31.07.2023, 21:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.07.2023, 21:57 przez Brenna Longbottom.)
- Oczywiście, że nie. Nie byłbyś Ślizgonem, gdybyś mi zaufał – zgodziła się z nim Brenna bez oporów. Chociaż w tych miłych, szkolnych czasach, tak naprawdę nie miała wobec uczniów ze Slytherinu żadnych uprzedzeń i na pewno była dużo bardziej ufna niż miała się stać w przyszłości. Chwilowo Laurent wydał się jej po prostu miły, bo ostatecznie nie zwyzywał jej ani nie pobiegł do nauczycieli, i miał całkiem cięty dowcip, co ceniła. Tym, co on myślał o niej z kolei niezbyt zaprzątała sobie głowę, bo jak na nastolatkę była wobec tego zdumiewająco beztroska – póki ktoś przed nią nie uciekał albo nie okazywał jawnie niechęci, jakoś zawsze zakładała, że wszystko jest w porządku. – Ocenisz i jak ci się nie spodobają, wywalisz do kosza. Chodzi o te? – spytała, wskazując na te biedne notatki, ostatnio tak źle potraktowane. I była gotowa je zebrać, by w najbliższym czasie faktycznie zabrać się za ich przepisywanie. Nie było to nawet tak bolesne, bo przed tymi cholernymi OWUTEmami, które czekały ją dopiero za rok, ale o których wszyscy wciąż mówili, i tak będzie musiała powtarzać tony materiału…
Uśmiechnęła się szerzej, kiedy wyczarował drabinę. Mało brakowało, a wybuchłaby śmiechem, spoglądając na drabinę. Na to jakoś nie wpadła do tej pory.
- Świetny patent, użyję następnym razem, jak jakiś dach wyda mi się nieosiągalny – obiecała, starając się mówić z powagą. Ciężko było powiedzieć, czy naprawdę spróbuje transmutować coś w drabinę, czy tylko sobie żartowała. Prawdę mówiąc, w tej chwili sama nie była pewna. – Woźny? Co ty. Jest na to o wiele za wolny. Poza tym dachy Hogwartu jednak wykraczają poza moją skalę. Tutaj jestem grzeczna. Zwykle.
Poza okazyjnymi wycieczkami do Zakazanego Lasu, by trenować w nim zakazaną w tym wieku animagię animagię i wyciąganiu Mavelle na równie zakazane, nocne poszukiwania magicznych korytarzy. Ale tak ogólnie, to gdzieś od czwartego roku była prawie grzeczna. Większość czasu spędzała jednak na nauce albo trajkotaniu nad uszami znajomych i krewnych tak, że uszy te nie schły tylko dlatego, że Brenna miała wiele celów i cele te mogły dzięki rotacji czasem odpocząć.
– No tak, jest starszy – przytaknęła z powagą, gdy Laurent przyznał, że znał jej brata. Dzięki temu jej światopogląd nie został jeszcze zburzony. – Osiągnięciem? To byłoby legendarne. Ja też przeszłabym do legendy, bo jestem prawie pewna, że Rosier z siódmego roku zadbałby, żebym potem znikła w tajemniczych okolicznościach – oświadczyła pogodnie. Nie patrzyła teraz na Prewetta, a znicz. Jakby z pewnym namysłem. Przywoływanie wcześniej nie zadziałało, może go zabezpieczono by szukający nie oszukiwali, ale…
Machnęła różdżką. Gumowa substancja uderzyła w znicz, przyklejając go do dachu szklarni, a Brenna uśmiechnęła się z satysfakcją. Przy odrobinie szczęścia zaklęcie utrzyma się dostatecznie długo, by mogła tu wrócić.
– Bo prosiła mnie koleżanka. Nie powinna była ich oglądać, a on nawiał, jak otworzyła pudełko. Ona nie wejdzie na dach, takie rzeczy nie bardzo jej idą, ja tak – stwierdziła, chowając różdżkę. – To co? Idziemy?
Uśmiechnęła się szerzej, kiedy wyczarował drabinę. Mało brakowało, a wybuchłaby śmiechem, spoglądając na drabinę. Na to jakoś nie wpadła do tej pory.
- Świetny patent, użyję następnym razem, jak jakiś dach wyda mi się nieosiągalny – obiecała, starając się mówić z powagą. Ciężko było powiedzieć, czy naprawdę spróbuje transmutować coś w drabinę, czy tylko sobie żartowała. Prawdę mówiąc, w tej chwili sama nie była pewna. – Woźny? Co ty. Jest na to o wiele za wolny. Poza tym dachy Hogwartu jednak wykraczają poza moją skalę. Tutaj jestem grzeczna. Zwykle.
Poza okazyjnymi wycieczkami do Zakazanego Lasu, by trenować w nim zakazaną w tym wieku animagię animagię i wyciąganiu Mavelle na równie zakazane, nocne poszukiwania magicznych korytarzy. Ale tak ogólnie, to gdzieś od czwartego roku była prawie grzeczna. Większość czasu spędzała jednak na nauce albo trajkotaniu nad uszami znajomych i krewnych tak, że uszy te nie schły tylko dlatego, że Brenna miała wiele celów i cele te mogły dzięki rotacji czasem odpocząć.
– No tak, jest starszy – przytaknęła z powagą, gdy Laurent przyznał, że znał jej brata. Dzięki temu jej światopogląd nie został jeszcze zburzony. – Osiągnięciem? To byłoby legendarne. Ja też przeszłabym do legendy, bo jestem prawie pewna, że Rosier z siódmego roku zadbałby, żebym potem znikła w tajemniczych okolicznościach – oświadczyła pogodnie. Nie patrzyła teraz na Prewetta, a znicz. Jakby z pewnym namysłem. Przywoływanie wcześniej nie zadziałało, może go zabezpieczono by szukający nie oszukiwali, ale…
Machnęła różdżką. Gumowa substancja uderzyła w znicz, przyklejając go do dachu szklarni, a Brenna uśmiechnęła się z satysfakcją. Przy odrobinie szczęścia zaklęcie utrzyma się dostatecznie długo, by mogła tu wrócić.
– Bo prosiła mnie koleżanka. Nie powinna była ich oglądać, a on nawiał, jak otworzyła pudełko. Ona nie wejdzie na dach, takie rzeczy nie bardzo jej idą, ja tak – stwierdziła, chowając różdżkę. – To co? Idziemy?
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.