Była rzecz cenniejsza od galeonów i czystego złota na tym świecie. I była to wiedza. Informacje, których czasem za pieniądz kupić się nie dało. Które czasem były walutą samą w sobie. Wiedza byłą cenna, szczególnie ta o ludziach. Laurent próbował uczyć się na błędach, ale odmawiał przyznania, że ten świat był doszczętnie zepsuty. Wiedział, że to go wyniszcza, a mimo to uparcie brnął w objęcia tego... szaleństwa. Tej autodestrukcji. Spychało to z niego kolory, sprawiało, że zaczynał blednąć, zatracać się w tym wszystkim, że umysł odmawiał mu posłuszeństwa i nakręcał się na rzeczy złe.
- Chodzi mi o to, panie Travers, że to, czy coś ci się podoba czy nie nie stanowi wypadkowej jedynie logiki i chłodnej kalkulacji. - Tak, spoglądanie sercem... był jeden taki poeta z Polski, który o tym pisał. Niestety Laurent nie był w Polsce, by uczyć się poezji, więc Mickiewicz pozostawał z dala od jego dłoni. Pewnie znalazłby się jakiś anglik, który o tym wspomniał gdzieś między wersetami, ale żaden nie przychodził mu do głowy. Bo też nie było tak, żeby akurat liryka zajmowała głównie jego mózg. - I tak jak mówiłem - do tego nie jest potrzebna specjalistyczna wiedza. - Spojrzał na to piękne morze, które nuciło pieśni do jego uszu i ciągle zapraszało do tego, żeby skryć się w nim na wieki. - Ale pewnie ty większość widzisz w szarości, którą się otoczyłeś i większość jest ci obojętna. - Wypowiedział te słowa z zamyśleniem, cicho, jakby fale mogły ująć je w spienione grzbiety i porwać ze sobą, by dołączyły do wszystkich wraków statków spoczywających między koralowcami. A mogły? Niektóre słowa nigdy nie powinny zostać wypowiedziane. O innych można było tylko szeptać. Nawet jeśli ich największym podsłuchiwaczem mógł być co najwyżej jarczuk, którego nawet nie było w polu widzenia. Ach, może skrzat?
- Każdy człowiek potrafi inaczej komunikować żart. - Niektórzy się śmiali od razu, inni robili dziwne miny, jeszcze inni mieli specyficzny ton. A byli przecież też tacy, u których odróżnienie było naprawdę niemożliwe. Albo przynajmniej cholernie trudne. - Jeśli chcesz się tego nauczyć wystarczy poświęcić uwagę. Na gesty, na ton, na uśmiech. Takim sposobem niekoniecznie trzeba rozumieć żart - można nauczyć się reakcji. - Ale do tego trzeba chcieć. Nie to, że Laurent zakładał, że Nicholas chciał. Natomiast... ach, no gadał sobie. Sam w sumie nie wiedział po co i dlaczego. Tak jakby miał przy sobie ucznia, któremu trzeba pokazać te skomplikowane drogi emocji i socjalizacji. Żeby trochę barw miało szansę zabarwić szarość płótna, jakim było życie Nicholasa. Laurent też potrzebował teraz kolorów.
Nicholas miał bardzo dobre założenie - Laurent by szukał. Zadawałby pytania. Krążyłby wokół tego. Nawet nie ze złej woli, na pewno nie ze złej intencji. Nie. Po prostu by go to męczyło. Niestety miał tę paskudną wadę, że rzadko kiedy wiedział, kiedy naprawdę przestać mówić i pytać, kiedy już złapał coś, co wydawało mu się istotne. I było istotne - tylko nieistotne było to, żeby wiercić. Żeby tak drążyć. Wiedział o tej wadzie i starał się ją chociaż kontrolować, jeśli nie zmienić i wyplenić z siebie.
- O-och. Oczywiście. - Mrugnął ze dwa razy, z jakiegoś powodu trochę zdziwiony tym... wyznaniem. Nie, nie wyznaniem, tym podsumowaniem tematu w sposób, który wcale nie zachęcał do drążenia. I akurat temu wierzył, co powiedział. Znał ludzi, którzy po prostu nie mieli w co włożyć dłoni. Wydawało mu się to cholernie smutne. - Jeśli nie chcesz o czymś mówić wystarczy powiedzieć. Jest to mniej przykre niż kłamstwa.