• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
[10 maja 1972] Rodzinne sprawy

[10 maja 1972] Rodzinne sprawy
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#11
23.01.2024, 10:59  ✶  

W przeciwieństwie do swojej matki, Nevan nie śpieszył się. Drobne spięcie, którego świadkiem był Nicholas, nie wyprowadziło go z równowagi. Może przez te wszystkie lata przywyknął już do tego rodzaju sytuacji? Życie z Delilah nie zawsze było proste, choć też nie można było niej powiedzieć, że zatruwała swoim bliskim codzienność. Można było pod tym względem trafić znacznie gorzej. To nie ulegało nawet najmniejszej wątpliwości.

- Cóż, to chyba… - chciał się odezwać, kiedy syn postanowił zadać pytanie. Pytanie zaliczające się do tych trudnych. Skomplikowanych? W przypadku takowych, stosunkowo często najlepszym wyjściem było kłamstwo. Albo próba uniknięcia odpowiedzi? Tyle tylko, że Nicholas nie był głupim dzieciakiem, pewne rzeczy dostrzegał.

- Wiesz jaka ona jest, czasami pozwala na to, aby kierowały nią emocje. – zamiast udzielić odpowiedzi przeczącej lub twierdzącej, zaczął naokoło. Od zwrócenia uwagi na to, że Delilah była kobietą dość  specyficzną. Temu zaprzeczyć się nie dało. Nie stanowiło to też dla nikogo żadnej nowości. – Ciężko przewidzieć co i w jakim stopniu wyprowadzi ją z równowagi. Myślę jednak, że o kogokolwiek z nas by w tym przypadku chodziło, nie pozostałaby obojętna. – dyplomatyczna odpowiedź, niekoniecznie jednak będąca tym, czego syn oczekiwał. Nevan nie zamierzał w tym przypadku iść o ten jeden, dwa kroki dalej. Wchodzić w temat relacji łączących poszczególnych członków rodziny.

Podniósł się ze swojego miejsca, spojrzał na znajdujący się na nadgarstku zegarek. Godzina była nadal wczesna. Do obiadu pozostało całkiem sporo czasu. Zatrzymywanie na kolejne godziny, zapewne nie było Nicholasowi w smak.  Skoro o to pytał, taki wniosek nasuwał się sam…

- To już Twój wybór, nie będę Ciebie tutaj zatrzymywał na siłę. – odpowiedział. Oczywiście sam by się z obecności syna ucieszył. To samo Tarah, która również dawno już Nicholasa nie widziała. Widać musiał być w tym Ministerstwie naprawdę zapracowany, skoro tak ciężko przychodziło mu znalezienie tych kilku godzin na krótką wizytę.

A skoro już o Tarah mowa… aż westchnął nieco ciężej, kiedy to pytanie padło.

- Na ten moment jeszcze niczego jej nie powiedzieliśmy. Jeśli jednak nieobecność Theona się przeciągnie, to będziemy musieli jej pewne kwestie wyjaśnić. – odpowiedział, uciekając spojrzeniem gdzieś na bok. Widać dla niego nie było to czymś komfortowym. Ciężko było okłamywać kogoś bliskiego, mieć przed nim tego rodzaju sekrety. Tarah powinna wiedzieć, ale czy ta wiedza rzeczywiście by jej wyszła na dobre? Tu zdania musiały być podzielone. Dobrze, że od kilku lat kobieta pracowała przede wszystkim z domu. To zmniejszało ryzyko, że pewne informacje wpadną w jej ręce przypadkiem. Otrzyma je od osób trzecich.

Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#12
23.01.2024, 11:55  ✶  

Nicholas nie lubił, jak pewne sprawy wyjaśniało się okrężną drogą. Wolał znać powody, przyczyny lub działania bezpośrednio, bez owijania w bawełnę. I nie tylko w sprawach dotyczących pracy, organizacji ale także rodziny. Nawet, jeżeli on sam się nieco odsunął z powodu swojej przynależności do Śmierciożerców, aby ich nie narażać na cokolwiek. A to, że jego brat też dołączył, było w sumie jego decyzją. Nicholas zauważał pewne różnice w zachowaniu i podejściu członków rodziny względem pozostałych.

Młody Travers, znał babkę tyle czasu, ile on sam żyje. Ale to ojciec znał ją najlepiej. Ta sytuacja była jedną z nielicznych, która pokazała, że nie tylko dziadek potrafił ją wyprowadzić z równowagi. Ale i sytuacja związana z brakiem kontaktu z Theonem. Narzucając mu dowiedzenie się wszystkiego co trzeba. Jakby Nicholas o tym nie wiedział. Ojciec udzielając odpowiedzi, okrążył temat, uciekając dyplomatycznie. Nicholas chyba po nim to miał. Także umiał tak odpowiadać komuś, jeżeli temat był trudny, bądź samo pytanie. Nie chciał mu może czegoś powiedzieć. Więc, nie będzie drążył.

Nevan nie trzymał go na siłę. Pozwolił mu zadecydować o pozostaniu, lub powróceniu do siebie. Miał wybór. Do obiadu było faktycznie dużo czasu. Zostając, musiałby jakoś zbić te godziny przebywania w tej posiadłości. Zwiedzić, porozmawiać z kimś. Rzadko bywał. Prawie raz do roku?

Przy okazji, Nicholas chciał wiedzieć, ile matka wie w sprawie Theona. Ale jak się okazało, nie wiedziała nic. Jeszcze.
- Rozumiem.
Przyjął do wiadomości. Musiał to wiedzieć, na wypadek, gdyby ją spotkał i przypadkiem, zapytała o jego brata. Ale, czy wiedziała, że Nicholas tutaj był?
Wstał ze swojego fotela, skoro to samo wcześniej uczynił ojciec. Skoro rozmowa została zakończona i wiedzą co mają robić, nie musieli już w tym gabinecie przebywać.
- Więc pewnie nie wie, że miałem się dzisiaj pojawić?
Dopytał. Jego obecność mogłaby matkę zaskoczyć. A rzadko zdarzało się, żeby sam od siebie się pojawiał. O urodzinach czyichś pamiętał, ale wysyłał wtedy listy z życzeniami. Był zapracowany podwójnie. Ale czas dla siebie i swoje potrzeby znajdował. Nie myśląc w ogóle o ożenku. I tego być może też obawiał się poruszenia tematu przy obiedzie. Może dzisiaj odpuszczą?
Nicholas myślał, czy skoro już tutaj jest i zdecyduje zostać, może powinien zajrzeć do rodzicielki.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#13
28.01.2024, 16:35  ✶  

O niektórych sprawach nie powinno się mówić wprost. Lepiej było zachować dla siebie to, co się z nimi wiązało. Przynajmniej przez jakiś czas. Dla dobra wszystkich zainteresowanych. Niekiedy wręcz dla ich bezpieczeństwa. Nevan, podobnie jak Nicholas, nie był w żadnym razie zwolennikiem takiego podejścia, ale zarazem miał świadomość, że stanowiło ono najlepszą spośród dostępnych opcji. Nie miał w tym przypadku wielkiego wyboru. Musiał się dostosować do okoliczności. Okłamywanie Tarah, trzymanie jej z daleka od pewnych spraw, nieszczególnie mu odpowiadało. Po prawdzie to nie odpowiadało mu to wcale. Co innego jednak mógł w obecnej sytuacji zrobić? Postawić na szczerość?

Może rzeczywiście byłoby to lepszym wyjściem...

Albo i niekonicznie.

- Im mniej wie, tym jest spokojniejsza. Nie chciałbym kolejny raz widzieć Twojej matki w Mungu. - powiedział, zwracając uwagę na stan zdrowia kobiety. W ostatnich latach problemy z sercem mocniej dały się jej we znaki. Z tego względu porzuciła pracę w Mungu. Wyszło jej to na dobre. Nie była już zmuszona do tego, aby funkcjonować na równie wysokich obrotach, co dawniej. - Powinna ucieszyć się z Twojej wizyty. Zajmuje się ostatnio nowym zleceniem, przydałoby się odciągnąć ją od pracy, może zabrać na krótki spacer? - zasugerował, ale zarazem niczego takiego od Nicholasa nie wymagał. Cokolwiek syn zrobi, będzie to jego wybór. Zdaniem Nevana, przymuszanie do czegokolwiek nie miało większego sensu i nie prowadziło do niczego dobrego.

Nie mogło doprowadzić do niczego dobrego.

- Jeśli będziesz chciał się z nią zobaczyć, jest w swoim gabinecie, w zachodnim skrzydle. - wskazał jeszcze część budynku, w której należało szukać Tarah. I to byłoby z jego strony tyle. O ile wcześniej wygospodarował nieco czasu na spotkanie z Delilah i Nicholasem, tak teraz powinien wracać do swoich zadań. Goniły go terminy, wydawnictwo czekało aż prześle im ostatnie rozdziały książki, nad którą obecnie pracował. Musiał się na tym skupić, nie powinien pozwolić na to, aby inne sprawy za bardzo odciągały od tego jego uwagę. - Ja muszę już niestety wracać do pracy. Możemy zobaczyć się jeszcze podczas obiadu, o ile zdecydujesz się zostać. - na odchodnym wyciągnął w stronę syna rękę, uścisnął jego dłoń. Nie decydował się na żadne przytulanie i temu podobne zagrywki. Nie było to w jego stylu, Nicholas zaś od bardzo dawna nie był kilkuletnim dzieckiem.

Nevan zniknął, Nicholas został sam. Mógł teraz zdecydować na spokojnie co dalej. Odwiedzi matkę? Zostanie na obiedzie? Wróci do Londynu albo może uda się prosto do Little Hangleton? Opcji miał dużo.

Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#14
28.01.2024, 23:06  ✶  

Najwyraźniej będzie musiał wymyślić matce jakieś wyjaśnienie swojej obecności w tej posiadłości. Bez powodu nie pojawiał się. Prawdy jej powiedzieć nie może. Kiedy ojciec wspomniał o jej pobycie w Mungu, uświadomił o jej chorobie. Dopiero wtedy dotarło do Nicholasa, skąd on mógł swoje powikłania z sercem odziedziczyć. Choroba genetyczna. Matka ją miała. Przeszło na niego. Ale czy na pewno? Czy to po prostu przypadek? W Hogwarcie niczego oficjalnie nie potwierdzono. Chorobę zdiagnozowano u niego dopiero jak już pracował. Lecz ukrywał to przed rodziną. Babka mogłaby mu nie pozwalać działać. Choć kto wie? Przejmowała się bardziej Theonem. Nicholas pytał o siebie, ale Ojciec nie powiedział niczego wprost. Nie chciał zamartwiać?

Młody Travers przyjął do wiadomości słowa ojca, skinieniem głowy. Również to, gdzie ją znajdzie i weźmie pod uwagę sugestię odnośnie spaceru. Powinien jej to wynagrodzić za czas jaki mu poświęcała. Za to ile go nauczyła i pomogła opanować pewne umiejętności. Bo to po niej odziedziczył większość cech rodowych.

- Zajrzę do niej.
Zapewnił ojca. Skoro już tutaj był, skorzysta z okazji aby zobaczyć się z matką. Kolejną swoją wizytą zaszczyci dopiero, jak będzie miał informacje odnośnie Theona. Albo, pośle ojcu sowę. Nie babce. Ojcu. Za tego wyjca ostatniego nie zasłużyła od wnuka na listy.

Nie zatrzymywał rodzica. Uścisnął mu dłoń i został sam w gabinecie. Odruchowo pomasował się po klatce piersiowej, jakby wspomnienie o tej chorobie, mu o czymś przypomniało. Obecnie czuł się dobrze, eliksir jaki wziął miesiące temu jeszcze wyciszał objawy. Ale na jak długo? Jeżeli choroba się rozwinie i nie zatrzyma, nie wyleczy się, zostanie wykluczony z działań w terenie. Nie od strony rodziny, ale nawet z pracy, klubu i organizacji.

Westchnął i wyszedł z gabinetu. Zamknął drzwi za sobą i schowawszy ręce do kieszeni spodni, przemierzał korytarze posiadłości. Znał doskonale układ pomieszczeń. Swoje kroki skierował na niższe piętro. Stamtąd korytarzami udał po prostu do części kuchennej, jakby chciał sprawdzić pracę skrzatów.

- Panie. Czy potrzebuje Pan czegoś?
Usłyszał znajomy głos skrzata Iskry, który niespodziewanie go widocznie dostrzegł. Spojrzał na niego, po czym na pracującego skrzata w kuchni.
- Zostanę na obiedzie. Ale przygotujcie mi coś wegetariańskiego. Bez laktozy.
Poinformował i nie interesowało go, jak to zrobią skrzaty. Wolał uprzedzić, aby nie okazało się, że będzie siedział przy stole i nic nie jadł.
- Przyjąłem.
Odpowiedział Iskra. Dłużej Nicholas nie zostawał i opuścił tę część posiadłości, udając się na górę.

Zgodnie ze wskazówkami ojca, udał na zachodnią część domu w poszukiwaniu gabinetu matki. Jednakże po drodze zatrzymał się przy jednym z pomieszczeń. Coś przykuło mu uwagę. Rozejrzał się, nikogo nie dostrzegając i wszedł do środka, aby przyjrzeć przedmiotowi, przykuwającego uwagę swoją rzadkością. Archeologiczne nowe znalezisko? Nawet nie zarejestrował, do czyjego pomieszczenia wszedł, do kogo z rodziny należało. A że dziwne i niebezpieczne czasami przedmioty przykuwały jego uwagę, postanowił to zbadać.

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#15
31.01.2024, 11:07  ✶  

Niewielka pracownia, bo tym było pomieszczenie, do którego zabłądził Nicholas, nie mogła należeć do kogokolwiek. Sporych rozmiarów posiadłość od lat podzielona była pomiędzy Delilah, Sebastiana, Nevana oraz Verę. Część budynku, do której zawędrował młody Travers, zajmowana była przede wszystkim przez jego rodziców. Tylko czy w tym momencie miało to dla jasnowłosego mężczyzny jakiekolwiek znaczenie? Liczył się jedynie ten drobny, niepozorny przedmiot, który zdawał się go przeciągać. Wabić. Wzbudzał zainteresowanie.

Złoty pierścień leżał na biurku. Tuż obok lupy. Pióra, kałamarza, kawałków pergaminu, na których znajdywały się jakieś notatki oraz ilustracje, obok trzech książek w twardych okładkach. Wszystko wyglądało tak, jakby ledwie chwilę temu, ktoś z domowników oderwał się od pracy. Może faktycznie tak było?

Zatrzymując się przed drewnianym meblem, Nicholas mógł się wszystkiemu dokładnie przyjrzeć. Ze wszystkim zapoznać. Pierścień przypominał kształtem nakrętkę. Wygrawerowany był na nim prosty napis. Starannie. Litera po literze. Znajdywał się również… wizerunek? Przy czym ciężko było określić co przedstawiał. Kobietę? Mężczyznę? Jakieś bóstwo? Coś konkretnego w tym przypadku byłby zapewne w stanie powiedzieć jedynie specjalista. Całość musiała być dość wiekowa, jak spora część przedmiotów znajdujących się w posiadłości, nadgryziona przez czas.

- To pierścień Senicianusa. – całość przerwał cichy, znajomy głos. Kobiecy głos. Do pomieszczenia weszła Tarah. – Ostrożnie, jest dość… specyficzny. – dodała. Czy faktycznie mówiła tak cicho, czy było to tylko takie wrażenie? Złudne wrażenie? Miałeś problem z tym, żeby skupić się na matce, na kobiecie, z którą przecież miałeś… co miałeś?

Coś było nie tak, zarazem wszystko zdawało się w najlepszym porządku. Tylko Ci się wydawało? 

- Nick? Nick? Słyszysz mnie? – czemu mówiła do Ciebie po imieniu? Przecież wszystko słyszałeś. Rozumiałeś. Byłeś tutaj. Odrobinę zajęty, ale obecny. Prawda?

Nieprawda.


Rzuć kostką na oklumencje (rozpraszanie). Jeśli Ci się uda, zwalczysz wpływ pierścienia.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#16
31.01.2024, 11:41  ✶  

Najwięcej, najciekawszych i niebezpiecznych przedmiotów można było znaleźć w ich rodzinnej posiadłości. Nie pierwszy raz, Nicholas sięgał łapami po coś, co przykuwało jego uwagę i chciał to mieć u siebie w pokoju. Ile razy to było, kiedy jakaś klątwa go dopadła, mniejsza czy większa? W tym wieku powinien być już na to uodporniony. Może dlatego też przykuwał w sobie znaczą uwagę do wyszkolenia się w dziedzinach rozpraszania magii? Czy to nie był też jeden z powodów, dla którego wyprowadził się na dobre, aby zamieszkać w Londynie i Little Hangleton? Czy te przypadki, nie spowodowały uaktywnienia się u niego w dość młodym wieku, choroby genetycznej?

Każdą część domu znał. Ale najbardziej tę, należącą do swoich rodziców. Gdzieś powinien być jeszcze jego stary pokój. Może wykorzystali do czegoś? Czy pozostał nieruszony? Tutaj, będąc w pracowni, nie ona była dla niego ważna. Ale ten pierścień, który leżał na burku. Był piękny, starodawny. Z którego wieku mógł pochodzić? Miał napis. Próbował go odczytać, ale nie był pewny czy go rozumiał. Coś jednak było nie tak. Słyszał głos. Kobiecy. Matka? Nie potrafił powiązać. Był cichy. Czy to naprawdę ona, czy przemawiał do niego przedmiot? Czuł jakieś przytłumienie umysłu. Nieświadomie może, zacisnął pierścień w dłoni, a drugą podparł się mebla. Zmarszczył brwi. Walczył? Można było takie odnieść wrażenie. Kobiecie, która do niego mówiła, nie odpowiadał. Pomyśleć, że po tylu latach, znów dotykał coś, czego nie powinien. Nie oduczył się. Czy może w tym momencie też chciał sprawdzić swoje możliwości, jak dobrze radzi z klątwami, jeżeli to ona go w tym momencie zaatakowała?


Rzut PO 1d100 - 79
Sukces!
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#17
09.02.2024, 09:14  ✶  

Nawet się nie złościła. Całe to zdarzenie było wynikiem popełnionego przez nią błędu. Drobnego zaniedbania. Opuszczając na moment pomieszczenie, nie zabezpieczyła go w żaden sposób. Nie zajęła się również samym pierścieniem, którego właściwości zdążyła już do pewnego stopnia poznać. Nie spodziewała się wizyty. Nie spodziewała się tego, że ktoś może się tutaj pojawić.

Widząc co się dzieje, nie zdecydowała się na żadne, bardziej gwałtowne działania. Po prostu obserwowała syna, starając się przy okazji zwrócić na siebie jego uwagę. On sam musiał sobie poradzić z wpływem pierścienia. Zwalczyć go. Gdyby nagle zdecydowała się go zabrać, ciężko było przewidzieć w jaki sposób Nicholas by na to zareagował.

- Musisz to zwalczyć, Nick. – starała się do niego dotrzeć, próbowała go instruować. – Zamknąć umysł na jego wpływ. Potrafisz to zrobić.

Pozwoliła sobie zrobić kilka kroków w głąb pomieszczenia. Nieco się do Nicholasa zbliżyć. Cały czas go obserwowała. Starała się trzymać rękę na pulsie. Próbowała ocenić w jakim stanie się obecnie znajduje. Czy sobie z tym radził, czy może wręcz przeciwnie? Spadał dalej, tonął? Pogrążał się w tym?

Czy w ogóle zauważał, że matka się do niego zbliżała?

- Nick, skarbie? – dawno już tak do niego nie mówiła, ale okoliczności jakby sprzyjały takiemu podejściu. Znajdywała się obok syna, który zdawał się potrzebować pomocy. Musiała się pilnować, żeby nie przekroczyć pewnej granicy. Nie wyciągnąć w stronę blondyna ręki. Nie położyć jej na jego ramieniu. – Jeszcze trochę.

Wydawało jej się, że jest lepiej; że robi postępy. Czy faktycznie tak było? Nick mógł poczuć, że coś się zmienia. Głos Tarah przebijał się coraz skuteczniej. Podobnie jak inne bodźce zewnętrzne. Był coraz mniej skupiony na tym jednym przedmiocie, który znajdywał się wciąż w tym samym miejscu. Na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło tylko zacisnąć na nim palce swojej dłoni. Tylko czy faktycznie chciał to zrobić? Czy było to tylko echo wpływu, który pierścień jeszcze chwilę temu na nim wywierał?

Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#18
09.02.2024, 12:35  ✶  

Przez lata ćwiczył rozpraszanie magii, zaklęć aby radzić sobie z takimi przypadkami jak teraz. Dość często zdarzało się, że dotykał nieodpowiednich rzeczy, bo przyciągały jego uwagę. Swoją tajemniczością, wyglądem, historią. Wszystkim. Wiele razy członkowie rodziny specjalizujący się w klątwołamaniu musieli mu pomagać. Albo po paru przypadkach, chować i zabezpieczać je odpowiednio. Niby Nicholas z tego wyrósł, wyprowadził się zmniejszając zagrożenia dla siebie, wyszkolił odpowiednio z dziedzinie magii odnośnie rozpraszania, to jak widać, wracając tutaj dał się znów wciągnąć w pułapkę przedmiotu. Czy może postanowił spróbować, jak teraz sobie poradzi?

Walczył wewnętrznie, w umyśle z klątwą. Ledwie słyszał co matka do niego mówiła. Zdawało mu się, albo faktycznie, trzymał pierścień w dłoni. Czy może zaczynał mieć halucynacje? Podpierając się o mebel, utrzymywał równowagę. Musiał to zwalczyć. Walczył.

Ten łagodny kobiety głos. Mówiący do niego zdrobniale. Nicholas w tym momencie jakby zareagował. Otworzył oczy i powoli spojrzał na nią. Wiedział, co musiał zrobić. Na pewno oddalić się od przeklętego przedmiotu, który tak mocno na niego zadziałał. Nie mógł go zabrać. Cofnął się od biurka, choć lekko zachwiał. Oddech mu przyspieszył. Spojrzał na dłonie jakby coś sprawdzał. Poczuł opadającą ciężkość z ciała, organizmu. Uwolnił się?

- Matko… Dotknąłem go?
Zapytał, jakby sam nie wierzył czy faktycznie to zrobił czy nie. Gdyby nie udało mu się uwolnić od klątwy, kto wie co by jej zrobił? Jako dzieciak mógł nie stwarzać zagrożenia, ale jako dorosły? W dodatku Śmierciożerca? Ojciec by mu tego nie wybaczył.

Musiał usiąść. Rozejrzał się za wolną kanapą czy fotelem i tam podszedł. Usiadł, próbując dojść do siebie. Wzrok przeniósł na rodzicielkę, jakby chciał się upewnić, że jej nic nie jest. Że nic jej nie zrobił.
Nie powinien tutaj przychodzić.

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#19
13.02.2024, 21:56  ✶  

Odetchnęła z ulgą, kiedy na nią spojrzał. Kiedy faktycznie zareagował na jej słowa. Odpowiedział. Sytuacja była pod kontrolą. Mogła więc podejść do niego bliżej. Dotknąć go. Przytulić lekko na powitanie.

- Poddałeś się jego wpływowi. - przytaknęła, odpowiadając na zadane pytanie oraz wypuszczając go ze swoich objęć. Odsuwając się. Przyglądając się mu uważnie. Badawczo. Upewniając się w tym czy wszystko było w porządku. - Pierścień ma dość specyficzne działanie, przyciąga do siebie ludzi.

Mogłaby się nad tym dłużej rozwodzić. Dokładniej wszystko tłumaczyć. Zwłaszcza, że pozyskała już na temat tego przedmiotu całkiem sporo informacji. Udało jej się ustalić pewne rzeczy. Poczynić obserwacje. Rozumiała w jaki sposób działa. Mechanizm w zasadzie nie był szczególnie skomplikowany. Za to szalenie wręcz skuteczny. To co przed chwilą spotkało Nicholasa, było tego dowodem.

Kolejnym.

Zabezpieczyła przedmiot. Nałożyła odpowiednie zaklęcia. Przez chwilę skupiła się na tym, żeby uniknąć kolejnych komplikacji. Problemów. Kiedy wszystko było gotowe, schowała różdżkę do kieszeni. Znów skupiła się na synu.

- Nie będę Ciebie zanudzać historią tego znaleziska. Przejdziemy do salonu? - zaproponowała, wskazując na drzwi. Nie było potrzeby, żeby przebywali dłużej w tym pomieszczeniu. Miejscu. Kusili los? - Będziemy mogli tam na spokojnie porozmawiać. Zakładam, że skoro już się tutaj zjawiłeś, masz dość czasu na krótką rozmowę z własną matką?

Czy w głosie Tarah dało się wychwycić pewien wyrzut? A i owszem, choć starała się to ukryć. Było jej niekiedy przykro, że obydwaj synowie tak niewiele czasu poświęcali rodzinie. Chciałaby mieć ich częściej przy sobie. W pobliżu. Nie zamierzała jednak naciskać. Siłą ściągać ich do rodzinnej posiadłości. Rozumiała, że mieli swoje życia.

A także liczyła na to, że z biegiem czasu sami zechcą częściej odwiedzać ją oraz Nevana. Dorosną do tego? Tak jakby byli dziećmi. Mieli zaledwie naście lat. To już nie był niestety ten etap. Dawno minął.

- Widziałeś się już z Delilah? - zapytała, zamierzając uprzedzić go, aby uważał. Ostatnio łatwo było wyprowadzić ją z równowagi. Chodziła jakaś taka poddenerwowana. Irytowała się szybciej niż zwykle. A przecież nigdy nie była oazą spokoju. - Jeśli nie, to powinieneś znaleźć dla babki tych kilka minut. Inaczej sama Ciebie zaciągnie tutaj za uszy. Prosto z Londynu.

Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#20
15.02.2024, 02:21  ✶  

Czyli znów nie umiał oprzeć się mocy tajemniczym artefaktom. Zaklętym w klątwy. Z tą różnicą, że udało mu się z niej samodzielnie wyrwać. Nicholas czuł się jakby stracił chwilę świadomości. Trwało to może minuty, dla niego mogło i dłużej. Odzyskał tę świadomość i ku uciesze rodzicielki, objęła go jednocześnie na powitanie. Odwzajemnił uścisk. Po czym dla swojego i matki bezpieczeństwa, oddalił się od przedmiotu. Pozwolił jej zrobić swoje i zabezpieczyć archeologiczne znalezisko. Nic się w tej sprawie więcej nie odezwał. Być może było mu głupio, że pozwolił sobie na nieostrożność. Jednakże historia tego przedmiotu byłaby dla niego interesująca. Oraz to, jak on działał, dobrze wykorzystany.

W głosie rodzicielki wyczuł wyrzut. To chyba był błąd zostawać tutaj. Jedynie ojciec nie miał do niego żadnych uwag. Ale babka? Matka? To już inna liga.

- Akurat mam dzień wolny, co za tym idzie, mam dość czasu aby z Tobą porozmawiać.
Zgodził się także, aby przejść do salonu i porozmawiać na spokojnie. Jeżeli tematy się im wyczerpią, to posłucha opowieści rodzicielki na temat tego pierścienia. Najpewniej sama będzie miała do niego wiele pytań. Nie uniknie tego.
Kiedy opuścili biuro, a matka je dodatkowo zamknęła, zadała pytanie dotyczące odwiedzin syna z babką. Tutaj już westchnął.
- Tak… Już to zrobiła. Wysłała mi wczoraj wyjca z wyrzutem, że was nie odwiedzam.
Odparł, potwierdzając to, że widział się z Delliah, dodając, że to ona była głównym powodem jego odwiedzin. Powód, nie był podany, Nicholas dodał to od siebie, aby matka nie dociekała, dlaczego poszedł wyjec. Nie wiedziała o Theonie. Mieli to na razie przed nią ukrywać. Na jak długo?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (4873), Nicholas Travers (4285)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa