23.09.2023, 00:50 ✶
- Łamiesz mi serce - przyznał łamiącym się głosem, łapiąc dłonią za pierś w dramatycznym geście. Nawet jeśli jego uśmiech zaraz znowu się poszerzył, to gdzieś głęboko dało się wyczuć delikatne ukłócie zawodu. Bo czy to znaczyło, że Brenna w ogóle się nie pojawi się na ich pojedynku? Nie, żeby jej tam do czegokolwiek potrzebował, ale... - A gdybym poprosił, przyszłabyś? - zapytał, bardziej jednak z ciekawości niż faktycznej potrzeby badając grunt.
- Cholera, a przez chwilę cieszyłem się, że nagle znalazłem sie w jakimś elitarnym gronie. Że mnie twoja mama zaprosi na obiad, na przykład - rzucił z rozbawionym przekąsem, kciukiem delikatnie podważając górną część zapalniczki, jednak nie otwierając jej całkiem i nie zaczynając znowu nią pstrykać. - Nie, nie. Myślę, że "ta wariatka" albo "twoja siostra, nie pamiętam imienia" mogą zbyt bezpośrednie. Niech się chłopak trochę pozastanawia chociaż o kogo chodzi - prychnął, podpierając się drugą ręką o krawędź łóżka, zamiast próbując wciąż ukryć rozbawiony uśmieszek. - Ale dobrze, niech będzie. Już się nie śmiejemy, nie ma przecież z czego. Nie martw się, imie i naziwsko Anthony Borgin - podniósł odrobinę głos, w całej swojej złośliwości, nachylając się nawet w jej stronę i patrząc jej prosto w oczy, kiedy jawnie ja właśnie prowokował. - Już ani razu nie padnie z moich ust podczas tej rozmowy. Słowo aurora. - poklepał się po sercu, przypieczętowując tę obietnicę. - Niestety, ale nie bawię sie w swadkę, ale może powinienem zacząć, może wtedy chłopak spożytkowałby energię na kogoś mniej zajętego próbami popełnienia przypadkowego samobójstwa. Nie martw się, jak chcesz to jak tylko stad wyjdę, to wystosuję do Erika odpowiednią prośbę. Ba, mogę to zrobić nawet teraz, masz może pergamin i pióro? Dam radę nawet na kolanie. A kapłankami sie nie martw, jak będzie trzeba to cię złapię - spoglądał na nią cały czas zaczepnie, z to malejacym, to zwiększającym się uśmiechem. Czy to magia sprawiała, że w sumie to rozmawiało im się całkiem dobrze? Może, chociaż Bulstrode chciał wierzyć w to, że nie miała już tak dużej właszy nad nimi po tak sporym czasie. Że te drobne ukłócia i szarpnięcia, kiedy byli blisko siebie, nie miały aż takiego wpływu na to, jak się zachowywali. A same kapłanki, z jakiegoś powodu tak jak Brenna zdawała się nimi przejmować okropnie, tak Atreus wcale, uważając że wyolbrzymia sprawę i liczac na to, że ich zapał ostudził nieco fakt, że będąc w kowenie ogłosił się jako wciąż zaręczony, a potem fakt, że minęło sporo czasu od kiedy był u Macmillanów.
- Cholera, a przez chwilę cieszyłem się, że nagle znalazłem sie w jakimś elitarnym gronie. Że mnie twoja mama zaprosi na obiad, na przykład - rzucił z rozbawionym przekąsem, kciukiem delikatnie podważając górną część zapalniczki, jednak nie otwierając jej całkiem i nie zaczynając znowu nią pstrykać. - Nie, nie. Myślę, że "ta wariatka" albo "twoja siostra, nie pamiętam imienia" mogą zbyt bezpośrednie. Niech się chłopak trochę pozastanawia chociaż o kogo chodzi - prychnął, podpierając się drugą ręką o krawędź łóżka, zamiast próbując wciąż ukryć rozbawiony uśmieszek. - Ale dobrze, niech będzie. Już się nie śmiejemy, nie ma przecież z czego. Nie martw się, imie i naziwsko Anthony Borgin - podniósł odrobinę głos, w całej swojej złośliwości, nachylając się nawet w jej stronę i patrząc jej prosto w oczy, kiedy jawnie ja właśnie prowokował. - Już ani razu nie padnie z moich ust podczas tej rozmowy. Słowo aurora. - poklepał się po sercu, przypieczętowując tę obietnicę. - Niestety, ale nie bawię sie w swadkę, ale może powinienem zacząć, może wtedy chłopak spożytkowałby energię na kogoś mniej zajętego próbami popełnienia przypadkowego samobójstwa. Nie martw się, jak chcesz to jak tylko stad wyjdę, to wystosuję do Erika odpowiednią prośbę. Ba, mogę to zrobić nawet teraz, masz może pergamin i pióro? Dam radę nawet na kolanie. A kapłankami sie nie martw, jak będzie trzeba to cię złapię - spoglądał na nią cały czas zaczepnie, z to malejacym, to zwiększającym się uśmiechem. Czy to magia sprawiała, że w sumie to rozmawiało im się całkiem dobrze? Może, chociaż Bulstrode chciał wierzyć w to, że nie miała już tak dużej właszy nad nimi po tak sporym czasie. Że te drobne ukłócia i szarpnięcia, kiedy byli blisko siebie, nie miały aż takiego wpływu na to, jak się zachowywali. A same kapłanki, z jakiegoś powodu tak jak Brenna zdawała się nimi przejmować okropnie, tak Atreus wcale, uważając że wyolbrzymia sprawę i liczac na to, że ich zapał ostudził nieco fakt, że będąc w kowenie ogłosił się jako wciąż zaręczony, a potem fakt, że minęło sporo czasu od kiedy był u Macmillanów.