w tym miejscu nawet dla Ciebie, wolała sobie nie wyobrażać jak bardzo musiało go to uderzyć. Nie umiała sobie wyobrazić jak cierpiał. Cała reszta wydawała jej się nieistotna. Rozumiała ucieczkę bardzo dobrze, samej zdarzyło jej się postępować w podobny sposób, a nie przeżyła w swoim życiu takiego dramatu jak on.

- Czasem w ukrywaniu wszystkiego nie ma nic złego. Szczególnie przed rodziną. - Nie martwili się dzięki temu, problemy pozostawały z dala od nich, co było bardziej formą obrony ich przed informacjami. Sugerowałoby to, że mu zależy, żeby się nie martwili. W jakiś dziwny sposób odbierała to bardziej jako coś dobrego. Może po prostu wybielała jego postępowanie, bo sama robiła podobnie?

- Faceci mają gorzej, bo nigdy nie masz pewności, u nas przynajmniej wiesz, że na pewno jest Twoje. - Nie było w tym nawet nic dziwnego, gdyby zostawił gdzieś po drodze jakiegoś potomka, takie rzeczy się zdarzają. Nie zrobiło to na niej specjalnego wrażenia.

Yaxley przymknęła oczy. Nie spodziewała się, że ta podłoga może być taka wygodna, a może to ona po prostu była już zmęczona? Przyjemny dreszcz przeszedł jej ciało, gdy dotknął jej szyi. Nie spodziewała się tego zupełnie. Przyjemność sprawiał jej jego dotyk, czuła, że zaczyna jej się robić przyjemnie ciepło gdzieś w środku.

Wstrzymała oddech, kiedy się odezwał. Nie była przyzwyczajona do tego, aby mówić o swoich uczuciach, nie umiała ich nazywać. Nie zaprzeczyła, bo nie byłoby to szczere, a ona ceniła sobie prawdę. Tylko czy faktycznie go kochała? Znali się krótko, jednak nie był jej obojętny, myślała o nim ciągle; o tym co robił, jak jej nie było, czy sobie radzi, jak się czuje, każdą pierdołą chciała się z nim dzielić. Znalazł się w jej życiu zupełnie niespodziewanie, ale nie potrafiła sobie go aktualnie wyobrazić bez niego. Może faktycznie była to miłość? Nie miała pojęcia, jak inaczej to nazwać.

- Nie zaprzeczyłam. - Powiedziała cicho, a głos jej zadrżał. - Gdybym zaprzeczyła to bym skłamała, a ja nie kłamię. - Powinien już to zauważyć. - Kocham Cię. - Może było to naiwne, nieoczekiwane i nie do końca do niej pasowało, ale się tym z nim podzieliła. Alkohol zdecydowanie ułatwił sprawę, bo nie myślała nad tym specjalnie długo.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#20
21.05.2023, 11:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.05.2023, 20:44 przez Mellvyn Ollivander.)  
Przewrócił oczami, kiedy wyraziła kondolencje z powodu śmierci jego matki. Jedynym, co obecnie czuł w związku z jej samobójstwem, był gniew. Naprawdę zdążył już wycisnąć resztki soków z tej cholernej żałoby, w końcu to przez nią rzucił całą karierę i uciekł na drugi koniec Europy na prawie półtorej dekady.
Z kadżą chwilą coraz bardziej dogłębnie uświadamiał sobie, że Geraldine mogła wybaczyć mu wszystko. Jakby zupełnie omijała te jego słowa, w których opowiadał o swoich najbardziej spierdolonych decyzjach, które dotkliwie zraniły jego najbliższych, kimkolwiek by oni na owym etapie życia nie byli. Dosłownie nie było sposobu, żeby ją odstraszyć, mogła usprawiedliwić wszystko, łącznie nawet z porzuconym dzieckiem.
- Jeśli faktycznie je urodziła, to na pewno jest moje - jęknął, palcami prawej ręki przecierając oczy. - Ona naprawdę nie była osobą, która ruchałaby się z kimś innym.
Ale on był. Kurwa, czemu on był?

Gładził wierzch jej dłoni, gdy w jego wnętrzu walczyła satysfakcja i rozgoryczenie. Nie mógł odciąć się od tego, jak bardzo był sobą rozczarowany, jak bardzo się sobą brzydził, jednak właśnie teraz, w tym momencie, musiał jakoś zrozumieć, że ktoś mógł go kochać, że ona mogła go kochać. Kurwa, sam przecież przymusił ją do tego, żeby przyznała się do swoich uczuć. Nawet w tak prostych, egzemplifikacyjny przypadkach nie był w stanie podejmować sensownych decyzji, jakkolwiek zmyślnie planować przyszłości.
Czuł się, jak jebany drapieżnik. Jakby zwodził ją celowo, samemu znając całą prawdę. Jakby prowadził ją w zasadzkę, jakby miał ją spętać jakoś i na niej żerować. Nie miał najmniejszej wątpliwości, że ona była szczera, ale on? Wszystko, co mógłby teraz powiedzieć, wydawało mu się fałszywe.

Po dłuższym milczeniu, spojrzał na nią nagle i obserwował jej opuchnięte oczy przez chwilę. Prześledził wzrokiem dym unoszący się z fajki, którą właśnie dopalała. Powoli dochodziło do niego to, jak bardzo byli zmęczeni. Niedługo zupełnie skończy się jego psychodeliczny haj, zostanie mu tylko upojenie alkoholem. Zwykła whisky to było dla niego zdecydowanie za mało.
- Przepraszam - mruknął.
Właśnie podpisała cyrograf. Zwyczajnie jeszcze o tym nie wiedziała.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Geraldine Greengrass-Yaxley (4228), Mellvyn Ollivander (3450)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa