- Taka cykliczność może być dobrym pomysłem. - Zgodziła się z przyjaciółką. Zapewne wprowadzi te pomysły do życia w najbliższym czasie, jak tylko znajdzie chwilę wolnego. Dobrze jednak było czasem porozmawiać z kimś pomysłowym. Brenna miała wiele dobrych pomysłów, które naprawdę podobały się Norce.
Zauważyła, że Longbottom nie była do końca przekonana tym, żeby otworzyła kolejne miejsce. Potrzebowała kogoś, kto ostudzi jej zamiary, spojrzy na sprawę rozsądnie. Na Brenn zawsze mogła liczyć i wierzyła, że to, co mówi faktycznie ma sens oraz, że kieruje się tylko i wyłącznie dobrymi zamiarami. Nie dałaby jej wejść na minę - tego była pewna. - Masz rację. To nie ma sensu w tym momencie. Może zainteresuję się tematem, kiedy wszystko się uspokoi. - Dolina nie była bezpieczna, pewnie mało kto byłby zainteresowany kupowaniem ciastek, gdy większość była zajęta naprawianiem strat po ostatnich wydarzeniach. Nie był to odpowiedni moment na otwieranie kawiarni w tym miejscu. Mogłoby się to skończyć wielką klęską.
- Mam nadzieję, że już niedługo. - Powiedziała jeszcze cicho. Miała dość tej całej sytuacji, zapewne jak wielu. Szkoda, że to im przyszło żyć w trakcie tego konfliktu. Nigdzie nie mogli się już czuć bezpiecznie. Nieprzyjaciele tylko czekali na to, aż powinie im się noga. Chcieli przejąć władzę w imię jakiś bezsensownych ideałów. Nie potrafiła się z tym pogodzić.
Mogły już opuścić sklep i udać się do Nory. Nie spodziewała się, że Brenna zechce jej towarzyszyć, było to dla niej miłe zaskoczenie. - Naprawdę masz czas? - Odparła zaskoczona, bo miała wrażenie, że Longbottom ostatnio ciągle jest w biegu i ma wiele naglących spraw do załatwienia. - Jeśli chcesz to zapraszam do kuchni. Przyda mi się jakieś wsparcie. - Oczywiście nie dopuściłaby swojej przyjaciółki do kociołka. Nie, żeby jej nie ufała, jednak uważała, że Brenna nie będzie w stanie zrobić wszystkiego tak dobrze, jak ona. Miała wprawę w warzeniu eliksirów i wolała mieć pewność, że składniki, które kupiły się nie zmarnują. W końcu Zakon potrzebował mikstur.
Spacer był całkiem przyjemny, dosyć szybko doszły do Nory. Figg od razu skierowała się do kuchni. Nie był to odpowiedni czas na to, aby przejmować stery na ladzie. Była spokojniejsza, bo znajdowała się na miejscu, a gdyby Wendy potrzebowała pomocy mogła ją po prostu zawołać. - Rozpakujmy to wszystko. - Powiedziała do Longbottom. - Tutaj mam składniki zwierzęce, a w tej szafce obok roślinne. - Dbała o to, żeby mieć porządek w komponentach, nie znosiła bałaganu.