04.11.2023, 13:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.11.2023, 13:41 przez Brenna Longbottom.)
– Szlag, trochę za bardzo się wczułam – mruknęła Brenna, oglądając się na Victorię, gdy ta wspomniała o tym, że będą potrzebowały medyka. Ale nie, wcale nie było jej przykro. Od tych mężczyzn czuć było czarną magią, zapach wypełniał całe pomieszczenie i cokolwiek robili, zanim tutaj przyszli, nie było to nic miłego. Gdyby się zawahały, gdyby były odrobinę mniej szybkie, gdyby nie miały tyle szczęścia… żadna z nich nie wyszłaby stąd żywa. Infernus uwięziony w opuszczonej chacie i rzucone w jej stronę crucio jasno to udowadniały.
– Wy całe jesteście? – upewnił się Apollo, wchodząc do środka. Jego różdżkę rozświetliło lumos, sprawiając, że w pomieszczeniu zrobiło się trochę jaśniej. Lestrange mogła przyjrzeć się uważniej mężczyźnie, którego skuwała. Był po czterdziestce, twarz miał pokrytą nieładnymi bliznami, i nie kojarzyła go – prawdopodobnie nikt czystej krwi. Ale i nie każdy czarnoksiężnik był śmierciożercą, a mugolaki oraz półkrwiści też schodzili na ciemną ścieżkę…
Brenna machnęła różdżką, kneblując drugiego z czarnoksiężników, który wciąż przeklinał. Dźwignęła się, pozwalając, aby przejął go jeden z dwóch aurorów, którzy pojawili się razem z Brygadzistą.
– Całe, zdrowe, możemy iść łapać kolejnych czarnoksiężników. Mamy dzisiaj doskonałą passę, nie, Tori? – rzuciła, oglądając się ku Victorii. – Trzy aresztowania w jedną noc, wyrobiłyśmy normę na miesiąc!
Apollo spojrzał po nich, spojrzał po schwytanych mężczyznach i w końcu pokręcił z rezygnacją głową. Ruszył ku Victorii, by przykucnąć przy nieprzytomnym i go ze sobą przetransportować.
– Wiesz co, Lestrange? Nie spędzaj z Brenną za dużo czasu. Obawiam się, że może na ciebie źle wpłynąć – oświadczył z powagą, prawdziwą lub udawaną, a potem znikł z cichym trzaskiem.
Wyglądało na to, że sprawa kłusowników została zakończona…
…przynajmniej częściowo. Wszak czekały ich jeszcze przesłuchania i przynajmniej kilka przeszukań, prawda?
– Wy całe jesteście? – upewnił się Apollo, wchodząc do środka. Jego różdżkę rozświetliło lumos, sprawiając, że w pomieszczeniu zrobiło się trochę jaśniej. Lestrange mogła przyjrzeć się uważniej mężczyźnie, którego skuwała. Był po czterdziestce, twarz miał pokrytą nieładnymi bliznami, i nie kojarzyła go – prawdopodobnie nikt czystej krwi. Ale i nie każdy czarnoksiężnik był śmierciożercą, a mugolaki oraz półkrwiści też schodzili na ciemną ścieżkę…
Brenna machnęła różdżką, kneblując drugiego z czarnoksiężników, który wciąż przeklinał. Dźwignęła się, pozwalając, aby przejął go jeden z dwóch aurorów, którzy pojawili się razem z Brygadzistą.
– Całe, zdrowe, możemy iść łapać kolejnych czarnoksiężników. Mamy dzisiaj doskonałą passę, nie, Tori? – rzuciła, oglądając się ku Victorii. – Trzy aresztowania w jedną noc, wyrobiłyśmy normę na miesiąc!
Apollo spojrzał po nich, spojrzał po schwytanych mężczyznach i w końcu pokręcił z rezygnacją głową. Ruszył ku Victorii, by przykucnąć przy nieprzytomnym i go ze sobą przetransportować.
– Wiesz co, Lestrange? Nie spędzaj z Brenną za dużo czasu. Obawiam się, że może na ciebie źle wpłynąć – oświadczył z powagą, prawdziwą lub udawaną, a potem znikł z cichym trzaskiem.
Wyglądało na to, że sprawa kłusowników została zakończona…
…przynajmniej częściowo. Wszak czekały ich jeszcze przesłuchania i przynajmniej kilka przeszukań, prawda?
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.