Trwało to zbyt długo, żeby się miał tak pochylać nad tym łóżkiem, więc się dosiadł. Na brzegu, z jedną nogą ułożoną na materacu, drugą dotykającą ziemi. Brakowało mu tej fajki, więc teraz nerwowo bawił się palcami wolnej ręki.
- Aaa, nie możesz nikogo przy sobie zatrzymać. Masz pewnie zły gust. Brutalnie szczerze, założyłbym się o trzysta funtów, że rwałeś do niejednego Śmierciożercy. Tacy frajerzy zawsze chodzili wypucowani. - Albo był po prostu za wolny i takie ścierwa jak Crow zabierali mu najlepszych typów spod nosa, zanim zdążył otworzyć gębę. Zarżałby z tego, ale się szybko powstrzymał, bo do niego dotarła prawda - nie, wcale tak nie było, oni mieli pewnie skrajnie przeciwne gusta.
Zaśmiał się dopiero po chwili. No bo przecież takie głupoty najlepiej leczyło się śmiechem.
- Na pocieszenie: lepiej mi niż swojej matce. - Zmodulował głos w dowcipny sposób. Celowo powiedział matce, a nie ojcu, bo tego typu faceci zawsze mieli kompleks tatusia. I o proszę, kilka zdań później pojawił się tatuś. - O kurwa, było ci to obojętne? Powiedz mi jeszcze, że robię słabego loda, to rozważę dociśnięcie ci do mordy tej poduszki.
Wszystko w tym jak się do niego odzywał, wskazywało na to, że żartuje. Kompletny brak powagi miał zabić ciążące nad Prewettem złe myśli. Podstawowy mechanizm obronny - kpienie ze wszystkiego, co go otaczało - mógłby nawet rzucić coś w stylu „pośmiejemy się z Fontaine z pierdół, które tu mówiłeś”, ale bardziej niż na rozluźnieniu atmosfery zależało mu na tym, żeby nie skończyć tej rozmowy na pseudo-obietnicy kolesia, co pewnie pęknie dokładnie w chwili, kiedy ktoś pogrozi mu szalikiem niepasującym mu do spodni.
- Łaskawa z ciebie księżniczka, ale żyłbym pięćdziesiąt razy spokojniej, gdybyś jednak uścisnął mi dłoń, powtarzając to.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.