• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 9 Dalej »
[27.07.1972] Too much | Laurent & Philip

[27.07.1972] Too much | Laurent & Philip
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#11
02.01.2024, 00:41  ✶  

Czym to się skończy, jeśli. Jeśli. Jeśli nie będziesz jadł. Czemu nie jesz? Co się dzieje? Jedz, albo spróbujemy ci podetknąć coś pod nos. Nie da się pomóc osobie, która nie chciała dać sobie pomóc. Mądre słowa trafiały do jego mózgu, ale opanowana teoria wcale nie sprzyjała jej wykorzystaniu. Znał się na biologii. Widział, co działo się ze stworzeniami, które nie miały wystarczająco pożywienia, co działo się z ich ciałami i jak zaczynały funkcjonować. Lub raczej - jak przestawały funkcjonować. Bo na tym polegała ta prosta recesja podstawowych potrzeb organizmu, że ten pożerał siebie samego. Musiało mu wystarczyć to, w co zatapiał swoje paszcze, jeśli sprzeciwiałeś się podstawie - żeby jeść. Żeby spać. Co prawda blondyn przy nim nie powiedział tego wprost, ale brzmiało to jak przygana. Upomnienie. Całkowicie słuszna, choć nikt nie lubił być ganiony, szczególnie w starszym wieku. Łatwiej było przełknąć przyganę od rodzica niż od kogoś, kto jest twoim... e... przyjacielem?

- Staram się poprawić. - Dobry tekst na zbycie. Prawie jak sztuczka "zastanowię się", które nigdy nie nadchodziło. Sztuczka, którą głównie stosował wobec ojca, bo kiedy to do niego mówił to zazwyczaj już miał odpowiedź gotową na podorędziu. Po prostu nie chciał jej mówić - nie spodobałaby się Edwardowi. Tutaj jednak to nie było zbycie - to oświadczenie o staraniach poprawy. - Odwiedziłem nawet lekarza. Postaram się o regularne wizyty. - To chyba nie było coś, co powinien mówić temu człowiekowi (chociaż w sumie czemu nie?), ale już kiedyś rozmawiali na temat terapii. Dlatego o tym wspomniał. Philip również miał swoje doświadczenia na tym polu. Powinien mu mówić więcej..? A jeśli tak - to ile? Wszystko? Część? Czy jego to "wszystko" w ogóle obchodziło? Nie chciał być ciężarem. Nie chciał psuć komuś nastroju z powodu swoich bzdurnych problemów, kiedy tych problemów każdy miał cały stos. Jak chociażby teraz Philip z rodziną w sprawie felernego pojedynku.

Tak. Prosta odpowiedź, chociaż pytanie nie było chyba proste. Prosta odpowiedź poprzedzona nieprostą odpowiedzią na nieproste pytanie. Pytanie ze swoim dnem. Odpowiedź prezentująca dojrzałość i zrozumienie tego tematu przez człowieka, którego znał od strony hulaki zupełnie nie przejmującym się czymś więcej niż powierzchownością. Który patrzył tylko na ładne kobiety - i ładnych panów. Piękno było... tak bardzo subiektywne. Laurent pokiwał powoli kilka razy głową w zamyśleniu.

- Spodziewałem się tej odpowiedzi. - To nie było złe, ale złe było już to, że mimo tego, że się jej spodziewał, potrzebował jej. Tak samo jak nadal potrafił wątpić. Śmieszne - wina nie leżała w Philipie. To nie tak, że nie miał do niego zaufania, przecież by go nie oszukał... wina leżała po stronie jego niepokornego mózgu podważającego wręcz samą jego egzystencję. To była nieustanna walka o kontrolę. - Zawsze uważałem, że jesteś bardzo wrażliwy na piękno. Niekoniecznie to powierzchowne. - Philip miał kilka naprawdę cudownych wartości i niezwykle dobre serce. - Tak, masz rację, uroda bardzo pomaga w karierze. Łatwiej rozkochać w sobie tłumy. - Uśmiechnął się lekko, nie mając problemu z potwierdzeniem tego faktu wobec tego, jak trasa i fani (fanki szczególnie) traktowali Philipa.

- Przyszedłem, bo... - Zaciął się. Tak samo ze stukaniem sztućcami o talerz się zatrzymał na momencik. - ... nie wiem, dlaczego przyszedłem. - Czy naprawdę po to, żeby porozmawiać? A w sumie po co innego? Na seks? Nie. A może tak. Żeby posiedzieć i pomilczeć? Heh, raczej nie. Na kolację? Nie spodziewał się tego. Przyszedł, bo obiecał. I teraz tu był. I smęcił. - Tak... jak zjem to poproszę o to Błyska... - Wrócić. Wrócić do domu. Wznowił jedzenie. - Nie chcesz o tym rozmawiać? - Dopytał w kwestii jego lakonicznej odpowiedzi, że nie rozmawiał z rodzicami.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#12
02.01.2024, 02:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.01.2024, 02:56 przez Philip Nott.)  

— Zrobisz to dla siebie, nie dla mnie. — Wypowiedziane ku niemu zapewnienie zdawało się być doskonałym sposobem na zbycie go. Tego rodzaju zagrywkę on miał opanowaną do perfekcji. W całym swoim egoizmie wyznaczył miejsce na ten zdrowy, do którego w tym momencie starał się przekonać Laurenta i chciał dać mu kredyt zaufania, że postara się poprawić. Dla siebie. Nie dla niego ani dla nikogo innego. — Podjąłeś dobrą decyzję o udaniu się do lekarza. Kolejną dobrą decyzją będą regularne wizyty. — Pochwalił go za to, że zdecydował się na wizytę u specjalisty i za powzięcie zamiaru odbywania kolejnych wizyt, o ile nie skończą się na samych zamierzeniach.

W takich chwilach jak ta zdawała się najbardziej wybrzmiewać różnica wieku między nimi, także przez zmiany które zaszły w nim samym. Na domiar tego w tym miesiącu właśnie ukończył trzydzieści pięć lat i to również nie pozostawało bez znaczenia. Bycie hulaką, egoistą nieprzejmującym się niczym i nikim poza sobą czyniło jego życie znacznie prostszym i przyjemniejszym. Tym wszystkim, czym nie było obecnie i czym nie miało już być. On musiał zastanowić się nad tym, czy naprawdę jest wrażliwy na piękno. Laurent zdawał się znać go lepiej, niż on sam siebie i tego nie mógł zanegować w żaden sposób.

— Spodziewałeś się tej odpowiedzi? — Może zamiast pytać należało zaakceptować ten fakt, choć chciał zrozumieć co się za tym kryło. Podczas którejś ich rozmów Laurent powiedział mu, że lubił ogrzewać się w aurze jego niezachwianej pewności siebie. Czy w tym momencie wyciągał znów dłonie w stronę roztaczanej przez nią ciepła? — Nie pierwszy raz pokazujesz, że znasz mnie lepiej, niż ja sam siebie. — Przebicie się przez wszystkie wzniesione przez niego mury nie należało do zadań łatwych przez to, że praktycznie nie opuszczał gardy i jakakolwiek próba dokonania tego skutkowała tym, że zachowywał się jak ostatni dupek. Trudno było wydobyć z niego to, co najlepsze, co najszczersze. Pozwolenie na to czyniło go podatnym na wszystkie zranienia, które goiły się znacznie trudniej niż zadane mu urazy fizyczne.

— Powodzenie gwarantuje głównie pewność siebie. — Patrząc na niego wszyscy widzieli to, co znajdowało się na powierzchni. Widzieli jego idealne życie, będące prawdziwym pasmem sukcesów okupionych ciężką pracą i dokładaniem wszelkich starań aby utrzymywać się na szczycie przy jednoczesnym dążeniu do zachowania swojej prywatności.

— Jeśli przyszedłeś porozmawiać to rozmawiajmy dalej, tylko w salonie. Podtrzymuję to, co powiedziałem wcześniej, że wysłucham tego, co masz do powiedzenia. Jeśli chcesz tutaj posiedzieć to możesz zostać tak długo jak chcesz. Błysk przygotuje ci sypialnię gościnną, co byłoby nawet rozsądne biorąc pod uwagę na porę. Nie będziesz spać na kanapie. Dobrze wiesz, gdzie znajduje się łazienka. — Nawiązał do swojego poprzedniego zaproszenia, które jeszcze nie wygasło. Pozostawił Laurentowi swobodę w podjęciu decyzji. Zakładając, że zarezerwował sobie całą noc na to spotkanie i nic na niego nie czekało. Cokolwiek chciał zrobić w ramach noclegu czekałoby na niego śniadanie. Jeśli chciał wrócić do domu również mógł to zrobić. Nie zamierzał zatrzymywać go na siłę w tym domu. Albo... mogę zostawić uchylone drzwi do swojej sypialni. To spotkanie nie miało zostać sprowadzone znów do seksu. Tego był pewien. Śmiała, szalona myśl. Nie miała zostać ubrana w słowa. Powodowana odczuwaną przez niego ciekawością - co zrobiłby przebywający w sąsiednim pokoju Laurent, kiedy on położyłby się spać. Niektórzy nie mogą zmrużyć oka w nowym miejscu - on tak miał podczas wyjazdów zagranicznych i aby to miało miejsce warunki musiały być zbliżone jak najbardziej do tych panujących w należącej do niego sypialni.

— Z tobą... mogę o tym porozmawiać. Z nimi... wiem, co ojciec miałby mi do powiedzenia. To nie zmieni wyniku tego pojedynku i nie sprawi, że zdecyduję się na dogrywkę z Lestrangem. Nie zmieni również tego, dlaczego zdecydowałem się wziąć w tym widowisku udział. — Uściślił. Rozmowa z rodzicami wydawała się mu bezcelowa. Z niej nie wyniknęłoby nic dobrego poza kłótnią.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#13
02.01.2024, 15:01  ✶  

Zrobić coś dla siebie. Żyć dla siebie, nie dla kogoś. To brzmiało abstrakcyjnie. Brzmiało jak coś, czego nie potrafił osiągnąć, chociaż się starał. Taka mała motywacja opadła jak liść z drzewa. Zaraz porwie go wiatr, a kto szukałby pojedynczego liścia na ziemi w całym lesie? Dla siebie... mógł popłynąć w głębiny morskie. Dla siebie mógł uciec i nie oglądać się za siebie. Przestać dbać, przestać się troszczyć, ale jego terapeuta powiedział, że przecież w tym świecie pełnym mroku (tego nie powiedział, zgoda) życzliwość należało nosić jak zbroję. Dobrze, tego też nie powiedział, a przynajmniej nie w ten sposób. Laurent jak zwykle przekolorowywał rzeczy nawet w swojej głowie. Faktem było jednak to, że troszczyć o samego siebie powinien się właśnie dla siebie samego. Przestać ciągle łapać to, jak inni na niego patrzą, czego chcą i czego oczekują. Powinien do tego dążyć. Wieczne czekanie, aż ktoś przyklaśnie nie było zdrowe. Skinął tylko głową ze smętnym uśmiechem. Skoro już podjął tę decyzję, by do lekarza się udać to nie zamierzał się teraz wycofać.

- Jesteś osobą, której naprawdę można ufać. Nawet jeśli czasem wykazujesz się szorstkością w słowach. Dobre serce, drogi Philipie, jest twoim bardzo mocnym atutem. - Tak jak nie wątpił w to, że przybiegłby bronić New Forest i to bez względu na ich relację, tak jakoś nie wątpił, że obroniłby jego, gdyby była taka potrzeba. Gdyby powiedziałby mu o swoich problemach - jak by zareagował? Nie chciał go wplątać w nic niebezpiecznego, a miał wrażenie, że byłby jak Edward. Nie mógłby usiedzieć z myślą, że jacyś bandyci, prawdziwa mafia, obserwuje jego kroki. Tak jak Laurent się zastanawiał, czy jego niedoszła kochanka, Fontaine, kiedyś zapuka w drzwi Philipa robiąc mu niemały problem. Co by też zrobił, gdyby mu się pokazał w swoim brzydszym stanie, jaki był rzeczywisty. - Ach, obu rzeczy ci nie brakuje. - Uśmiechnął się w jego kierunku, składając sztućce na pustym już talerzu. Odsunął go na bok i przyciągnął do siebie herbatę. Nie to, żeby wieczór był zimny, ale dobrze zrobił mu dotyk tej gorącej czarki. Philip był i przystojny i pewny siebie. Miał charyzmę i odpowiednią ikrę, która przyciągała ludzi. I równie łatwo ich zrażała.

Różnica wieku między nimi była oczywista, Philip przeżył kawałek więcej tych lat od niego. Dla większości był to minus. Już sam fakt, że byli tej samej płci był oburzający. Dodać do tego różnicę wieku i tworzyło się coś, na co większość zmawiałaby paciorek i wywalała na nich duże oczy. Laurenta to kręciło, cóż zrobić. Podobali mu się bardziej fizycznie starsi mężczyźni jak i pod względem dojrzałości.

I potem spadła petarda. Nóż tnący powietrze, które było nawet przyjemne, tworzący jakąś... więź, tak mu się przynajmniej wydawało. Nóż, który to przecinał. Znalazł się pomiędzy nimi na tym stole, a chociaż nie był wysoki, długi, szeroki, to tworzył mur. Potrzebował bardziej tej gorącej czarki. Przez moment milczał. Philip był zawsze taki... stanowczy. Lubił w nim to, bardzo lubił. Dzięki temu sam czuł się bardziej pewnie. Opierał się o niego i wiedział, że Nott nawet nie zauważy jego ciężaru. Tylko czemu w zasadzie to było takie... odcinające?

- Nie ma potrzeby. Jeszcze nie jestem bezdomny. - Zażartował delikatnie. - Ale dziękuję za zaproszenie. - Powinien podjąć ten temat? Rozmawiać o tym? Chyba już wystarczyło tego rozmawiania. Wycofał się gwałtownie jak ślimak lekko muśnięty palcem, który od razu zwija się do swojej muszelki. - Więc opowiedz mi o tym. Mam nadzieję, że nie weźmiesz sobie do serca słów rodziny. Byłeś niesamowity na tym parkiecie. - Zapewnił go, bo wcale nie był taki pewien, czy Philip czuł się z tym aż tak pewnie.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#14
02.01.2024, 17:37  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.01.2024, 17:39 przez Philip Nott.)  

Smętny uśmiech do Laurenta nie pasował - przynajmniej pozostawał szczery zamiast silić się na wymuszoną pogodę ducha. Czym było zaufanie? Tym, że możesz komuś powiedzieć o wszystkim, bez oceniania? Poczucie bezpieczeństwa? Czy naprawdę jest osobą, której można zaufać? Czy naprawdę Laurent mu ufał po tym wszystkim co miało miejsce między nimi? Nie tylko dobrymi rzeczami, ale również wszystkim co złe i niewygodne.

— A więc ufasz mi? To bardzo ładny eufemizm na to jakim potrafię być dupkiem. Miło to mi usłyszeć z twoich ust. — Zapytał wprost o zaufanie, które Laurent mógł w nim pokładać. Blondyn posiadał szczególny talent do ubierania w piękne słowa prawdy na różne tematy. Docenił to, że dostrzegał w nim coś dobrego, zaglądając poza jego powierzchność.  — To prawda.— Nie było tutaj miejsca na fałszywą skromność, która dla niego nie byłaby naturalna. Pewność siebie budował przez lata, bazując na swojej charyzmie i przeświadczeniu, że gdyby był nieśmiały to niczego by nie osiągnął w swoim życiu.

W swoim mniemaniu wyraził chęć do spędzenia całej nocy na rozmowach z Laurentem, zaoferował mu także możliwość posiedzenia tutaj jak długo tego potrzebował. Nie zaproponował mu jedynie uprawiania seksu, starając się tym razem wytrwać w swoim postanowieniu niesprowadzania kolejnego ich spotkania do pieprzenia się. Potrzebował wciąż regularnych uniesień i to nie uległo zmianie. Prawdopodobnie zaczynał przywiązywać większą wagę do tego, kogo sprowadza do swojego mieszkania oraz przed kim otwiera drzwi do swojej sypialni. To powinno powinno obejmować właśnie Laurenta. W toku wymiany na temat atrakcyjności fizycznej i brzydoty zdołał dojść do jeszcze jednego wniosku, który powinien skłonić go do powrotu do tamtej kwestii. Nie zamierzał jednak tego zrobić, gdyż dotyczyło to sfery seksu. Gdyby przyszło co do czego to nie zmieniłby swojego zdania co do jakiegokolwiek aspektu zadawania się z Laurentem, jednak wolał iść do łóżka z kimś, kto wygląda zdrowo - z kimś, komu nie będzie w stanie policzyć wystających żeber.

Odpowiedź, jaka padła z ust Laurenta, ten delikatny żart, wydała mu się nie na miejscu. Nie było to bez znaczenia. Philip w takich momentach jak ten, kiedy starając się dopasować do sytuacji wychodzi czemuś naprzeciw, uczy się na swoich błędach. W takich kategoriach rozpatrywał to, że stara się okazywać zainteresowanie sprawami swojego gościa zamiast skupiać się na sobie. To ostatnie było całkiem bezpieczną dla niego opcją - nie było miejsca na tego typu sytuacje, które prócz niezręczności wywołują w nim frustrację. Popychały go ku okazywanej przez niego szorstkości i nieprzebieraniu w słowach. Poczuł jak opuszcza go dobry nastrój, jak pod jego skórę wślizguje się napięcie. Zamiast wyrzucić z siebie wszystkie te myśli, zrobił jedynie dobrą minę do złej gry przez wymuszony uśmiech. Nie skomentował w żaden sposób słów Laurenta. Czego ty chcesz w takim razie? To pytanie, które powinien zadać zarówno Laurentowi, jak i sobie. Odłożył sztućce na swój talerz i otarł usta serwetką. Podniósł się ze swojego krzesła, pozostawiając na stole filiżankę z niedopitą herbatą.

— Błysku. Przynieś proszę do salonu... butelkę wina z czarnego bzu i butelkę syropu wiśniowego. Posprzątaj również ze stołu. Weź sobie tosta, jeśli masz ochotę. — Zwrócił się do swojego skrzata domowego. Podszedł do jednej z kuchennych szafek wyciągając z jej wnętrza dwa kieliszki do wina. Zażyczył sobie butelkę wina z myślą wyłącznie o sobie, natomiast z myślą o Laurencie uznał ze syrop wiśniowy z wodą będzie odpowiedni. Nie oczekiwał od niego picia dla towarzystwa.

— Nie wezmę. Dałem z siebie wszystko. — Pomimo tego, że miał wiele do powiedzenia w kwestii tego pojedynku, z jego ust padła jedynie lakoniczna odpowiedź. Zmierzając w stronę salonu, gwizdnął jedynie na swoje psy, które zaczęły iść za nim jak uprzednio za samym Prewettem. Pozostawił Laurentowi swobodę wyboru. Nie trzymał go tutaj na siłę.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#15
02.01.2024, 19:08  ✶  

Wiedząc, jak delikatne było ego Philipa nie chciał go podrażniać. Nawet nad powiedzeniem tego w tak delikatny sposób starał się to ubrać w słowa rzeczywiście ładne i delikatne. To też nie tak, że nie potrafiłby go tym dupkiem nazwać. Chyba by mógł, gdyby spotkali się wcześniej, kiedy był taki zdenerwowany, że nawet na swoją siostrę i Victorię nerwowo reagował, a w przypływie złości powiedział im parę niemiłych słów. Zastanawiał się potem, jak wiele rzeczy można było usprawiedliwić emocjami. Teraz nie chciał mówić mu niczego niemiłego. Wręcz przeciwnie - chciał mu prawić komplementy. Szorstkość zaś słów była całą tą dosadnością, którą się wykazywał, a która często Laurenta onieśmielała do niedobrego stopnia, gdzie się cofał. Gdzie źle rozumiał to, co druga strona miała do przekazania. Bo w ogóle nie zrozumiał jego słów o możliwości nocowania tutaj jak zaproszenia do tego, żeby rozmawiał z nim nawet i przez całą noc.

- Tak, Philipie. Ufam ci. - Dlatego czuł się przy nim bezpiecznie. W obliczu ostatnich rewelacji, kiedy naprawdę niewiadomą było, co jest prawdą, a co nie, kto jest wrogiem, a kto przyjacielem. Philip jednak był. Był. Stabilny, zmieniający się powoli, doświadczający swojego własnego rozdarcia, dlatego nie powinien być mu ciężarem. Oblicze ostatniej rozmowy jakoś nie dało żadnemu z nich perspektyw. Co tak naprawdę wyjaśniło? Chyba nic. Co najwyżej pozwoliło im spojrzeć na to, że ich wizje na życie się rozbiegało w dwie strony. Laurent gotów był uciec na kraniec świata, żeby tam żyć bez konieczności ukrywania się i cudowania, a Philip chciał karierę i... cóż. Nic nigdy nie mogło być takie proste, jak sobie tego życzymy.

Odetchnął cicho widząc tą reakcję Philipa i jego podniesienie się. Jego dyrygowanie skrzatem, którego poganiał po picie. Nie wstał i nie poszedł za nim od razu. Spojrzał w swoje odbicie w kubku herbaty, migające i zakrzywiające się przez światło żyrandolu. Wziął jeszcze dwa ostatnie łyki, zanim powędrował za blondynem.

- Czemu jesteś znowu zły. - Ni to pytanie ni to stwierdzenie opuściło jego usta, kiedy stanął w progu salonu. Wypowiedziane zmęczonym tonem, bo przecież nie miał na to ochoty. Philip na pewno też nie. Co zabawne, bo przecież rozmawiali o... rozmawiali o rozmawianiu. I niby była chęć podzielenia się swoimi opowiastkami... i oto są. Laurent wystraszony, znużony, a Philip... nie wiedział, obrażony? Zły? Urażony? Znów - normalnie by przepraszał, ale może już dość. Już nie chciał. Za co ciągle miał ten świat przepraszać? Chyba już tylko za to, że w ogóle żyje.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#16
02.01.2024, 20:04  ✶  

Philip za często dopuszczał swoje emocje do głosu, pozwalając aby wzięły nad nim górę. Zanim nadszedł moment refleksji, wszystko to co chodziło mu po głowie opuszczało jego usta powodując prawdziwą lawinę nowych problemów. On zawsze przychodził później, już po szkodzie. Powinno być odwrotnie. Powinien najpierw myśleć, a potem robić. Gdyby to jeszcze było takie proste. Zwłaszcza, że teraz tak dużo działo się w jego życiu prywatnym, które jeszcze było dalekie od ideału. To on sam musiał znaleźć złoty środek pomiędzy tym, co już miał i co chciał mieć. Nie ograniczając się do jednej płci miał całkiem szerokie pole manewru, a jednocześnie nawet nie przekroczył jego linii.

— Jeśli to ma jakieś znaczenie... ja również tobie ufam. — Przez ostatnie miesiące Laurent jeszcze bardziej zasłużył na zaufanie z jego strony. Po opuszczeniu kuchni i powrocie do salonu Philip położył się plecami na leżącym na podłodze ogromnym pluszowym psidwaku z rozprutą łapą. W prawej dłoni trzymał za nóżkę kieliszek wypełniony do połowy winem. Usłyszał znajome kroki, spoglądając w kierunku z którego rozbrzmiał głos Laurenta. Zadowalające było to, że od początku tego wieczoru nie padło ani jedno "przepraszam" ze strony tego mężczyzny rozumiane przez niego jako "przepraszam za to, że żyję".

— Nie jestem... zły. Jestem zmęczony. Nie zamierzam się dzisiaj kłócić. — Odczuwana przez niego frustracja, prowadząca do kłótni, tak naprawdę do niczego nie prowadziła. Opuścił go jednak dobry nastrój. Napił się odrobiny wina. W winie leży prawda, dlatego należało pić je z umiarem tak aby nie nabrało właściwości eliksiru prawdy.

— Zapytałem cię o to przed czym naprawdę uciekasz, wyrażając gotowość do wysłuchania cię i oferując nawet nocleg tak byś w środku nocy nie wskakiwał do mojego kominka wyskakując z tego w New Forest. Nie podjąłeś tego tematu, zamiast tego wyskakujesz z mało śmiesznym żartem i odmawiasz po raz kolejny mojemu zaproszeniu. Przez ten czas dowiedziałeś po co tutaj przyszedłeś? O pojedynku tak naprawdę nie ma co mówić. — Przemawiał starając się za wszelką cenę zachowywać spokojny ton głosu, bez dopuszczenia tych wszystkich emocji do głosu. Nie oczekiwał przeprosin ze strony Laurenta. Zarówno przedtem, jak i teraz.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#17
02.01.2024, 22:35  ✶  

Laurent na odwrót - starał się przede wszystkim trzeźwo oceniać sytuację, nie poddawać emocjom, ocenić to, co się dzieje, trzeźwo. To jednak różnie wychodziło. Za łatwo było mu się wycofać do strefy komfortu i nie mówić już niczego. Zamienić to na jakiś uśmiech, jakiś żart, jakieś... głupotki, które przestawały być zobowiązujące. Ewentualnie zmienić temat, przekierować go gdzieś indziej. Ze staraniami to było tak, jak z tymi dobrymi intencjami, kiedy za bardzo chcesz komuś pomóc. Okazuje się, że ta pomoc wcale nie była chciana, oczekiwana. Okazywało się, że duga strona oczekiwała zupełnie innej reakcji. To było najbardziej problematyczne w ich relacji. Kiedy poczuli negatywny bodziec, poczucie odepchnięcia, to się za szybko cofali. Każdy do swojego, przeciwnego kąta. Laurent miał teraz przebłyski dokładnie z tej sytuacji, która miała miejsce w jego łazience. Było naprawdę podobnie.

- Czym popsułem ci humor? - Zapytał spokojnie, stojąc w progu salonu i opierając się o framugę ramieniem. Aktualnie chwilowa potrzeba zachowania przestrzeni w nim dominowała, ale też nie chciał bardzo, żeby Philip pomyślał, że go teraz unika, że... w ogóle teraz nie chciał, żeby Philip cokolwiek źle odbierał. Dlatego zmusił się do tego, żeby przejść przez pokój i zająć miejsce na jednym fotelu, patrząc na Philipa, jego psy i tą śmieszą przytulankę, która już została przez psidwaki potargana. Usiadł powoli i ostrożnie. Spięty, bo Philip zaczął mówić i wchodzić pod jego skórę wrażeniem nacisku. Nie rozumiał, jak działała ta dwójka mężczyzn - Philip i Nicholas. Byli dla siebie kompletnymi przeciwieństwami. Philip, pomimo swojego ciepła, potrafił go zestresować jednym zdaniem. Skuteczny w tym jak sam diabeł.

- Po raz kolejny. - Powtórzył za nim cicho. Czyli jednak będą wracali do tamtej rozmowy. To chyba było nieuniknione, skoro potoczyła się tak i inaczej. Po co oni w ogóle się spotykali? Chyba mogli sobie przynieść tylko destrukcję w punkcie życia, w którym się znajdowali. Może to masochizm? - Przepraszam. - Teraz jednak te przeprosiny padły. Opuścił z niego smutne, zmęczone spojrzenie. - Nie brzmiało to jak zaproszenie. Brzmiało jak wytyczenie wyraźnej granicy między nami. - Nie zawsze da się w pełni zrozumieć intencję człowieka. Czy naprawdę musiał mu się tłumaczyć? Miał wrażenie, że stąpa teraz po wulkanie, który mógł wybuchnąć w każdym momencie. - Nie mam ochoty na zostawanie w pokoju gościnnym twojego mieszkania. Nie wiem, dlaczego sądzisz, że po... tym wszystkim taka wypowiedź nie zabrzmi jak odepchnięcie. Zabrzmiało. - A on miał gdzie spędzić swoją noc w bardziej komfortowych warunkach. Kiedy padło to upomnienie o tym, dlaczego w ogóle przyszedł to coś w nim znowu pękło. - Jesteś... - niemożliwy. Chciał zostać tu na noc. Chciał... potrzebował go. Bał się. Był cholernie przerażony, ale New Forest nie było jedynym miejscem, do którego mógł wrócić. Chciał mu też powiedzieć o wielu rzeczach. Jak zwykle coś jednak musiało się spierdolić. Nie chciał tutaj znowu wpaść w tantrum. Nie dokończył swojego zdania. Ale mimo niechęci do kłócenia się, rosła w nim irytacja.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#18
02.01.2024, 23:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.01.2024, 02:38 przez Philip Nott.)  

Nie miał obycia w tego typu sytuacjach. Przez całe swoje życie nie trwał w tak skomplikowanej relacji, która zdawała się być spisaną już na stracenie. Pozostawała wciąż i wciąż niedokończonym wątkiem. To wszystko mieszało mu w głowie. Nie miał pretensji do samego Laurenta. Wszystkiemu sam był winien i za wszystko ponosił konsekwencje, od których nie był w stanie się uwolnić pomimo wszystkich starań. Nie czuł się kompletny.

— Ostatnio to nie jest to trudne. — Jakby to mu dobrze wytłumaczyć? Wszystko sprowadzało się do tego, że nie był zadowolony ze swojego obecnego życia, na co składało się wiele czynników. Wszystko to zdawało mu się za bardzo ciążyć. Podejmowane przez niego starania również, zwłaszcza że osiągał odwrotny efekt od zamierzonego. Jaki w tym wszystkim był sens? W jego głosie nie pobrzmiewały jakiekolwiek pretensje skierowane wobec Laurenta. — Nie dopatruj się w tym swojej winy i sposobności do przepraszania. — Dopowiedział zanim zdołał uprzedzić fakty, zapobiec sytuacji której chciał uniknąć i która nie powinna mieć miejsca.

— Nie podejrzewałem, że możesz odebrać to w ten sposób. — Podzielił się z nim wysnutym na podstawie słów Laurenta wnioskiem. Starał się zachowywać jak powinien zachowywać się dobry gospodarz, dbając przy tym o swój komfort. Zakołysał lekko trzymanym w dłoni kieliszkiem, burząc w ten sposób gładką taflę szkarłatnego trunku i znów przychylił kieliszek do ust. Nie miał najmniejszej ochoty na jakąkolwiek kłótnię na noc. Czy to miało służyć oczyszczeniu atmosfery między nimi? O ile było to jeszcze możliwe, bo to wszystko zabrnęło zdecydowanie za daleko w najgorszym możliwym aspekcie. — Starałem się być dobrym gospodarzem. Czy w takim razie masz ochotę tutaj zostawać? Jeśli nie odpowiada ci sypialnia gościnna to wolałbyś spać w mojej? — Jak widać różnie podchodzili do różnych aspektów wypowiedzianych przez niego słów. Nie miał takiego zamiaru, zwłaszcza że naprawdę chciał z nim porozmawiać. Zadane przez niego pytania wydawało się tym właściwym, o ile otrzyma na nie szczerą odpowiedź. Starał się zrozumieć, czego tak naprawdę od niego chce Laurent. Starał się potwierdzić swoje przypuszczenia albo przekonać się, czy nie ma racji, że wszystko zostanie sprowadzone do jednego. Nie posiadał trzeciego oka w postaci daru jasnowidzenia i błądził po omacku w meandrach relacji trwającej znacznie dłużej, niż jedna noc. Nie dopytał o to, jaki jest. Laurent miał prawo do posiadania opinii na jego temat. Nawet jeśli nie jest skłonny powiedzieć mu tego prosto w twarz.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#19
03.01.2024, 02:09  ✶  

Mógł się poczuć jak ryba, która otwiera swoje usta, żeby zaczerpnąć weń wodę i potem je zamyka. Bezwiednie powtarzany proces, który ma wiele na celu, ale w przypadku człowieka mówił tylko o jednym - nie wiesz, co powiedzieć. Te usta zamykały się i otwierały tylko w jego głowie. Nie pozwalał sobie teraz na zbyt dużą ilość ruchów z wrażenia, że mogą one poświadczyć o czymś złym, zrazić, przekazać coś, co zostanie źle odebrane. Potrafił się kontrolować, jeśli bardzo chciał, prawda? Miał doświadczenie z trudnymi klientami. Z problematycznymi gośćmi. Z ludźmi na przyjęciach. Więc czemu wobec bliskich to było takie trudne? Chyba właśnie dlatego - byli bliscy. Człowiek się przed nimi otwierał, stawał o wiele bardziej wrażliwy. Podatny.

- ... dobrze. - Padło z jego strony pomiędzy całą tą pustką, jaka przez moment gościła w jego głowie oprócz jednego pytania, jakie by zadał, gdyby Philip go nie uprzedził. - Chciałem pytać, czy to moja wina. Czy to ja ci tak psuję humor. - To by nie było kłamstwo, tak uważał. Każde ich ostatnie spotkanie kończyło się, albo miało pośrodku, coś negatywnego. Ścierali ze sobą dwa odmienne światy, swoje dwa odmienne charaktery. Jak jacyś masochiści? Ten fenomen... hm... Laurent nie chciał zostawiać Philipa samego, ale też nie chciał zostawać sam bez Philipa. Na co liczył w zasadzie? Jak miałaby ich relacja dalej wyglądać? Nie miał pojęcia. Próbowali sobie ostatnio na to pytanie odpowiedzieć i nie wyszło.

- Tak podejrzewałem. - Powtórzył formułkę. Dlatego zresztą nie zrobił angielskiego wyjścia, tylko wkroczył tutaj się skonfrontować z tym, co Philip miał do powiedzenia. I co on o tym sądził. Takie nieporozumienia, wielkie, między nimi całkowicie psuły atmosferę. Laurent przesiąkał nerwami Philipa, a ostatnio sam był rozdrażniony przez zszargane nerwy. Dzisiejszy dzień, który nie był dla niego łaskawy, też... w zasadzie to głownie dlatego go sprowadził. Tak bez wcześniejszej zapowiedzi z kilkudniowym wyprzedzeniem.

Zamknął oczy. Czerń powiek i błyski kręgów tęczowych pod nimi. Odbicia źrenic. Zacisnął te powieki mocniej. To brzmiało teraz jak pytanie, które miało mu udowodnić, jaką jest głupią kurwą. Że Philip miał rację. Pułapka. Dokładnie takie same tworzył Edward. Należało odpowiedzieć na nie POPRAWNIE. Nie zrobić błędu. Musiała druga strona dostać dokładnie to, czego się spodziewała. Chyba ciągle miał tą chusteczkę ze światłym napisem "PIZDA" na niej. Doskonale do niego pasowała. Powinien sobie nią właśnie podetrzeć zeszklone oczy, kiedy otworzył oczy z opuszczoną głową. Spoglądał na swoje nogi. Zaciskał palce na udach.

- Chcesz usłyszeć, że przyszedłem znowu na seks? - Zadał to światłe pytanie, które chodziło po jego głowie. - Mam problemy, Philipie. Dużo problemów. Śmierciożercy już drugi raz pojawili się w New Forest. Chcieli zabić moje abraksany, albo ukraść je. Nie wiem. Za ten artykuł. Dzisiaj rano przyszedł do mnie zły człowiek, ze złej przeszłości i... mógłby sekretami tej przeszłości zrujnować życie. Boję się. Tak bardzo się boję. Pomyślałem, że mógłbym się poczuć bezpiecznie. Chociaż przez moment zobaczyć twój uroczy uśmiech. Że mógłbym zasnąć przy tobie po prostu leżąc i wszystko byłoby dobrze chociaż przez chwilę. - Łzy zaczęły się toczyć po jego policzkach. Znów. - Masz rację... nie wiem... nie wiem dlaczego tak jest, ale tak jest, wszystko sprowadzam do seksu. Bo przecież każdy chce się poczuć kochany. Chociaż przez chwilę... naprawdę kochany...



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#20
04.01.2024, 00:17  ✶  

Siedzący oparty o pluszowego psidwaka Philip spoglądał na Laurenta, w oczekiwaniu na jakąkolwiek reakcję z jego strony. To wszystko zmierzało w bardzo dziwnym albo złym kierunku. Nic nie układało się tak jak powinno przy założeniu, że w ogóle miało się ułożyć między nimi w jakikolwiek sposób tak aby każdy z nich nie poszedł w swoją stronę, bez oglądania się za siebie i bez możliwości powrotu, porzucając wszystkie próby. Nie byłoby to czego chciał. Jednocześnie nie chciał trwać w tym zawieszeniu. Musiał stać się całością.

— Naprawdę nie masz co doszukiwać się swojej winy we wszystkim. Gdyby tak było to bym nie spędzał z tobą czasu. - Nie okłamał go. Pomimo że zawsze kończyło się tak a nie inaczej, tak właśnie było. Stanowiło to problem, od którego nie dało się uciec. Powinien zmierzyć się z tym na takich samych zasadach, jak wziął udział w tym pojedynku. Dokonać tego z taką samą pewnością i determinacją, jednak zamiast tego czuł jakby stąpał po ruchomych piaskach. Ktoś powinien z nich go wyciągnąć, zwłaszcza że znajdował się w nich niemalże po sam pas. Na przestrzeni ostatnich miesięcy wydawało mu się, że są wszystkim tym, czym tak naprawdę nie mogą być, że są posklejani z tych myśli, które przetrwały w nich do dziś. Nie miał satysfakcji z picia.

—  Nie chcę aby tak było. — Wymruczał pod nosem, odnosząc się do całokształtu zupełnie jakby nie potrafił inaczej. W takich właśnie chwilach tracił sporo ze swojej dojrzałości, która powinna tutaj odgrywać pierwsze skrzypce. To on jest tym starszym. Czasem chciałby być jak swój starszy brat, który pomimo bycia okropnym nudziarzem, ale zdawał się być bardziej wyważonym od niego. Pomimo braterskiej więzi między nimi nie czuł się gotowy na powiedzenie wszystkiego, co tak naprawdę leżało mu na sercu.

Odpowiedź na zadane przez niego pytanie poprzedziła diametralna zmiana w postawie Laurenta - zamknięte oczy, zaciśnięte powieki, opuszczona głowa i spojrzenie utkwione w kolanach, zaciśnięte palce na udach. Laurent nie zasłużył na obojętność z jego strony. Potrafił taki być wobec tych, którzy naprawdę na to zasłużyli.

— Nie zaproponowałem ci uprawiania seksu, tylko spanie w mojej sypialni. — Philip rozważał to jako jeden z możliwych powodów wizyty Laurenta, któremu zadawał odpowiednie pytania próbując to ustalić. Cały czas do tego dążył. Także dla swojego spokoju ducha i po to aby zrozumieć, czy chodzi o jego towarzystwo, prostą aczkolwiek smaczną kolację czy po prostu Laurent chciał tego, czego do niedawna mu nie odmawiał samemu czerpiąc z tego sporo przyjemności. — Chcę usłyszeć prawdę. — To jedyne co chciał usłyszeć tego wieczoru, starając sprowadzić to spotkanie do szczerej rozmowy między nimi. Nawet jeśli oczekiwana przez niego szczerość oznaczała najgorszą prawdę, która zburzy do końca to chwiało się już w posadach albo pozwoli oczyścić atmosferę.

Gdy Laurent zaczął opowiadać o swoich problemach, słuchał go w pełnym cierpliwości milczeniu. Dużo problemów. Z pewnością było ich znacznie więcej, niż mówił. Wieść o śmierciożercach pukających po raz drugi do drzwi Laurenta sprawiła, że wzdłuż swojego kręgosłupa poczuł przebiegający dreszcz, a w swoim żołądku nieprzyjemny ucisk. Doskonale wiedział, jak bardzo te abraksany są dla blondyna ważne i że ich utrata w ten czy inny sposób byłaby bardzo bolesna. Bardzo trudno byłoby mu się pozbierać po czymś takim. Philip potępiał jakąkolwiek przemoc wobec zwierząt. Nie chciał przeczytać informacji odnośnie śmierci samego Laurenta. Nie pierwszy raz uświadamiał sobie, że tak naprawdę nic albo bardzo niewiele wie o przeszłości Laurenta, tak naprawdę nie chcąc jej poznawać. To też ulegało zmianie.

Philip pomimo wszystkich wad miał serce na właściwym miejscu. To nie tak, że do niego nic nie docierało, zwłaszcza na przestrzeni ostatnich miesięcy przez zmiany jakie w nim zachodziły. Dobrze znał strach, uczucie tak głęboko spychane w głąb siebie, aby to nie zwróciło się przeciwko niemu. Potrzeba bezpieczeństwa nie była mu obca. W tych murach czuł się bezpiecznie. Zarumienił się nieznacznie na słowa Laurenta o ujrzeniu jego uroczego uśmiechu, że mógłby zasnąć przy nim po prostu leżąc, że tak byłoby dobrze przez chwilę. Nie nawiązując głębszych relacji z drugim człowiekiem Philip jak dotąd nie pozwalał na coś takiego. Laurent brzmiał naprawdę szczerze i chciał mu uwierzyć, zaryzykować w nadziei, że to nie zwróci się to przeciwko niemu samemu.

Podniósł się sprawnie z podłogi i skierował swoje kroki do fotela, na którym siedział Laurent. Odstawiwszy kieliszek z niedopitym winem, usiadł na podłokietniku fotela. Spoglądał jednak na niego. Jego osobiste problemy zdawały się tracić na znaczeniu. Przecież żaden śmierciożerca nie chciał go pozbawić życia ani nie chciał skrzywdzić jego psidwaków. Jedynymi ludźmi, jacy go nachodzili, byli dziennikarze, fani i psychofani. Pomimo tego, że nie czuł się szczęśliwy ani zadowolony ze swojego życia, ono było pod tym względem dobre. Dotknął włosów młodszego mężczyzny, wplątując w nie palce dłoni w uspokajającym geście. W deszczu twych łez utonąłem kolejny raz, w głębinach źrenic twych mórz.

— Wyrzuć to z siebie, Laurie. Najważniejsze, że nic ci się nie stało. Nie wiem nic o twojej przeszłości, więc jeśli chcesz o tym mi opowiedzieć to cię wysłucham. Tylko jeśli mu na to pozwolisz. Tu jesteś bezpieczny... śmierciożercy ani pozostali źli ludzie nie mają tutaj wstępu i nie musisz się bać. Dzisiaj śpisz ze mną. Możesz nawet zostać przez kilka dni. — Zachęcił go do tego aby kontynuował swoją opowieść, jeśli tylko będzie na to gotów. Takim ludziom strach zapewniał poczucie władzy. Być może to były śmiałe słowa jak na niego, ale Ulica Pokątna zdawała się być jedną z bezpieczniejszych ulic magicznego Londynu. Nabył na niej kamienicę przez wzgląd na patrole mogące zareagować w razie wtargnięcia tutaj psychofanów albo przestępców. Pojedynek, w którym wziął udział, ukazał go jako wprawnego pojedynkowicza. Ostatnie zdanie wypowiedział z ciepłym uśmiechem, z dołeczkami w policzkach. Zaproponował mu to, przeczuwając że Laurent tego potrzebuje. Podsunął również mu swoją materiałową chusteczkę z wyszytym złotą nicią monogramem.

Taka noc mi się jeszcze nie zdarzyła.

— Tak nie znajdziesz tego, czego szukasz. Nigdy nie wiesz, czy zobaczysz swojego kochanka następnego dnia. — Przez całe lata znaczna część jego życia kręciła się wokół seksu i trudno zwalczyć dawne przyzwyczajenia. Jedyna różnica była taka, że nie szukał miłości tylko przyjemności. To, że ktoś mu powie po odbyciu stosunku, że go kocha to jeszcze nie miłość. Nie stanowiło to dla niego problemu, bo nie było mu z nią po drodze. Przytoczył to, co powiedział mu jego przyjaciel podczas ich ostatniej rozmowy. Laurent nie powinien iść tą samą drogą, co on.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (10275), Philip Nott (10172)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa