• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[16.06.1972] Gdzie się podziała Elaine Bell?

[16.06.1972] Gdzie się podziała Elaine Bell?
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#11
04.09.2023, 08:36  ✶  

Spotkał na swojej drodze ludzi, którzy nie potrafili dobrze pisać. Nie przypominali oni jednak Elaine w żadnym calu - bo chyba takiej osoby nie spotkał nigdy w Anglii. Albo po prostu o tym nie wiedział, przecież Elaine nie miała wypisane na czole, że jest analfabetką. Jasne, niektórzy mieli z pisaniem problem, ponieważ gramatyka wcale nie była proste. Poprawne zapisanie angielskich słów również - inaczej nie robiliby z tego całych konkursów, całkiem zresztą popularnych. Nie oceniał tych ludzi. Nie był alfą i omegą, sam potrafił popełniać błędy w pisowni, choć zazwyczaj starał się je wyłapać, inaczej byłby wstyd. Tak, dla niego wstyd - ktoś mógłby mu zrobić o to problemy. Rozumiał, że nie wszyscy musieli być poliglotami i nie każdy musiał spełniać się w słowie pisanym. Czy to była ujma? Tak jak to, że Elaine najwyraźniej nie pobrała nauki w Hogwarcie? Teraz rozumiał tę fascynację, jaką obdarzyła ducha. Była wręcz olśniewająco oczywista, włącznie z jej pytaniami, ale cały ten proces poznawczy, przez jaki przechodził na tym cmentarzu (CMENTARZU!) bardzo mocno opóźnił jego zdolności do połączenia wątków, rozumienia i snucia jakichkolwiek przypuszczeń. Elaine chyba była przykładem, że rzeczywiście nie jest ci potrzebna szkoła ani grube czytanki do tego, żeby być szczęśliwą osobą. I takich przykładów już trochę w życiu widział. To było niesamowite i fascynujące. Wmawiali ci całe życie, że wiedza jest wszystkim. Bez niej donikąd nie zajdziesz, nie zdobędziesz dobrej pracy. Nie będziesz szczęśliwy. Więc tracisz całe dzieciństwo, żeby na końcu przekonać się, że ta "dobra praca" też wcale tego szczęścia nie przynosiła. Więc gdzie ono było? To mistyczne "szczęście" takie wychwalane przez poetów?

- A-a-a-a! - Upomniał się duch, kiedy przyłapał Laurenta na tym, że ten otwierał swoje usteczka, żeby się odezwać i odpowiedzieć Elaine. Więc Laurent się tylko uśmiechnął, mając nadzieję, że niedługo duch skończy. I kiedy tylko odwrócił wzrok, wracając do wypowiedzi - ... urodził się wtedy mój syn. To była najlepsza chwila w moim życiu... - to Laurent powrócił do Elaine.

- Mam kuchnię. - Odpowiedział cicho, obserwując jednym okiem ducha. Tak w razie czego, gdyby ten akurat znowu na niego spojrzał. A zerkał! Zresztą na Elaine również. Pytanie było dziwne, ale po takim szoku blondyn się trochę uzbroił. Przygotował mentalnie na to, że umysł kobiety chodził innymi drogami niż przeciętnego człowieka, a to wcale nie było źle. Był właściwie bardzo ciekaw, dokąd zabierały ją myśli, którędy się nimi przechadzała i gdzie prowadziły ją kroki, kiedy pytała o kuchnię. Zapewne - właśnie do jego kuchni. Czy istniały domy, w jakich kuchni nie było? To było naturalne pytanie, jakie się u niego pojawiło, ale go nie zadał. Nie był jeszcze pewien, czy by to nie uraziło panienki, choć przychylał się na strzelenie w 90%, że nie. I chociaż strzelać lubił to nie zamierzał tego robić przy duchu, skoro nie mógł się w pełni na panience Bell skupić. Wskazał gestem dłoni jabłonkę, po której chyba przed chwilą zresztą Elaine skakała. - Potrzymać ci koszyk? - Zapytał cicho. Ekspertem translokacji to nie był, ale podstawowe czynności wykonać umiał. Jak na przykład ściągnięcie jabłka z drzewa bez koniecznego łażenia po nim.

- A ja powiem panu, że u mnie też rosła jabłonka. Na ogrodzie. Razem z siostrą po niej ganialiśmy, ale to za młodu. Ona ganiała, ja ciągle się tak bałem, że spadnie, że sobie coś zrobi... Wracając do opowieści: mój syn miał dwa latka, kiedy na letniej szkółce wybuchł pożar. Nie pamiętam, jak umierałem. - Odetchnął duch i zapatrzył się w niebo. Może i to było frustrujące, co duch robił, ale Laurent spoglądał na niego ze współczuciem. I ta historia sprawiła, że nieprzyjemny dreszcz przeszedł go po karku. Proste życie, może nie nadmiernie bogate w doświadczenia, ale chyba mężczyzna był szczęśliwy. Tylko po to, żeby je skończyć w płomieniach.

- Przykro mi. Bardzo panu współczuję. Powinien pan jednak ruszyć dalej. Zostawanie w tym świecie nie przyniesie panu niczego dobrego. - Duch westchnął z nostalgią i machnął ręką.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Kobieta Guma
I won't go down you're blushing bride
Under the water I'll be sharpening my knife
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka widzisz ogrom rudych i niesfornych włosów. Potem dostrzegasz, że dziewczyna ma jasną, bladą cerę i niebieskie oczy. Jest dosyć niska (154 cm) i to pomaga jej w wykonywaniu większości zadań związanych z jej elastycznością. Na co dzień ubiera się w zwiewne, lekkie i dziewczęce sukienki, a podczas występów ubiera obcisły kostium, w którym łatwiej jej pracować.

The Little Fox
#12
04.09.2023, 12:10  ✶  

Elaine do cyrku trafiła w bardzo młodym wieku i nie miała wokół siebie osób, które chciały poświęcić czas na naukę jej czytania i pisania. Ważne, że potrafiła napisać swoje imię, ale to tylko tyle. Wiedziała jak wygląda słowo cyrk, jak wygląda słowo oznaczające jej nazwisko, ale to wszystko. Czasem próbowała poznać jakieś słowa, ale nie było to łatwe, gdy nie mogła nikogo przekonać do pomocy jej z tym. Jak była dzieckiem frustrowało ją to, ale teraz? Teraz już nie czuła potrzeby poznania tej umiejętności. Oczywiście jeśli będzie miała taką możliwość chętnie podejmie się tej pracy, ale ona wolała teraz zajmować się wymyślaniem nowych układów na występy i ćwiczenie z Flynnem jego własnych występów, które składały się w rzucanie w nią nożami tak, aby jej nie trafić. Starała się też pracować nad nowymi słodyczami dla dzieci, które miały zmieniać ich głos, które miały zmuszać ich do ryczenia jak dzikie zwierzęta. Czytanie nie było jej potrzebne, prawda?

Duch zaczął ją denerwować, ale starła się nie okazywać tego. Wiedziała, że zaraz skończy gadać, bo ile do opowiedzenia miała osoba, która już była martwa? Elaine nie przestawała się uśmiechać, czuła radość płynącą z tego, że spotkała ducha, że zobaczyła Laurenta zdrowego, który wyglądał zdecydowanie lepiej w takiej okazałości niż pod tamtymi deskami, pobity i poturbowany. Tak, silny i zdrowy. Tak powinien wyglądać, a Elaine powinna takiego go poznać – nie inaczej! Elaine nie patrzyła na ducha, cały czas obserwowała Laurenta, aby chłonąć jego wygląd, osobę i mieć pewność, że naprawdę nic mu nie jest. Nie krępowała się tym, że był blisko, że pochylał się do niej, że szeptał, aby duch ich nie usłyszał. Czuła się tak jakby była na zebraniach rodzinnych, które miały za zadanie rozplanować występy, kto po kim wchodził kiedy, co gdzie miało stać i tak dalej, a ona szeptała z jedną z przyjaciółek z cyrku tak aby nikt ich nie usłyszał. Czuła to samo podekscytowanie, aby Duch ich nie usłyszał, nie zwrócił uwagi, że go nie słuchają.

– Nie trzeba, wystarczą te z ziemi. Już zrzuciłam ich trochę – szepnęła mu blisko jego twarzy, aby duch naprawdę nie zwracał na nich uwagi, ale chyba nie było to takie proste. Też mu współczuła, sama straciła swoja prawdziwą rodzinę dawno temu, ale już tego nie pamiętała, nawet nie wiedziała jak jej rodzice wyglądali, bo wszystkie wspomnienia jej się zatraciły gdzieś w czeluściach podświadomości.

– Laurent ma rację, ale jeśli znudzi się panu nawiedzanie tego cmentarza może pan do nas zawitać. Jesteśmy rodziną Bell, przyjmiemy każdego – uśmiechnęła się do niego i pozbierała kilka jabłek do koszyka. Spojrzała potem na Prewetta czekając na jego decyzję, czy idą do niego, czy jednak się rozdzielając. Mimo wszystko wiedziała, że nie powinna się nikomu wpraszać do domu.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#13
04.09.2023, 14:54  ✶  

Tylko czy na pewno brak zdolności odczytywania i pisania znaków nie był frustrujący? Ktoś mógł to robić za nią - ale była ciągle od kogoś uzależniona. Nie mogła wielu rzeczy zrobić sama, wiele czynności ją omijało. Wyglądała na osobę, która nie wybijała samodzielności na piedestał tego, co było dla niej istotne. Cokolwiek robiła w swoim życiu, w tym cyrku, o którym powiedziała, wyglądało to tak, jakby albo ktoś na niej wymusił posłuszeństwo od małego, a różne dziwne i dramatyczne historie chodziły po tym świecie, albo po prostu trafiła do takiej grupy, która naprawdę nie miała ani czasu ani ochoty uczyć dzieciaka. Tylko co to byli za ludzie? Jak żyli? Laurent miał wyobrażenie takie, z jakim się już spotkał - biednych rodzin w krajach egzotycznych, gdzie cywilizacja po prostu do końca nie docierała. Przerażało go to. Najbardziej dziwne było to, że ci ludzie byli szczęśliwi. A jeszcze bardziej szokujące było, gdy sobie uzmysłowił, że przyniesienie do nich tej cywilizacji wcale by dobra im nie sprawiło. Zniszczyłoby tę piękną społeczność, w jakiej żyli. Gorsze były przypadki skrajnej biedy na ulicy. Laurent się nie dziwił, że ludzie chcieli wydawać na cele charytatywne i pomagać takim osobom. Sam nie brał w nich udziału z jednego powodu - on miał swoją akcję charytatywną. New Forest pochłaniało mnóstwo funduszy, tak jak pomaganie zagubionym zwierzętom, które były wypędzane przez rozszerzające się metropolie.

Gdzie jednak leżała niewinność tej pięknej kobiety i co robiła ze swoim życiem? Jak żyła? Laurent chciał się dowiedzieć, bo na pewno nie klepała biedy. Widać było - zadbana, uczesana, w ślicznej sukieneczce, która podkreślała jej ciało. Gdzie było jej aktorstwo i kusicielstwo na takich jak on, a gdzie prawdziwa niewinność względem mężczyzn? Czy też kobiet. Blondyn nie należał przecież do osób, które dyskredytowały jakąkolwiek płeć. Love is love. Nie bała się na pewno odwiedzić jego domu, żeby upiec jabłecznik. Co mu się zresztą bardzo podobało i sprawiało, że zrobiło mu się ciepło na sercu. U Laurenta od razu odpalało to pewien proces chęci sięgnięcia dłonią po to, co mu oferowano, żeby przesunąć palcem po ustach drugiej osoby i zostawić tam odrobinę miodu. Było to odrobinę nierozsądne - zapraszać obcego do swojego przybytku, ale osoba, która bezinteresownie cię ratuje, nie zostawia swoich danych, nie chce poklasu, pieniędzy, nagrody jawiła się jak anioł. Jej czerwone włosy - jak ognista aureola - ciągnęła do siebie spojrzenia i sprawiała, że świat jaśniał. Pomógł jej zbierać te jabłka z ziemi, choć w większości jego wzrok uciekał do niej.

- Ach... serce jest spokojniejsze po tym, jak można opowiedzieć swoją historię... - Duch ułożył dłonie na klatce piersiowej i wniknął w ziemię po zamknięciu swoich oczu. Zniknął, czy się pojawi? Laurent tego nie wiedział. Ale chyba przynieśli mu odrobinę spokoju. A to zawsze było coś warte.

- Jeśli tylko masz ochotę możemy iść. Żałuję, że nie miałem okazji bardziej skupić się na ciastku, które wtedy włożyłaś w moje dłonie. - Pamiętał, że wtedy poczuł się lepiej, choć przecież... to było tylko ciastko. Jej ciastko? Jej wypiek? - To był twój wypiek? Lubisz gotować? - Gotowanie nie równało się pieczeniu. Były osoby, które piec kochały, gotować nie i na odwrót. Niekiedy słyszał, że pieczenie było istną alchemią. 5g w jedną czy drugą stronę i już ci coś nie wychodziło. On sam czasu na gotowanie raczej nie poświęcał. Miał od tego skrzata, albo stołował się w restauracjach. Gestem wskazał kierunek, choć był on oczywisty - wyjście z cmentarza. Było to raczej zaproszenie do tego, by ruszyli w drogę, że ją zaprasza. Wyciągnął też dłoń, proponując, że może ponieść jej koszyk, jak to przecież wypadało. Nawet jeśli trochę jabłek nie było nadmiernie ciężkich.


Koniec sesji


○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (3815), The Little Fox (2324)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa