• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[24.07.1972r.] - Niedokończona gra | Laurent & Nicholas

[24.07.1972r.] - Niedokończona gra | Laurent & Nicholas
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#11
30.11.2023, 01:16  ✶  

Nicholas momentami mógł wydawać się być jak loteria. Nie za bardzo lubił poruszać tematów dotyczących jego osoby. Jeżeli do takiego dochodziło, zmieniał go teatralnie na coś innego. Lub ucinał rozmowę, jeżeli zauważał iż rozmowa zmierza do niekorzystnego dla niego toru. Porównanie do ślimaka, także mogło pasować. Lecz nie dosłownie. Nie chował się fizycznie, chował wewnętrznie. Jakby otwierał i zamykał skrzydła okienne, kontrolując to, co mogło przez nie wyjść.

Nawiązywanie do morderstw, jak jego mieszkanie, czy też analizowanie stwierdzeń pod względem picia alkoholu i jego konsekwencji, było za dużo. Jakby Laurent miał w sobie detektywistyczny dar analizowania wszystkiego ze szczegółami. Bezpieczniej było, porzucić temat alkoholu. A później i mieszkania.

Było można zauważyć, że Prewett inaczej już zaczął mówić. Badał teren. Jak ofiara swoją klatkę, w której została schwytana, aby przekonać porywacza. Badająca jego zamiary.

- To prawda.
Odpowiedział krótko, na temat alkoholu. Zmienionej treści w kwestii rozmowy o tym trunku. I na tym mogli zakończyć, skoro Laurent i tak wolał czuć się bezpieczniej, nie pijąc nic tam procentowego.

Jako że Laurent poruszał temat alkoholu, Nicholas mógłby w sprawie jedzenia mięsnych potraw. A jak można zauważyć, owoce morza do takich się zaliczały. Nie podjął jednak tego tematu, ale jakoś tak dziwnie się poczuł widząc to jak smakował się tym Prewett. Dobrze że miał sałatkę, to Nicholas skubnął jej trochę.

- Nie mam. Nigdy też nie przykuwałem głównej uwagi do wyglądu mieszkania. Jeśli mam być szczery, kupiłem je w takich barwach. I jedynie jak przychodzi na to czas, odnawiam tak samo.
Pracoholizm wchodził mu w skórę, że nie miał za bardzo czasu zastanawiać się, jakie chce ściany, podłogę, meble i dodatki. Dlatego jest tak jak jest. Szaro, ponuro, surowo i chłodno. Styl wnętrza dopasowany do duszy Nicholasa i lodowego serca. Mimo to, Yaxley przyznał się przed Prewettem, że nie miał wyobraźni przestrzennej w tym temacie. Co innego wyobrazić sobie czyjąś śmierć.

Laurent dodał kolejne propozycje, minimalistyczne, aby trochę zmienić mieszkanie i znów zapodał magiczną wizualizację. Nicholas przyjrzał się jej i może faktycznie pójdzie w tym kierunku? Obraz. Wiedział już gdzie mógłby się udać po taki.

- Nawet nie wiem jak wygląda w środku, bo nie zaprosiłeś mnie. Ale mogę się domyślić, że podobnie jak mi tutaj zaprezentowałeś w postaci iluzji.
Nicholas nie był u Prewettów, czy nawet w tej posiadłości Laurenca, to nie miał pojęcia jaki styl u nich panuje. Lecz jak wspomniał, może się domyślać, biorąc pod uwagę propozycje na zmianę tego tutaj mieszkania. W kolejnych słowach Laurenta, Nicholas uniósł brew ku górze, zdziwiony lekko nagłymi przeprosinami.
- Dlatego Cię zapytałem. I zaprosiłem w celu rozmowy, dokończenia tego, co zostało zapoczątkowane w kawiarni. Nie sądziłem, że od razu podejmiesz ocenę mojego wnętrza. Nie wiem czemu przepraszasz.
Machanie gazetą najwyraźniej podrażniło selkie. Dlatego też na jego prośbę, Nicholas odłożył ją na bok. Nie chciał tutaj pożaru i na stałe przenosić się do Little Hangleton. Nie był tak bogaty, by zaraz drugie mieszkanie kupować. 

Słysząc ten wywód na temat śmierciożerców, że są mordercami i terrorystami, to tak jakby słyszał o sobie. Bo jest śmierciożercą, jest mordercą i zaprosił Prewetta do siebie na owoce morza. Niestety mylił się, gdyż nie każda istota zasługuje na życie, jeżeli nie wie gdzie jest jej miejsce, a dotyczy to szczególnie szlam.
Słuchając tych odważnych słów, poglądu, interpretacji z zaobserwowanych wydarzeń, Nicholas aż przerwał jedzenie sałatki. Pozwolił mu jednak dokończy swój wywód.

- Jestem pod wrażeniem odwagi Twoich słów.
Gdyby te słowa znalazły się w prasie, Laurent zapewne by już nie żył. Równie dobrze Nicholas mógłby mu w tym pomóc tu i teraz. Ale większych problemów nie będzie sobie robił. Kto wie, czy Laurent nie powiedział komuś, gdzie udaje się na spotkanie. A Nicholas byłby ostatnią osobą, jaka się z nim kontaktowała. Biorąc pod uwagę brak zaufania do Nicholasa i przesadną ostrożność.
- Zadałeś sobie może pytanie, dlaczego to robią?
Sięgnął po szklankę, kiedy zadał do pytanie i upił łyk.
- Albo może zostawmy ten temat.
Stwierdził, widząc, że ten temat jest dla Laurenta drażliwy, a nie chciał wydłużać jego kłów jadowych.
Wziął gazetę, wyrzucił za kanapę a następnie poklepał miejsce obok siebie, gestem głowy zachęcając.
- Nie dokończyliśmy rozmowy w kawiarni. Pamiętasz?
Generalna zmiana tematu. Nicholas zachęcał wymownie do tego, co na koniec rozmowy w kawiarni było poruszone. Ale Yaxley skłamał udzielając odpowiedzi.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#12
30.11.2023, 02:02  ✶  

Brak wyobraźni przestrzennej nie mówił wcale, że nie ma się wyobraźni w ogóle. Znał artystów, którzy tworzyli rzeczy piękne i zjawiskowe, którym wyobraźni nie brakowało ani trochę - ale kiedy mieli dobrać odpowiednią kanapę do stolika i jeszcze kredensu to nagle ich mózg się wysypywał i najlepsze, co im wychodziło to zrobienie ładnego kompleciku. Prawie jak mężczyzna, którego najwyższym wyznacznikiem "ładnego ubrania się" jest założenie wszystkiego w kratkę - od skarpetek, przez spodnie aż po koszulę. W końcu - komplet, prawda? Każdy człowiek posiadał mocne i słabe strony. Każdy czarodziej miał swoje plusy i minusy. Skinął jedynie głową, od razu widząc słodkie efekty zmienienia sposobu rozmowy. Ciekawe. Tak, ślimak - nie ten, co chowa się fizycznie, bo fizycznie w życiu zresztą by Laurent Nicholasa do tego stworzonka nie porównał. On się właśnie chował mentalnie i emocjonalnie. Bo emocje tam były, tkwiły, pokazał je raz, drugi, trzeci. Minimalnie, stonowanie, ostrożnie. Czy jednak to wszystko było grą aktorską? W to akurat Laurent nie wierzył. Zupełnie, jakby ludzie za mało go już skrzywdzili. Za lekko pognietli jego skrzydła.

- Mieszkanie bardzo dużo mówi o człowieku. - Odbił piłeczkę względem komentarza, że wygląda podobnie do tego, co mu tu przedstawił... tak. Tak jak zresztą powiedział - to, co pokazał najpierw, było bardziej "jego" stylem. Lubił miejsca ciepłe. Chciał być w miejscu, gdzie czuł się przytulnie i jak w... domu. Cokolwiek słowo "dom" mówiło. - Doprawdy, teraz myślę, że przyjdzie ci do głowy słowo "bałagan" kiedy tam wejdziesz. - Bo jemu w zasadzie przychodziło, gdy tak rozglądał się po tym nieprzyjemnym, pustym miejscu. Odpychającym w swojej pustce. Ale też w tej surowości było coś... hmm... może chodziło o to, że tak dobrze pasowało do Nicholasa? - Jesteś dla mnie wyjątkowy, Nicholasie. - Ciągle jeszcze rozglądał się powoli po tych ścianach, gdzie iluzji już nie było, kiedy się odezwał odpowiadając na jego słowa kończące się tym, że nie wie, czemu przeprasza. Ale w końcu tym spojrzeniem wrócił do tych lodowych oczu. Wyjątkowość nie musiała oznaczać czegoś dobrego. Niekoniecznie też musiała być zła. Wspominał o tym już podczas tamtej kawy. - Ale już ci o tym mówiłem. Nawet jeśli poczucie braku tabu jest bardzo wyzwalające to nie zwalnia mnie to z norm kultury. - Grzeczności, która mówiła, żeby jednak nie mówić takich rzeczy o czyimś mieszkaniu, czy nie "przechwalać" się bogactwem. Chociaż to ostatnie to już zależy jak dla kogo. Laurent nie miał w zwyczaju się przechwalać, to było z jego strony nieumyślne i nie chciał zabrzmieć jak jakiś machający dłonią i wynoszący się ponad normy bogacz.

- Słusznie. - To nie tak, że nie był gotów rozmawiać na ten temat. Aaalbo nie. To w zasadzie dokładnie tak. Nie był gotów teraz, w świeżości tych wydarzeń, w tym, że jego stan zdrowia był na tyle niestabilny, że nie miał ochoty go destabilizować głupimi rozmowami. Więc tak, dobrze, że Nicholas wyrzucił tę gazetę jak zwykłe śmieci na bok (a raczej do tyłu) i sam powiedział, żeby lepiej temat zostawić. Myśli Laurenta przez moment przyśpieszyły przy zagajeniu, jakie podał jako następne, przy jego geście. Przyśpieszyły od prostego pytania po to to wszystko? Bardzo głupiego tak na dobrą sprawę, bo to było oczywiste. Dość mocno oczywiste. Laurent krótko się uśmiechnął kącikiem ust, bardzo ulotnie, podnosząc się z fotela, ale wcale nie skierował bezpośrednio do kanapy. Przeciągnął się niemal leniwie, a opinająca się na jego ciele skóra doskonale podkreślała każdy ruch. Poruszył noga za nogą, gładkim krokiem, sunąc w kierunki Nicholasa. Sięgnął po jego whiskey, ujął jego szklanicę w dłonie, ale wcale nie usiadł obok. Usiadł okrakiem na jego kolanach, przodem do niego, opierając się jedną dłonią o jego klatkę piersiową. Drugą trzymał szklankę.

- Chyba musisz mi odświeżyć pamięć. Bo pamiętam tylko jakieś paskudne kłamstewka, chyba musiało mi się przesłyszeć..? - Uniósł szklanicę do własnych ust, żeby upić łyk i przesunął palcem po własnej dolnej wardze, zgarniając ten posmak, by tym samym opuszkiem zaraz sięgnąć do wargi Nicholasa i lekko ją musnąć.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#13
01.12.2023, 22:34  ✶  

W słowach Laurenta, była absolutna racja. Mieszkanie często mówi o człowieku. O jego charakterze, zainteresowaniach, poglądach. Gdyby tak ocenić mieszkanie pod względem Nicholasa, brak dekoracji mógł stanowić pustkę, samotność. Zimne barwy ścian i brak na nich czegokolwiek, chłodne nastawienie do wszystkiego i tajemniczość. Nic więc dziwnego, że Laurent znając już częściowo Nicholasa, bez problemu był wstanie sobie wyobrazić jego mieszkanie. Słowa przez niego wypowiedziane, były bardzo trafne. I jeżeli zastanowić się, jak mogłoby wyglądać wnętrze miejsca zamieszkania Prewetta, było zapewne takie, jakie mu w iluzji przedstawiał. Ciepłe. Kiedy miejsce zamieszkania Nicholasa, było zimne. Dwa przeciwne fronty, zderzyły się tworząc parę.

- Zatem przeciwnością Twojego bałaganu, jest mój porządek.
Odparł, jakby tak faktycznie mogło być. U Nicholasa był porządek, a to dlatego, że prawie nic tutaj nie było za bardzo przykuwającego oczy.
"Jesteś dla mnie wyjątkowy…" - te słowa, brzmiały jak docenienie kogoś. Tak mógł określić go Laurent. Coś jednak będącego w czarodzieju o zimnym sercu, przykuwało ciągle uwagę drugiego, od którego biło ciepło.

Rozmowa o wywiadzie schodziła na niezbyt już przyjemny tor Prewetta, więc Yaxley zakończył go, wyrzucając gazetę za kanapę. Dostał to co chciał. Jego opinię. Być może prawdziwą. Poznał jego zdanie na temat swojej drugiej osobowości, maski i tego dla kogo działa. Wiedział, jakie ma spojrzenie Laurent względem Śmierciożerców.

Nie chcąc marnować czasu, pozwolił sobie przejść do następnego etapu swojej gry, zachęcając Laurenta, aby usiadł obok niego. Jakby wiedział, co w tej kawiarni było w jego oczach ukryte. Zakodowana wiadomość, która została dzisiaj odczytana. Tutaj jednak nastąpiła niespodziewana zmiana, której Nicholas się nie spodziewał. Laurent podszedł do niego, ale nie żeby usiąść obok. Podszedł, aby zabrać mu szklankę z whisky i usiąść mu okrakiem na kolanach. Nicholas oparł się plecami o oparcie kanapy, jakby chciał mieć lepszy widok na selkie przed sobą. Jedno było interesujące. Laurent upił łyk alkoholu, który raczej nie był słaby. Zrobił to specjalnie? Zmarszczył brwi, obserwując go uważnie. Analizował jego każdy ruch, jak zgarnia ze swojej wargi kropelki płynu, aby po chwili natrzeć tym samym palcem, jego wargi. Nicholas odebrał do jako zaproszenie. Chwycił jego koszulę i pociągnął ku sobie, jednocześnie samemu ciałem zbliżając się do niego, aby pocałować go prosto w usta. Drugą rękę, położył na jego plecach. To była odpowiedź na jego pytanie. 

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#14
01.12.2023, 23:50  ✶  

Niepoprawność tańczyła między kroplami whiskey. Od norm kultury i wysokiego tonu, mądrych wypowiedzi i wysokich akcentów tego spotkania, milimetra polityki i podziwu odwagi, aż do tego punktu. Motyle zatańczyły w jego brzuchu. Taka jednorazowa miłość na przetracenie, taka chwila przyjemności. Poczucie wyswobodzenia, wyniesienie siebie do rangi kogoś ponad zwykłego człowieka, którym się przecież było. Ile trzeba osiągnąć, żeby stać się NIEzwykłym? Dla Laurenta wystarczyło kilka westchnień i oddane mu spojrzenie. Oczy zfokusowane tylko na nim, oddające mu tą jednorazową miłość. W tym świecie nie wszystko jednak musiało być jednorazowe. Ta niepoprawność na przykład taka nie była. Tańczyła w nim od maja pośród zastanowienia, ile warte było tak naprawdę jego życie oblepione złotem galeonów. Ile warte były te znajomości i ile ramiona, którymi chciał być obejmowany, a nie obejmować. Nie powinien wyceniać siebie miarą tych dotyków. Tak jak może nie powinien się zastanawiać, czy to spotkanie było poprawne dlatego, że gdzieś tam w innym mieszkaniu był Philip Nott, który ostatnio wyrzucił mu w twarz, że wszystko ogranicza do seksu. Właściwie - czemu nie? Czemu miał tego nie robić, skoro tego chciał? Nie. Nie chciał. Chciał i potrzebował czegoś o wiele głębszego i dalszego, ale nie mógł tego dostać - dlatego zapychał tę pustkę i ten głód miłością czysto fizyczną. Liryczną.

Wydał z siebie dźwięk zduszony w pocałunku. Dźwięk zdziwienia, kiedy ruch pojawił się tak szybko, a on instynktownie odsunął rękę z trunkiem na bok, który zakołysał się niepewnie w szklance. Nie uciekł z niej na całe szczęście. Niby taki zimny człowiek, a jego usta były takie gorące kiedy dotknęły tych jego. Miał to. Dostał to. Odhaczony jeden fistaszek przy fantazji, jaka zrodziła się ledwo chwilę temu. I chociaż whiskey zapiekła jego gardło, to scałowana z tych warg smakowała miodem i cytryną. Uśmiechnął się pomiędzy pocałunkami, sięgając wolną, zimną dłonią do napiętego teraz barku. Nicholas wydawał się spragniony. Głodny. Przemówiła przez niego niecierpliwość, albo właśnie tak głębokie pragnienie - jedno z drugim się wcale nie wykluczało.

- Jak to było z tym alkoholem i kontrolą, hmm? - Oderwał się w końcu po długich pocałunkach od jego ust, żeby spojrzeć mu w oczy. Serce mu już przyjemnie biło, ciepło rozlewało się po ciele sięgając policzków. Ciepło. Bo kiedy dwa ciała były przy sobie i krew zaczynała szybciej krążyć od razu robiło się ciepło. Znikało poczucie pustki i znikały wątpliwości. Ściągnął jednym ruchem koszulę z siebie, pozwalając jej spaść na podłogę i uniósł znów szklankę prawie tak, jakby chciał się z niej znów napić. Ale nie. Odchylił lekko głowę i pozwolił trunkowi skapnąć na jego szyję, przesunąć się na obojczyk i pierś.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#15
02.12.2023, 00:36  ✶  

Zaplanowane spotkanie, przebiegało zgodnie z planem Nicholasa. Jego gra nie napotkała żadnych przeszkód. Od rozmowy zwyczajnej poprzedzanej przekąskami, po wyjaśnienia związane z wywiadem aż do punktu kulminacyjnego. Yaxley to wszystko zaplanował tak, aby selkie poczuł się tutaj jak prawdziwy gość. Aby też mogli w spokoju dokończyć, sprawy niedokończone w kawiarni.

Tak też tutaj, siedząc na wygodnej kanapie, Nicholas miał na swoich udach cenny skarb, który tego dnia mógł być tylko jego. Jak w Rose Noire. Różnica w tym była co prawda duża. Tutaj, Laurent mógł kontrolować siebie. Nie był pod wpływem niczego. Do czasu, aż nie zabrał Nicholasowi szklankę z alkoholem. Yaxley przyglądał mu się, nie zastanawiając się dłużej, przyjął zaproszenie do swojej gry. Ich gry. Pocałunek był z początku zwyczajny, ale przemieniał się w głęboki. Robili przerwy. W przeciwieństwie do Laurenta, Nicholas nie uśmiechał się. Brał to całe zdarzenie jako własna misja do wykonania. Tak. Był głodny. Potrzebował tego, gdyż od długiego czasu nie zawitał w żadnym klubie. Nie mieli w nim zapewne to, czego chciał. Czyżby selkie było jego słabością? Chciał go mieć dla siebie.

Gdy pocałunki zostały przerwane przez Prewetta, Nicholas spojrzał swym lodem w oczach na niego, słysząc pytanie. Czy to znaczyło, że zaczął mu się udzielać alkohol? Na razie milczał. Marszcząc brwi i obserwując, jak odstawia szklankę. Znów się odwraca przodem i zdejmuje koszulę. Nicholas uniósł brew ku górze. Takiego może scenariusza nie przewidział. A tym bardziej następnego. Laurent ponownie wziął jego szklankę z zawartością whisky i wylewał na siebie?

- Chyba widzę już granicę kontroli.
Jeden łyk ponad czterdziestoprocentowego alkoholu, mocno chyba uderzyło w mózg selkie. Nie da się ukryć, że trudno było oderwać wzrok od kuszącego ciała czarodzieja. To jednak Nicholas zabrał mu szklankę, jedną ręką trzymał go za plecy, a drugą odstawił naczynie na ławę. Wrócił do swojej pozycji by znów na niego spojrzeć. Ujął jego podbródek i znów złączył ich usta ze sobą. Tym razem składając mu powolne pocałunki, kierując się nimi stopniowo po wyznaczonej trasie przez alkohol. Nie schodził przesadnie nisko, ale na tyle, jak pozwalała mu pozycja siedząca. Niestety nie mógł wstać, kiedy selkie miał na swoich udach. Przerywając pocałunki, spojrzał chłodnym wzrokiem, gdzie wnętrze organizmu mu się rozgrzewało od tych czynów, aby sięgnąć po guziki swojej koszuli, rozpinając ją.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#16
02.12.2023, 01:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.12.2023, 10:49 przez Laurent Prewett.)  

To nie alkohol prowadził jego ruchy. Nie alkohol dyktował jego głód - tak, jego własny. Ten, który wychodził naprzeciw Nicholasowi. Poszukiwali w sobie zgoła czegoś innego, ale prowadziło ich do tego samego. Bliskość fizyczna budowała bliskość mentalną - i zarówno to pierwsze jak i drugie potrafiło gasnąć całkowicie, kiedy już pragnienia i emocje zostaną zaspokojone. Gdy zbledną, zgasną.

- Czyjej? - Padło pytanie, gdy mierzył mężczyznę zadowolonym spojrzeniem. Teraz ten zapach mu się podobał - ta woń whiskey, której kropla sunęła po jego skórze. Ale on oczekiwał, że droga tej kropli zostanie zmyta, a jej chłód zapomniany w przypływie gorąca. Sama Afrodyta tylko najlepiej wiedziała, że gdyby tylko ten stół był pusty to Laurent wyciągnąłby się na nim, ciągnąc Nicholasa za sobą. Nie pociągnął jednak, nie ruszył się z jego ud, nie prowadził tej gry w inne miejsce, bo nawet nie miał ochoty podnosić się z tych ud. Spoglądanie na tego blondyna z góry było całkiem satysfakcjonujące. Nie, nie było to żadne porównanie do ich pierwszego zetknięcia, chyba że porównywać ze sobą noc i dzień co nastają po sobie naturalnie. Jeśli Nicholas sądził, że to alkohol już tak mocno zadziałał to może i to lepiej? Aniołom inaczej nie wypadało. A selkie? Czy selkie już wypadało, jeśli porównać je do syren, kusicielek i kusicieli zapraszających w morskie głębiny, by topić marynarzy?

- No wiesz... a ja liczyłem na to, że wypijesz całą. - Odezwał się ciepło, ze śmiechem zaklętym w słowach. Bo sam nie zamierzał więcej pić właśnie po to, żeby się nie upić. Słodkie. Że ten alkohol zabrał, jakby się obawiał tego, że mógłby w jego rękach odlecieć. Aż tańczyło na krańcu ust, że nie ma co się martwić, bo po alkoholu mógł być przecież tylko i wyłącznie łatwiejszy. Szklanka opuściła palce Laurenta gładziutko, prawie jakby w ogóle jej nie trzymał, a raczej unosiła się ona w powietrzu jednym z magicznych sposobów. Nicholas go jednak nie zawiódł mimo tego ruchu. A już sądził, że zabawa będzie popsuta. Westchnął tęsknie i zadrżał, napinając się nieco, wyginając to szyję, to potem lekko plecy, by nie żałować Nicholasowi dostępu do własnej skóry. Nieosłonięta teraz odzieniem odsłaniała skompletowane blizny - na nadgarstku od samobójczego cięcia, na przedramieniu od wypadku, na barku, od strony pleców, od ostrza noża. Wyciągnął swoje dłonie, by pomóc Nicholasowi pozbyć się guzików koszuli i przesunąć nimi potem po zagięciu mięśni z tym błogo niewinnym spojrzeniem, z tym anielskim uśmiechem, który nie mógłby przecież kusić do złego ani wodzić na pokuszenie. Który nie mógłby podsycać tego apetytu w Nicholasie, bo przecież to byłby grzech. Nie, nie mógłby. Ale Nicholas już w pełni mógł. Niech więc ten grzech zostanie wpisany na listę jego dokonań. Panie Boże, ładnie proszę...

Pamiętał to ciało. I choć nic tu nie pachniało sosną, to w perfumach Laurenta, delikatnych, dominowały drzewne zapachy - wetyweria, cedr i heban.

Pochylił się do mężczyzny, przylegając klatka piersiowa do klatki piersiowej, układając głowę na jego ramieniu i zamykając na moment oczy. Mógłby się tu zatrzymać - dokładnie w tym punkcie. Objął Nicholasa czule, wsuwając dłonie na jego plecy. Mógłby - w innym wymiarze, w innej rzeczywistości. Nie tu i teraz, kiedy zaraz jego palce wznowiły wędrówkę, by oprzeć się na biodrach Nicholasa i odsunąć się ledwo tak, by móc spojrzeć znów w te rozpalone oczy.

- Zobacz, jaki jesteś piękny, kiedy tak płoniesz... Piękniejszy jesteś tylko wtedy, gdy się uśmiechasz. - Szepnął niemal dotykając swoim nosem krańca jego nosa, muskając teraz opuszkami jego policzek, wsuwając je na krótko przycięte włosy mężczyzny.

Słabość do selkie, co..? Ach, ale Laurent był selkie tylko w połowie.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#17
02.12.2023, 12:13  ✶  

Dla ich bezpieczeństwa. Choć po jednym łyku spożyli rozgrzewającego przełyk alkoholu, według Nicholasa to wystarczało. Jeżeli miało tutaj dojść do czegoś więcej, wolał aby z obu stron była taka potrzeba. Nie tak jak w Rose Noir, gdzie na jednego działała amortencja, a drugi był pod wpływem środków odurzających. Tutaj sami kierowali sobą, swoimi ruchami, ciałami, aby nakarmić swój wielomiesięczny głód. Czy raczej wieloletni?

Na to pytanie Nicholas nie odpowiedział. Uniósł kącik ust, jakby to miała być odpowiedź. Pytanie bez odpowiedzi. Zagadka pozostawiona do samodzielnej interpretacji wydarzenia. Tego co działo na jednej kanapie. Nie zmieniali swojego miejsca. Nicholas nawet nie proponował. Nie teraz. Z tą płochliwą selkie trzeba było obchodzić się ostrożnie. Przy nieodpowiednim ruchu, zagraniu, może go spłoszyć jak kota. Laurent go uprzedził. Nicholas pamiętał. Dlatego grał ostrożnie. Sypialnia nie była daleko. Pokój obok. Równie surowa co salon. Choć miała bardzo ciemne meble, to jednak jasne ściany szarości. Nawet sypialnia, potrafiła odzwierciedlić wnętrze  gospodarza. Łóżko, duża szafa na ubrania, komoda i samotny w kącie fotel. Skromnie. Po co więcej?

- Podobno przez niego można stracić kontrolę. A tego chyba nie chcemy?
Odpowiedział ze spokojem, widząc na jego ustach uśmiech. Ale sam nie okazywał już tego. Skupiony mając wzrok na jego ciele, jak i za chwilę na twarzy. Alkohol im nie ucieknie. Z drugiej strony, byłoby dobrze pamiętać ten czas. Aby Laurent to zapamiętał. Wiedział co robi i z kim. Mieliby wspólny sekret. O ile nie brudny. Nicholas po odstawieniu szklanki, wziął się za całowanie ciała Laurenta, nie spiesząc się z tym. Gdy trasa się skończyła, postanowił pozbyć się także swojej koszuli. W rozpinaniu guzików, pomógł mu Prewett. Dzięki temu mógł na nowo przypomnieć sobie umięśnione ciało Yaxleya. To co jednak zrobił następne, było wręcz zaskakujące. Tak. Wciąż zaskakiwał. To się u Laurenta nigdy nie zmieni. Działał na Nicolasa jak magnes. Jak statek, który próbował się przebić przez górę lodową. Ale jeszcze przez te uderzenia, nie zatoną. A może tak?

Przylegając swoją klatką piersiową do Nicholasa i jeszcze obejmując, Yaxley nie wiedział do końca jak to odebrać. Czy to było przytulenie? Czułe objęcie? Ogarnęło go dziwne uczucie. Którego nie znał. Jego lodowy mur, otaczający zamrożone czarne serce, otrzymał pierwsze pęknięcie. Gdy tak w unieruchomieniu siedzieli, Nicholas niepewnie, ale objął go. Położył jedną dłoń na jego plecach, drugą powędrował na jego kark. Milczał. Wpatrując się w pustą ścianę przed sobą. Nie trwało to długo. Ale mogło wieczność. Przestał obejmować Laurenta, kiedy ten chciał zmienić swoją pozycję na jego kolanach. Zimne, ale też i rozpalone oczy spojrzały znów w oblicze twarzy selkie.

Mur został naruszony. Pojawiło się w nim pęknięcie. Delikatne, ale widoczne. Czyżby słowa wypowiedziane przez Lukrecję tamtej nocy, miały tak silne działanie? W głowie Nicholasa powróciły jak bumerang.

”Chciałbym cię spotkać poza tym więzieniem...",

"To ty nie będziesz mógł o mnie zapomnieć…"

"Chciałbym wyjąć dla ciebie to szkiełko z twojego oka…"

"Dlaczego to się dzieje?"
- zadawał sobie to pytanie nie jednokrotnie. Ale teraz, co się właściwie działo? Nicholas po jego słowach, pozwolił aby ten zetknął ich nosy ze sobą. Wtedy zadał mu pytanie:
- Co Ty ze mną robisz?
Obawa? Czy rzeczywiście, Nicholas odkrył w sobie słabość do selkie? Męskiego osobnika, który na wpół jest także człowiekiem?

Musiał to przerwać. Jednak to było silniejsze od niego. Swoimi dłońmi wodził po jego talii, delikatnie masując palcami. Jakby badał jego delikatną skórę. Jego mur miał jedno pęknięcie. Nie mógł pozwolić na więcej, kiedy przez cienką linię przedostawało się ciepłe powietrze, aby roztopić zamrożone czarne serce. Yaxley odwrócił głowę na bok. Odwrócił wzrok. Jakby chciał uciec od tego dziwnego uczucia, choć Laurent mógł wciąż zatapiać swoje palce w jego włosach.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#18
02.12.2023, 14:00  ✶  

Wystarczyło w pełni, bo chociaż Laurent nie powiedziałby, że już jest pijany to jego ta drobina alkoholu rozgrzewała. Drugi łyk by już rozluźnił. Trzeci już doprowadziłby do miękkości. Nie zamierzał więcej pić, chociaż właściwie mógłby się upić, gdyby tylko okoliczności bardziej temu sprzyjały. Gdyby Nicholasowi ufał, że taki reset nie skończyłby się w dziwny sposób. W... jakiś bardzo nieprzewidywalny dla niego sposób, bo chociaż ciągle i nieustannie badał Nicholasa, jego reakcje, chociaż starał się znaleźć schemat to zaskoczenie wracało jak bumerang. Nie rozumiem. Bo nie rozumiał. Starał się, skupiał przez to bardzo mocno na każdym jego geście i słowie, ale nie rozumiał. Czegoś mu brakowało. Z jednej strony sądził, że blondynowi zależy tylko na seksie, ale potem robił te gesty dookoła tego, które temu przeczyły. Nie machasz komuś gazetą przed twarzą sugerując, że to nie było rozsądne, nawet jeśli chwalisz jego odwagę - zdaniem blondyna w niejednoznaczny sposób. Nie robisz takiej... uczty. Może co najwyżej proponuje kawę i ciasteczko, jeśli jesteś wystarczająco miły. Nie odstawiasz szklanki z alkoholem i nie nawołujesz do rozsądku, żeby rozsądnie się zachowywać. Nie - zupełnie nie rozumiał. Na kogo on w ogóle spoglądał? Nicholas znów się uśmiechał i wyglądał wtedy tak absolutnie uroczo. Ciepło. Chociaż troszkę ciepło. W to, że nie chciał tracić kontroli wierzył bez najmniejszego problemu - oznaczył go łatką osoby, która kontrolę lubiła posiadać. Ale był święcie przekonany, że to zaproszenie do puszczenia wodzy będzie dla niego jak pyszna szyneczka dla podwórkowego Reksia. Lecz nie. Może wywołało efekt rozpalający, ale wcale jego dłonie nie zacisnęły się mocniej na jego ciele, wcale nie pojawiła się nerwowość, nie pojawił się żaden zryw, którego w zasadzie się spodziewał.

Budowało w nim to bardzo zachęcające ciepło. Nie to, które jeszcze bardziej popędzały do sypialni, a te, którym chciał się z nim podzielić na o wiele istotniejszym dla niego samego podłożu. Bo przygodny seks można przeżyć chociażby i w burdelu. Ulżyć sobie, ściągnąć napięcie z ramion i zapomnieć. Czego się jednak nie zapominało to emocje. To więź, jaka budowała się w głowie. Nie był jednak na tyle arogancki, żeby sądzić, że to może wywołać aż taką reakcję. Że ruch jednego kamyczka stanie się dla samego Nicholasa lawiną. Nie podejrzewał tego, nie sądził, ale mógł to poczuć, kiedy ten ruch Nicholasa nagle był taki niepewny. Taki ostrożny - jakby bał się czegoś. Czego? Że rozpadnie się w jego ramionach? Mógłby. Był tak słaby i chorowity, że nawet kobiety radziły sobie ze ściągnięciem go do ziemi. A może tego, że już się od niego nie odsunie? Albo wręcz przeciwnie - że się odsunie, co zrobił? Dopowiedzeniem historii było jego spojrzenie. To, którym uciekł w bok. Co się zdarzyło dokładnie tamtej nocy? Miał wrażenie, że odpowiedź na to pytanie mogła być kluczem, chociaż mgliste, narkotyczne wspomnienia rysowały mu powierzchnię, a Nicholas kilkoma słowami dobudował resztę. O co w ogóle Yaxleyowi chodziło i czego chciał? Wykazywał tyle... szacunku, tyle, hm... zrozumienia. Może nie wypowiadanego na głos, może nie empatii, ale zrozumienia dla tego, że nawet jeśli dla niego najwyraźniej było to wspomnienie cenne, dla drugiej strony może być krzywdzące. I oto teraz siedzieli tutaj, a on miał przed sobą tego zimnego człowieka, który teraz był jakby rozbrojony. Laurent nagle obawiał się, że jeden jego szept może to zepsuć. Gładził go więc czule po włosach, po głowie, wpatrując się w przystojną twarz oczarowany.

Czy Nicholas Yaxley się zakochał?

Pochylił się, żeby ucałować jego policzek tak delikatnie, jakby miał przed sobą motyla wrażliwego na każde muśnięcie opuszków. Nie miał odpowiedzi na jego pytanie. Za to pamiętał dobrze, co mu obiecał. Pieśni chyba miały tak wiele wymiarów jak sama miłość. Zanucił najpierw początek tej piosenki. Głos Laurenta był klarowny, teraz cichy mimo tego, że zaczął śpiewać - i mimo tego, jak wysoki, anielski był jego głos. Obiecał mu to - piosenkę. Tak jak Gerda śpiewała Kaiowi, żeby roztopić ten lód.

- No, I can't forget this evening
Or your face as you were leaving
But I guess that's just the way the story goes
You always smile but in your eyes your sorrow shows
Yes, it shows...*

Pokiwał głową na boki i uśmiechnął się całkiem wesoło, bo to właściwie było dziwne - ich sceneria w tym momencie, ich spotkania, ich rozmowy, ich... wszystko. Całkiem dziwne, ale Laurent naprawdę lubił śpiewać ludziom. Kochał wręcz. Nie wiedział, że umysł mężczyzny chroniony był oklumencją, bo przecież pieśń syren tyle na tym traciła..! Ale wystarczyło obniżyć ściany, żeby zobaczyć ten sam pokój inaczej - pokryty szronem, z rozburzonymi ścianami i zimowym niebem nad ich głowami, z których spadał śnieg, chociaż był środek lata.

- Nie wiem, co z tobą robię, ale mam nadzieję, że masz fantazję co zrobić ze mną i weźmiesz mnie do sypialni i porządnie wycałujesz. - Przejechał palcem pod jego podbródkiem, ciągle ciepło uśmiechnięty.



Harry Nilsson - Without You


○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#19
04.12.2023, 01:11  ✶  

Nicholasa trudno było rozszyfrować. Był tajemnicą, chodzącą zagadką. Najwyraźniej trafił się moment, w którym to Laurent, sądząc że poznał Nicholasa, to jednak go coś zaskakiwało. Czegoś nie zrozumiał w jego postępowaniu. Yaxley ostatnim razem, przy pierwszym ich spotkaniu, wziął go od razu. Tutaj, widocznie zachowywał ostrożność. Bo nie chciał może, aby Prewett przypomniał sobie tamtą noc i odebrał ją inaczej niż to co mieliby dzisiaj robić. Jednakże jasno dawał do wiadomości, że tego chce. Nicholas stracił kontrolę, wpuścił Laurenta do siebie tam, gdzie wchodzić nie powinien. Pęknięcie będzie trzeba załatać. To nie może się więcej powtórzyć.

Tamtej nocy nie zdarzyło się nic, co by miało być złym wspomnieniem dla Laurenta. Spędzili noc dobrze. Nicholas zrobił co do niego należało. Laurent także. Yaxley go nie skrzywdził. Jakiego dostał od Dantego, takiego mu pozostawił i dobrze jeszcze zapłacił. Był dobrym nabytkiem lokalu. A teraz, ma go przed sobą. Na udach. Za darmo. Nie musiał za niego płacić, aby zrobić cokolwiek.
Tutaj. Na tej kanapie doszło do pewnych zmian. Laurent, mimo przebłysków z przeszłości, coś jednak pamiętał z ich nocy, skoro zauważył różnicę.

Czy Nicholas Yaxley się zakochał?

On nie zna pojęcia miłości.

Gdyby to pytanie zostałoby mu zadane prosto w twarz, wyśmiałby. On? I miłość? Im głębiej będzie się zastanawiał, wytłumaczy się dziwnym przywiązaniem, zafascynowaniem półselkie.

Ta pieśń. Ta obiecana pieśń. Pamiętał o niej. Nicholas pozwolił sobie na usłyszenie jej fragmentu. Jakby miał zostać obudzony do rzeczywistości. Choć i tak zadał pytanie. Zimnym spojrzeniem swych oczu lustrując piękną twarz męskiej Gerdy. W tej pieśni zauważył coś, co faktycznie sprowadziło go na ziemię. Oklumencja zablokowała działanie mocy śpiewu. Śpiew syreni? Nicholas spojrzał na niego uważnie. Nie lubił takich zagrywek. To nie pierwszy raz, kiedy ktoś próbuje manipulacją wedrzeć się do jego umysłu. Jemu jednak był wstanie wybaczyć. A odpowiedź na swoje pytanie, otrzymał. Konkretne. O to mu chodziło.

- Jednak też tego chcesz. Pozwól, że zaprowadzę Ci do swojej Krainy Lodu. Gerdo.
Odwrócił sytuację, zwracając się do niego tak, jak on tamtego dnia, nazywając go Kajem. Klepnął Laurenta dość znacznie w uda, zalecając mu zejście z siebie, bo inaczej nie wstanie. Jeżeli Laurent ów czyn wykonał, Nicholas podniósł się i wskazał kierunek do swojej sypialni. Otworzył drzwi i wpuścił selkie do środka. Można to sobie wyobrazić, że to lodowa komnata, niczym nie wyróżniająca się od innych pomieszczeń. A najważniejsze dla nich, było przecież łoże. Sami we dwoje na czymś wygodniejszym. Po zamknięciu drzwi, Nicholas pozwolił sobie przejść do rzeczy. Zdjął rozpiętą koszulę i rzucił ją na fotel. Podszedł do Laurenta i objął go w pasie i w karku, od razu przechodząc do głębokich pocałunków. Uwolnił w sobie lodowy ogień zaspokojenia głodu. Pchnął w pewnym momencie młodego na łóżko. Przejął konkretnie już dominację nad całą zaplanowaną grą. Żeby przejść do czynów, potrzebował pozwolenia. Obiecał nie robić mu nic i nie wracać do wspomnień z przeszłości, jeżeli tego nie chciał. Szanował tego Prewetta. Fascynował go.

Obaj panowie znaleźli się w zimowym tunelu miłości, gdzie pociągi mają tylko jeden wjazd do tunelu. I tak oto Nicholas zaspokoił swój i Laurenta głód, który trawił ich przez lata. Nicholas nie zapomniał. Laurentowi, przypomniał. Był delikatny, ostrożny, ale też gwałtowny. Dodawał emocji, aby pamiętał. To był ich sekret.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#20
04.12.2023, 15:05  ✶  

Więcej. Czasem człowiek był nienasycony. Potrzebował czegoś innego. Nowego. Nie musiało być lepsze, albo nie musiało być porównywalne. Miało przyjść ze swoją intensywnością, z westchnięciami, z jękami proszącymi o więcej. Proszenie o przekroczenie granic czasem wiązało się z rozczarowaniem. A czasem było dokładnie tym, czego oczekiwaliśmy.

Rozpalił jego ciało i umysł, wpisał się w niego poczuciem wyjątkowości, o którą przecież już go oskarżył. Jesteś dla mnie wyjątkowy. Co ta wyjątkowość jednak miała oznaczać - tego zdradzać nie zamierzał. Jeszcze nie. Jego wyginające się ciało było prawie jak plastelina, którą można ułożyć podług własnych potrzeb, ale to prawda - należało ją traktować z odpowiednią ostrożnością. Nie zmieszać za mocno kolorów. Nie nacisnąć za mocno. Piękna konstrukcja mogła szybko zamienić się w brzydką breję, która nie odpowiadała nikomu. Ten jeden łyk alkoholu gdzieś grał mu w mocno bijącym sercu, które stukało w klatce piersiowej nabierając tempa, a teraz powoli stygnąc. Uspakajając się. Seks miał przynosić spokój. Tymczasem miał wrażenie, że przyniósł popiół w zaciszu własnych myśli. Leżał tak parę chwil obejmując Nicholasa jakby to właśnie on był tu najbardziej kruchym skarbem na świecie, zachłannie podziwiając ciepło, gorąco wręcz jego ciała, choć wcale na niego nie spoglądał. Oczy miał zamknięte. Nie musiał. Mapa jego ciała zapisana została w jego głowie. W końcu jednak się odsunął, wyplątał z jego rąk i z pościeli pozbawiony wstydu swojej nagości, czując się całkowicie pewnie w skórze, którą nosił. Mając w sobie pewność, że to ciało się podoba.

Poprosił Nicholasa o użyczenie łazienki i ręcznika. W swojej delikatności nie znosił wielu rzeczy - brzydko pachnieć tym bardziej. Nie było w jego ruchach pośpiechu, poczucia, że musi uciekać, że skoro już się ze sobą przespali to znów - nic ich nie łączy. Zabawne, bo stojąc pod prysznicem pomyślał że na miejscu Nicholasa w przypływie dobrego humoru mógłby odwrócić teraz konika i zadać to pytanie sobie samemu. Bo skoro gra była dokończona... była? To już, to wszystko? Wątpliwości były rzeczami, które zjadały Laurenta od środka i przybijały go na dno. Do zimnej ziemi tego lodowego królestwa, które okazało się bardzo gościnne, a w swoim mrozie - gorące. W swojej próbie zrozumienia Nicholasa i rozszyfrowania jego zamiarów nie zdawał sobie sprawy z istnienia najważniejszego elementu - że Nicholas bardzo chciał, żeby Laurent zapamiętał. Tak jakby ta niepamięć była czymś, co naprawdę mu przeszkadzało, nawet jeśli o tym nie mówił i być może nawet nie przyznawał się do tego samemu przed sobą. Prawdy wypowiadane w lustro były najtrudniejsze - wiedział o tym najlepiej.

- Następnym razem lepiej zaproś mnie na randkę. - Zażartował delikatnie, albo przynajmniej spróbował, bo wcale nie spodziewał się następnego razu. Wsunął spodnie na siebie, rozglądając się za koszulą, która (no tak) została przecież w salonie, ale dopiero po chwili to do niego dotarło. Zapiął zegarek na nadgarstek spoglądając na godzinę. Nie było pośpiechu. To był żart, bo kto by to potraktował poważnie. I jakiej niby randki mogło doświadczyć dwóch mężczyzn?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (8377), Nicholas Travers (5757)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa