Francuz mądry po szkodzie… Tylko przysłowie nie dotyczyło francuzów, a i on francuzem w pełni nie był. Prawda była jednak taka, że pomimo ostrożności i dystansu, z jakim do pewnych spraw podchodził Kayden, miał tendencję do wpadania po uszy w bagno przez swoją ciekawość. To była ta szkoda, która powinna go nauczyć, kiedy miał się wycofać, a kiedy brnąć na przód… Tyle że jak na razie nic się takiego nie stało, więc dalej pozwalał ciekawości na badanie terenu. Wiedział jednak doskonale, że to nie była jego bajka i właściwie to wcale nie powinien tu być. No, ale jak już tu się pofatygował, głupio by było wracać z pustymi rękoma, więc i wycofać się też nie chciał za szybko. No i ta parszywa ciekawość, kiedy to Brenna wypowiedziała na głos swoje wątpliwości dotyczące halucynacji. Było to bowiem dość kluczowe w tej sprawie, słowo „halucynacja” stało pod znakiem zapytania.
- Cóż… o halucynacjach mówili mugole, a jak wiadomo, lubią tłumaczyć sobie magię wszystkim, tylko nie magią. - Stwierdził, również zaczynając się zastanawiać, czy to naprawdę o halucynacje tu chodziło. - Słuchaj, mnie Ministerstwo nie przysyłało, tylko rodzina, która siedzi ze mną w archeologii i chciała, żebym się rozejrzał. Rzucił okiem, czy czasami ten antyk nie jest czasem bardzo wartościowy. Szczerze ci powiem, że spodziewałem się jakiegoś runicznego artefaktu na podium, a nie… - Mlasnął językiem. - …tego. - No, z tym podium to przesada, ale przybywając tutaj, miał lekką nadzieję, że nie będzie wielkiej, nierozkopanej niewiadomej. Dał się więc bez większego oporu z jego strony odciągnąć od włazu. Wcale nie zamierzał podchodzić zbyt blisko, jedynie przyjrzeć się znakom. - Masz rację… powinniśmy przede wszystkim zabezpieczyć teren, bo ktoś w to wdepnie…
Skinął głową, a potem zmarszczył lekko brwi i spojrzał na Brennę, kiedy zaczęła nawijać o piraniach. Normalnie podjąłby temat i powiedział, że zapewne nie piranie są ukryte pod włazem, a wściekłe borsuki. Teraz jednak nie miał nastroju do żartowania. Zaczął już się nawet zastanawiać, czy po prostu nie machnąć na to wszystko ręką i nie wrócić do domu, ale obsypująca się ziemia natychmiast wybiła mu to z głowy, jak i każdą inną myśl, która krążyła pod kruczoczarną czupryną. Kayden wytrzeszczył srebrne oczy, ale w zasadzie było już za późno na jakąkolwiek decyzję. Brenna miała rację… miała talent do wpadania do dołów. Widać Kayden też nieco tego talentu przy niej nadgryzł.
Piach, kamienie i ziemia osunęły się spod ich nóg, zanim ktokolwiek zdążył zareagować. Mnóstwo hałasu i chaosu, trochę (dużo) strachu i o wiele za dużo niespodzianek. Tyle szczęścia, że nie wpadli gdzieś głęboko i nie połamali nóg. Mogli co najwyżej skręcić kostkę, jeśli ktoś miał na tyle pecha, by źle wylądować na kupie gruzu. Kurz i pył wzniósł się w powietrze, przysłaniając widok na dół w ziemi, który obejmował cały kurhan wokół włazu, wciąż stojącego wysoko na kopcu. Drewniane pale podtrzymujące całą resztę musiały być już spróchniałe i tak się nieszczęśliwie złożyło, że akurat teraz postanowiły się zawalić pod ich nogami. Cóż za szczęście… a szczęście w nieszczęściu było takie, że pod kurhanem był zakopany grobowiec. Tyle tylko, że Kayden zajęty był kaszlaniem i wydostawaniem się z ziemi, by się uważniej rozejrzeć. W pierwszej kolejności szukał w pyle Brenny. - Brenna!? Cała jesteś? - Siniaki to miał na bank, zwłaszcza na kolanach. Wypluł z ust piach i z trudem wygrzebał się z kamieni. Nie, nie sądził, żeby to była halucynacja.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)