• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 … 16 Dalej »
[11.11.1971] Song of Siren| Laurent & Astaroth

[11.11.1971] Song of Siren| Laurent & Astaroth
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#11
14.03.2024, 11:27  ✶  

Człowiek lubił myśleć o sobie samym jako o szczycie łańcucha pokarmowego. Niektórzy czarodzieje mieli o sobie jeszcze wyższe mniemanie. Palce Astarotha mogłyby należeć do kogoś takiego - kogoś, kto pogubił łagodność w tym dotyku, kto dopatrywał się korony na głowie Prewetta, ale na jego własnych burzowy splot stworzyłby wieniec laurowy. Wieniec, po który chciał sięgnąć. Który chciał dostać. O co chodziło? Czyste wypełnienie zlecenia, pracy, czy jednak udowodnienie wszystkim, włącznie ze sobą, że mogę, że potrafię, że ani wyschnięta gleba ani nieprzemierzony w głębinach ocean nie stanowiły dla niego przeszkody i wyzwania? Kiedy wyzwanie się pojawiało to wystarczyło na nie odpowiedzieć - w końcu pokonać. Taka osoba, w której oczach ludzie mogliby być nawet niżej, a na pewno były istoty, które uciekały swoją krwią poza ludzki rodowód. Czysta magia, która mogła płynąć w żyłach człowieka, nie wpasowywała się w ideał społeczeństwa, gdzie czarodzieje, najwyżsi z najwyższych, żyli, rządzili, kochali i nienawidzili. Miał to wszystko zapisane w oczach - trop wzgardy, nieufności, wyższości. Tworzyły cały splot map, który wyznaczony był plamkami i kreseczkami dostrzegalnymi w tęczówkach. Zielone tęczówki, w których zapisano historię łąk pod ciemnym, letnim niebem pochłoniętych przez burzowe chmury. Te iskry tu grasowały, one tu tańczyły, wpraszały się do rzeczywistości i przeskakiwały na skórę Laurenta. Nie był to jednak dotyk elektryzujący, którego poszukiwał chyba każdy człowiek w swoim życiu. Wytwarzało jednak napięcie, które potwierdzało, że żyjesz. To napięcie przeskakiwało na twoje ciało i napinało. Sprawiało, że serce zmieniało rytm, przyśpieszało, że krew szybciej płynęła, że oczy o wiele intensywniej dopatrywały się nowych bodźców. Stres. Jak zabawne, że tak blisko mu było do ekscytacji.

Starał się, żeby strach wpełzający pod jego czaszkę nie wypływał na wierzch. Starał się, żeby utrzymać odpowiednią postawę, żeby nie dać się zastraszyć, nie uciekać spojrzeniem. I żeby nie robić żadnego gwałtownego ruchu, bo Astaroth, ten mały kolega ze szkoły, nagle stał się zwierzęciem - dziki, niebezpiecznym Nundu, przy którym nawet prędkość oddechu mogła mieć znaczenie. Bolączka polegała na tym, że Nundu był bardziej przewidywalny od człowieka, który swoje imię odziedziczył po jednym z Panów Piekła. Dziwne, bo przecież nie buchały tu ognie piekielne - co najwyżej było piekielnie zimno. Jakby zima stała się intensywniejsza, przyszła wcześniej, tylko dlatego, że dostała pełne przyzwolenia skinięcie od Yaxleya. Ludzie byli nieprzewidywalni. Szczycąc się tym wyżem łańcucha pokarmowego, byciem na szczycie rozwoju, potrafili się omamić własnym myślom. Pognać na zgubę własnym emocjom. Zwątpienie - ogromna broń, która tutaj obracała się ostrzem w kierunku Laurenta. Zwątpienie tego człowieka było jego wrogiem. Żeby tylko nie zagościły tutaj kroki, które sprowadzą prawdziwy akt agresji należało stąpać ostrożnie... uspokoić. Należało Diabła ukoić.

- Czy mogę zobaczyć odznakę brygadzisty albo aurora, skoro wspomina pan przy mnie o pracy? - To raczej nie był dobry tor do uspakajania, ale raczej tor do próby jakiegoś logicznego opamiętania tego człowieka. Usadzenia go. Laurent przestał się wiercić i ułożył tylko dłoń na przedramieniu trzymającego go ręki. Nie próbował jej na razie od siebie na nowo odpychać. - Z tego co mi wiadomo to prawo nie zmieniło się w ostatnich latach, a domieszka krwi selkie nie kwalifikuje mnie do potworów kolekcjonowanych przez rodzinę Yaxley. - Czy ten chłopak znał Geraldine? Może rozsądne byłoby się powołać na nią? A może właśnie nie, może to jakaś jego nemezis? - Myśli pan, że ratowałbym pana z głębin, gdybym był tą poszukiwaną bestią? - Spróbował podważyć rozumowanie Astarotha i... ciągle spoglądał na niego tak, jakby każdy nagły gest miał go spłoszyć jak sarnę w lesie, na którą spogląda wilk. Bo tak się czuł. To były bardzo zielone, głębokie wilcze ślepia.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#12
19.03.2024, 23:07  ✶  
Tak, myślę, że urosło to w swoim ogromie do rangi premedytacji - ta usilna potrzeba, żeby pokazać sobie, rodzinie i światu, że dam radę, że nie dam się omamić jakiejś żałosnej selkie. Spodziewałem się przy tym oporu, jakichś forteli, próby ucieczki albo omamienia mojej osoby, zamiast tego otrzymywałem irytującą pogawędkę z nadętym bachorem swoich rodziców. Nie tego oczekiwałem, nie tego chciałem. Zarzucał mi błędy, chciał mnie ogłupić...? Może to właśnie było jego sposobem na manipulację? Tylko że Prewett mordercą wieśniaków byłoby niezwykle kłopotliwym nagłówkiem, ciężkim do udowodnienia, bo przecież rączki mieli obrzydliwie czyściutkie. Aż do przesady.
- Obawiam się, że ta dyskusja nie zaprowadzi nas w odpowiednie miejsce. Nie zamierzam się przed tobą raportować, Panie Laurentku. A na dobrą sprawę, nie wiem, czy mnie uratowałeś, czy może próbowałeś na powrót zaciągnąć w głębiny, więc... zamiast odpowiadać wymijająco, Panie Prewett, postawiłbym, na Pana miejscu oczywiście, na fakty i dowody - odparłem, wykręcając nieco jego rękę by sobie przypomniał, bym też sam sobie przypomniał, że tu wcale nie było bestii i ofiary, tylko bestia oraz łowca. JA byłem łowcą. Żadną ofiarą. Dokładnie tak.
Nie powinienem mieć ku temu żadnych wątpliwości. Przeć naprzód, ze zdecydowaniem, pewną ręką, bez wątpliwości czy takich bezsensownych dyskusji. Przede wszystkim bez wizji ginięcia, bo wciąż mnie wszystko paliło przez niedawne podtopienie. Serio myślałem, że to będzie mój koniec i, właściwie, to może faktycznie Laurent mógł mi uratować życie. Mogło być również zgoła inaczej - może miał fiuu bździu w głowie, uznawał siebie za nietykalnego i robił, co mu się żywnie podobało. Na przykład - mordował. To nie byłby pierwszy ani ostatni taki przypadek w historii, więc... wpatrywałem się w niego, próbując odczytać jego intencje. Próbował zgrywać silnego, chociaż był słaby. Bał się czy tylko udawał strach? Jedno było pewne - Prewetci oznaczali kłopoty. Nie mogłem go ukarać.
- Wypierdalaj stąd. Jeśli spotkam cię tu drugi raz, to się nie zastanowię. Ukrócę cię o głowę - zagroziłem i puściłem jego rękę, popychając go nieco. Sam bez słowa odwróciłem się i ruszyłem wzdłuż plaży. Nie miałem pojęcia, czy to Laurent, ale wiele wskazywało na to, że mówił prawdę. Trzymało się to kupy, więc gdzieś tam, w tej wodzie była prawdziwa bestia, która zaciągała niewinnych na niechybną śmierć, na kąpiel ze śmiercią. Zamierzałem znaleźć swoje rzeczy i przystąpić do kolejnej próby schwytania bestii.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#13
20.03.2024, 17:31  ✶  

Oddychał płycej, ostrożniej, uważniej. Tak jak płycej widziały świat jego oczy, jak ostrożniej go badały, jaką uwagę do niego przykładał. Świat, bo świata nie widział. Widział tylko zagrożenie, jakim był teraz dla niego drugi człowiek. Obcy-nie-obcy, jeśli kogoś znasz z imienia to możesz już o nim przecież mówić per znajomy, prawda? Śmiertelnie niebezpieczny znajomy. Z zimnym spojrzeniem gotowym do tego, żeby przelać krew, bo kiedy spoglądał na własne odbicie w jego oczach to nie widział tam człowieka. Widział bestie, przed którą ten człowiek się zbroił i nawet przez moment nie uważał się w tym za ofiarę. Ścisnął palcami rękojeść różdżki w swojej kieszeni, którą jeszcze przed momentem chciał siebie samego doprowadzać do porządku, którą chciał ich dobrze wysuszyć i... teraz chciał co najwyżej trzymać ją, żeby się bronić. Sęk w tym, że nie dostał takiej okazji.

Jęknął, uginając się pod naciskiem, jaki Astaroth wykonał na jego ręce. Gdyby nacisnął mocniej, gdyby obniżył własną rękę, to pewnie zaraz klęczałby przed nim na piasku. Rozchylone wargi mówiły o tym, że brak odporności na ból wpisywał się w chudą sylwetkę, a delikatność ciała nie była gotowa odpowiedzieć na ten brak kurtuazji. Teraz już różdżkę wyciągnął, gotów jej użyć do obrony, jakakolwiek by nawet ona nie była, bo przez moment bólu, jaki przeszył jego czaszkę, płonęła pod nią pustka. Chciał leepiej kontrolować sytuację, być na nią gotowy, myśleć szybciej. Tymczasem w całej swojej niemożności, żeby przestać myśleć, teraz mieszanina i pustka zarazem zagościła i stworzyła chaos nie do rozczytania. Nie ma dowodów. Powinienem o tym mówić? Gdzie przejąć kontrolę, co go rozzłości bardziej, a co sprawi, że odpuści, że zmądrzeje? Teraz już z realnym strachem spojrzał kątem oka na mężczyznę, który nie przebierał w środkach, żeby... żeby co właściwie? Udowodnić, że ma tutaj przewagę? Miał. Udowodnił to właśnie teraz. Oby na tym się skończyło. To nie była pierwsza taka sytuacja, w jakiej wylądował, gdzie siła fizyczna miała większe znaczenie ponad cokolwiek innego. Powinien to oceniać? Każdy korzystał z atutów, jakie miał. To tylko jemu poskąpiono siły.

- Fakty są takie, że pana uratowałem. - Silił się na spokojny ton głosu, ale był on bardziej spięty, tak jak paskudnie napinało się jego ciało i tężało spojrzenie utkwione w sylwetce Yaxleya.

Zrobił parę kroków do przodu dla złapania równowagi i przyciągnął od razu do siebie nadwyrężoną rękę, żeby rozmasować miejsce, w którym zaciskały się żelazne palce łowcy. Ulga była duża. Nie odważył się różdżki odłożyć, kiedy obrócił automatycznie w stronę centrum swojego niepokoju. Całego epicentrum niewiadomej, rozdawcy kart tej gry. Idź. Nie było nad czym dyskutować. Mężczyzna pokazał mu swoje plecy - i swoją arogancję i ignorancję. Pokazał, że nie brał go za żadne zagrożenie... i miał rację, bo Laurent nie był dla niego zagrożeniem. Bo nie zamierzał nikogo skrzywdzić. Za to zamierzał się stąd błyskawicznie ulotnić i nie pozwolić skrzywdzić siebie samego.

Adrenalina była szokująco pobudzająca do życia i przypominała, dlaczego człowiek ciągle chciał ją czuć na sobie.


Koniec sesji


○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astaroth Yaxley (2470), Laurent Prewett (4236)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa